Weronika Wierzbowska: W pracy stewardessy cenię różnorodność

Znani torunianie, Weronika Wierzbowska pracy stewardessy cenię różnorodność - zdjęcie, fotografia
  • Fotka nr 0 z 3
  • Fotka nr 1 z 3
  • Fotka nr 2 z 3
Sara Watrak 27/04/2019 08:41

- Wiele osób nie może pojąć, jak łączę pracę stewardessy ze studiami. Tymczasem my nie mamy typowych grafików. Zimą jest mniej lotów niż latem. W sezonie natomiast loty odbywają się zdecydowanie częściej, ale wtedy z kolei nie mam zajęć. Bez problemu można połączyć latanie ze studiami - mówi w wywiadzie dla "Oto Toruń" Weronika Wierzbowska, stewardessa z Torunia.

Oto Toruń: Czy od dziecka chciałaś zostać stewardessą?

Weronika Wierzbowska: Wiadomo, że jak się jest małą dziewczynką, to często marzymy o byciu stewardessą. Ale w moim przypadku wyszło to bardzo spontanicznie. Męczyła mnie już ta monotonia – ciągle tylko studia i praca. Chciałam coś zmienić, wysłałam więc CV do linii lotniczych. Wcześniej tego nie planowałam, nie przygotowywałam się. Była to dość spontaniczna decyzja. W czerwcu minie rok, odkąd pracuję jako stewardessa. Szkolenie zaczynałam w kwietniu 2018 roku. Najpierw miałam swoją bazę w Katowicach – baza była świetna, bardzo mili ludzie, ale niestety daleko od Torunia. Możliwość przeniesienia pojawiła się niedawno. Obecnie pracuję w Poznaniu.

Wspomniałaś o studiach. Były to studia dzienne?

Tak, to były studia licencjackie dzienne. Teraz robię magisterkę – już zaocznie. Studiuję bezpieczeństwo wewnętrzne na UMK w Toruniu.

Jak łączysz pracę stewardessy ze studiami?

Wiele osób nie może tego pojąć (śmiech). Nie mamy typowych grafików, nie jest tak, że latamy np. tylko w poniedziałki i środy. Otrzymujemy grafik miesięczny. Zimą jest mniej lotów niż latem. Zdarzało się, że poza sezonem miałam tylko pięć lotów w miesiącu i dodatkowo dyżury telefoniczne. W sezonie natomiast loty odbywają się zdecydowanie częściej, ale wtedy z kolei nie mam zajęć, więc jest o wiele łatwiej to wszystko połączyć. Maksymalnie w miesiącu mogę pracować przez 100 godzin i w sezonie czasami tyle się zdarza, natomiast zimą jest to zwykle ok. 40 godzin. Zatem bez problemu można połączyć latanie ze studiami. Wykładowcy są bardzo wyrozumiali.

Na czym polegają dyżury telefoniczne?

Gdy zdarzy się jakiś wypadek samochodowy, ktoś zachoruje i nie może lecieć, wówczas muszę się stawić na lotnisku w ciągu godziny. Kiedyś bardzo się tym stresowałam, teraz już przywykłam i w nocy śpię (śmiech), ale oczywiście nie wyciszam telefonu. Dyżur trwa przez kilka godzin i w tym czasie muszę być dyspozycyjna. Najgorsze są godziny szczytu, bo wówczas może pojawić się problem z dojazdem. Na pewno w czasie dyżuru trzeba być w mieście i warto być czujnym.

Co lubisz w pracy stewardessy?

Cenię różnorodność. To, że nie pracuję od 8 do 16, nie siedzę za biurkiem. Latam z różnymi osobami z załogi, więc często poznaję kogoś nowego. To właściwie zaleta i wada jednocześnie, bo nie mam okazji, by z kimś się mocniej zżyć. Chciałabym kontynuować pracę jako stewardessa, to wspaniała przygoda. Można zobaczyć wiele nowych miejsc. Mamy też bazy we Francji i w Anglii, tam zdarzają się dłuższe pobyty. Podoba mi się również to, że czasami idę do pracy na sześć godzin, a czasami na dwanaście, nie ma rutyny.

A co postrzegasz jako wadę?

Są nocki. Poza sezonem da się to znieść, ale latem jest to nieco uciążliwe. Ale cóż, wiedziałam, na co się piszę (śmiech). Staram się wypoczywać przed lotem i spać w dzień.

