W Toruniu ważą się losy jednego z najbardziej prestiżowych programów samorządowych ostatnich lat. „Mieszkanie dla absolwenta” miało być symbolem stabilizacji i nagrodą za naukowe sukcesy, ale stało się zarzewiem konfliktu. Uczestnicy programu mówią o „wodzeniu za nos”. Jak wygląda ta sprawa z ich perspektywy?
Program wystartował blisko dziesięć lat temu jako ambitny projekt ówczesnego prezydenta Michała Zaleskiego. Warunki były surowe: wiek do 30 lat, wysoka średnia (minimum 4,7), praca w Toruniu i dorobek naukowy. W zamian - klucze do mieszkania i perspektywa jego wykupu.
Absolwenci, którzy odezwali się do naszej redakcji, doskonale przypominają sobie oficjalne spotkania z 2018 i 2020 roku. - Ówczesna dyrektorka Biura Mieszkalnictwa powiedziała wprost: po pięciu latach będzie mógł zgłosić się do Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej o zawarcie umowy na czas nieokreślony, a kiedy już zawrze umowę na czas nieokreślony, będzie miał prawo do wykupienia lokalu na własność - relacjonują.
Teraz zdaniem uczestników programu samorząd wycofuje się ze złożonych obietnic. - Miasto prowadzi program, gdzie chce zatrzymać najlepszych absolwentów, łapie ich zachętą, że mieszkania będzie można po programie wykupić, obiecuje, że będą bonifikaty, a na koniec zmienia zasady i nie informuje zainteresowanych. Końcowo powoduje to, że ten program staje się krótkoterminowym wynajmem mieszkania od miasta - mówi jeden z absolwentów, prosząc nas o zachowanie anonimowości.
I nie kryje rozgoryczenia całą sytuacją: - Wypełnialiśmy zobowiązania sumiennie tylko po to, żeby Urząd Miasta mógł nie dotrzymać swojej części umowy. Nie zgadzamy się na tak rażącą niesprawiedliwość.
Dla wielu młodych ludzi możliwość wykupu lokalu nie była jedynie kwestią finansową, ale fundamentem planowania życia. - Każdy z nas podejmował ważne decyzje życiowe i zawodowe w oparciu o informacje przekazywane nam przez przedstawicieli Urzędu Miasta - wspomina jeden z absolwentów. - Stabilna i pewna sytuacja mieszkaniowa ułatwia podjęcie ważnych decyzji. Nam tę stabilność odebrano dwa lata temu, ale prezydent nie miał odwagi, by nam o tym powiedzieć.
Uczestnicy programu przytaczają szokujące relacje z rozmów w urzędzie. - Na spotkaniu z prezydentem powiedzieliśmy, że absolwenci, czekając na decyzję co do sprzedaży, wstrzymują się z wzięciem ślubu lub z dziećmi. Usłyszeliśmy, że tak to wygląda - opisuje jeden z anonimowych uczestników.
Absolwenci są zdesperowani. Jeden z nich opisuje: - Sprawa dotyczy około 200 osób, które złożyły wnioski o wykup lokali. Wnioski te zostały formalnie przyjęte przez urząd, jednak do dziś nie zostały rozpatrzone. W wielu przypadkach pozostają nierozpatrzone od wielu miesięcy, a część z nich nawet od blisko dwóch lat.
Uczestnicy programu w odpowiedziach na zapytania o status ich sprawy słyszeli jedynie o „dużej ilości spraw”. Dziś oceniają to jako celowe działanie. - Uważamy, że Miasto wyrządziło wszystkim wnioskodawcom szkodę - mówią. - Nie rozumiemy, dlaczego Urząd Miasta oraz WGN postanowili wodzić nas za nos przez cały ten czas i dlaczego nie byli w stanie przyznać się, że rzeczywistym powodem nierozpatrywania wniosków jest czekanie na zmianę sytuacji prawnej.
Marcin Centkowski, rzecznik prezydenta Torunia, ucina dyskusję o obietnicach. - W tym programie nie ma mowy o tym, że ich uczestniczki czy uczestnicy będą mogli po upływie tego okresu jakby z automatu wykupić mieszkanie z bonifikatą - tłumaczy.
Miasto gra o wysoką stawkę - miliony z budżetu państwa. - Tylko w 2025 roku na budowę i remont pustostanów miasto pozyskało środki w wysokości ponad 134 mln zł. Dla nas jest to kwestia priorytetowa. Nieekonomicznym zatem jest sprzedaż mieszkań komunalnych przy tak dużych potrzebach mieszkaniowych - argumentuje Centkowski.
Dodaje, że rządowe zmiany planowane na 2027 rok i tak ograniczą bonifikaty, więc miasto musi działać wyprzedzająco. A 30 kwietnia 2026 roku Rada Miasta zdecyduje, czy uchylić uchwałę o bonifikatach.
Autor: Grzegorz Giedrys
Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Obserwuj nas na Facebooku oraz Instagramie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tak kończy się socjalistyczna utopia.
Kasa na budowę nikomu niepotrzebnych gmachów festiwalu potrzebna, każdy grosz się liczy.
Jakby całe miasto żyło z tych niszowych festiwalów
Umów sie dotrzymuje – jeśli nie, jest się oszustem. Miasto pokazuje, że nie jest wiarygodnym partnerem do czegokolwiek.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Pan Prezydent Michał Zaleski zawsze dotrzymywał słowa. Mój ukochany JAR może to poświadczyć.
Sołtys Gul jest z Partii Oszustowi, więc działa, jak to mają w zwyczaju.
Ale na Camerimage kasa jest. Śmiech na sali.
Pierwsza lekcja już za nimi hahahaha
Tak kończy się socjalistyczna utopia.
Kasa na budowę nikomu niepotrzebnych gmachów festiwalu potrzebna, każdy grosz się liczy.
Jakby całe miasto żyło z tych niszowych festiwalów