Jakie kraje udało Ci się odwiedzić dzięki pracy stewardessy?

Latamy do Egiptu czy na Wyspy Kanaryjskie, do Grecji, Bułgarii czy na Cypr. Poza sezonem zdarza się też, że firmy czarterują nasze samoloty. Wtedy latamy w zupełnie inne rejony np. do Norwegii. Podróżujemy też z młodzieżą żydowską do Tel Awiwu. Tam też niekiedy zostajemy na kilkudniowy pobyt.

Jak to wygląda ze zwiedzaniem, masz na to czas?

To zależy. W Oslo mieliśmy półtora dnia wolnego, co mnie bardzo ucieszyło, ogromnie mi się spodobało to miejsce. W Egipcie również mamy pobyty, bo tam są międzylądowania w drodze do Kenii, na Wyspy Zielonego Przylądka czy na Zanzibar. Dla jednej załogi byłaby to zbyt długa podróż, dlatego potrzebny jest przystanek w Egipcie. W pracy możemy być maksymalnie przez 12 godzin, później niezbędne jest 12 godzin przerwy. Niestety, nie wybieramy sobie sami, dokąd lecimy.

Które miejsce najbardziej Ci się spodobało?

Z ciepłych krajów na pewno Tel Awiw w Izraelu. Ostatnio byłam w Paryżu po raz pierwszy, miałam okazję zobaczyć Katedrę Notre-Dame jeszcze przed katastrofą. Niestety, nie weszłam do środka, bo pomyślałam, że będzie kiedyś okazja…

Czy zdarzają Ci się jakieś zabawne sytuacje na pokładzie?

Tak, pasażerowie są naprawdę różni. Niekiedy dochodzi stres, dużo ludzi się boi latać. Zdarzają się więc zabawne momenty, ale i jakieś mniej przyjemne sytuacje  – zasłabnięcia, omdlenia, napady padaczki. Mieliśmy szkolenia medyczne, pomagamy, jak możemy. W samolocie znajduje się butla tlenowa, więc w razie czego możemy podać tlen. Jeżeli sytuacja jest naprawdę groźna, to szukamy lekarza lub pielęgniarki na pokładzie. Jeszcze nie zdarzyło się, żeby kogoś takiego nie było wśród pasażerów. Gdy dzieje się coś naprawdę poważnego, jak zawał, wówczas niezbędne jest lądowanie awaryjne.

Wiele osób sądzi, że stewardessa to po prostu kelnerka. Jak byś się do tego odniosła?

To potrafi być irytujące. Przechodziliśmy naprawdę trudne szkolenie, podczas którego trzeba było przyswoić dużo wiedzy. Omawialiśmy procedury ogólne i awaryjne. Musieliśmy przyswoić informacje o całym sprzęcie, na początku było to nieco przytłaczające. Zjazdy najpierw odbywały się w weekendy, później szkolenie trwało przez około dziesięć dni bez przerwy. Po pierwszym weekendzie byłam załamana. Gdy wróciłam do domu, poświęcałam dużo czasu na czytanie podręcznika. Mieliśmy różne kartkówki, zajęcia z położną, zajęcia z pierwszej pomocy. Spędziliśmy też dwa dni w Pradze, tam odbywały się ćwiczenia na symulatorze i praktyczne zajęcia dotyczące ewakuacji. Musieliśmy nauczyć się na pamięć komend. Ćwiczyliśmy też gaszenie pożarów. Trenowaliśmy również holowanie w kamizelkach i wiele innych rzeczy. Trochę się tego wszystkiego obawiałam, ale atmosfera była naprawdę przyjazna. Trzeba było również zaliczyć pływanie i test językowy. Oczywiście każdy z nas musiał to wszystko zdać, nie ma zmiłuj. Na końcu mieliśmy egzaminy teoretyczne, a następnie praktyczne. Każdy z nas musiał wziąć udział w locie obserwacyjnym, podczas którego można było obserwować pracę załogi. Kolejny rejs odbywał się już z instruktorem, zadawano nam pytania z teorii, ale też dawano praktyczne zadania np. sprawdzenie, czy sprzęt awaryjny jest dobrze rozmieszczony. Braliśmy także udział w boardingu i serwisie. Po zdaniu wszystkiego można było już zacząć pracę.

Co jest istotne przy rekrutacji?

Najważniejsze jest podejście do ludzi. Może być tak, że na spotkanie rekrutacyjne kobieta przyjdzie ubrana jak prawdziwa stewardessa, a się nie dostanie. Liczy się naturalność i dobre nastawienie.

Czy wzrost też jest istotny?

To zależy od linii lotniczej. Ja jestem dość niska, ale to nie był problem. Rekrutujący biorą pod uwagę inne rzeczy.

Jakie jeszcze cechy powinna mieć osoba, która chce pracować w tym zawodzie?

Trzeba być wytrzymałym i psychicznie, i fizycznie, odpornym na stres, trzeba też przyzwyczaić się do różnych godzin pracy. Wiadomo, że praca z ludźmi nie jest łatwa. Trzeba być uważnym przez cały lot. Niekiedy zdarzają się jacyś agresywni czy pijani pasażerowie. Gdy sytuacja jest podbramkowa, musimy awaryjnie lądować i wyprowadzać te osoby. Dobrze jest takich pasażerów obserwować od początku.

Czy rekrutacja i szkolenia odbywają się po polsku czy po angielsku?

To zależy od firmy, ale też od innych czynników. Moja rozmowa rekrutacyjna odbyła się po angielsku, musiałam opowiedzieć coś o sobie, odpowiedzieć na pytania. Na spotkanie rekrutacyjne trzeba poświęcić cały dzień, bo chętnych jest naprawdę sporo. Na szczęście nie było jakiejś nieprzyjemnej rywalizacji, wszyscy trzymali się razem. Na rekrutacji musieliśmy też odgrywać scenki, w których sprawdza się nasze reakcje. Po tym etapie myślałam, że odpadnę. Ale udało się.

Jak Twoi bliscy reagują na to, że zostałaś stewardessą?

Na początku wszyscy byli w szoku. Nikt, oprócz rodziców, nie wiedział, że pojechałam na rekrutację. Nikomu więcej nie mówiłam, bo stwierdziłam, że po prostu pojadę się sprawdzić. Gdy się dostałam, wtedy opowiedziałam o tym kolejnym osobom. Otrzymałam dużo wsparcia i gratulacji.

Czy są jakieś wymagania dotyczące fryzury czy makijażu?

Obowiązuje dyscyplina mundurowa. Musimy mieć koka, chyba że ktoś ma krótkie włosy. Usta różowe lub czerwone i zaróżowione policzki, paznokcie w jasnych kolorach. Buty mogą mieć obcas od 2 cm do 7 cm. Nie można zakładać baletek.

Czy ważny jest również stan zdrowotny?

Tak, musieliśmy zrobić badania takie jak morfologia, EKG, badanie laryngologiczne czy okulistyczne. Ale stewardessy mogą nosić okulary lub soczewki.

Istnieją jakieś ograniczenia wiekowe?

U nas nie ma ograniczeń wiekowych. Dużo jest dziewczyn, które mają już swoje rodziny. Ale jest też wielu studentów.

Jakie są Twoje plany na przyszłość?

Nie zamierzam zmieniać linii lotniczych. W Polsce jest mi bardzo dobrze. Wiadomo, że wyjazd za granicę to jeszcze większa przygoda, ale to wiąże się z rozłąką, a ja jestem bardzo rodzinna, tęskniłabym za bliskim i za przyjaciółmi. Obecnie co drugi weekend jestem w Toruniu, a poza sezonem nawet częściej.

W restauracji Hotelu Filmar rozmawiała Sara Watrak. 

Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Polub nas na Facebooku

Reklama

weronika wierzbowska, stewardessa, toruń - komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2019-04-27 11:26:40

    Kiedyś o tym myślałem, ale szczerze beznadziejny zawód świata,

  • Fred - niezalogowany 2019-04-27 19:03:35

    Bardzo ciekawa rozmowa :)

  • Osma - niezalogowany 2019-04-27 21:35:26

    Bardzo ciekawy wywiad i bardzo ciekawa osoba ;)

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Praca magisterska licencjat

Pracami tego typu zajmuję się od lat. Właściwie zawodowo. Zawsze staram się aby były jak najlepsze. Podchodzę do tego w sposób profesjonalny..


Zobacz ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ototorun.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Tub Tomasz Urbański z siedzibą w Toruń 87-100, Winnica 41

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"