14°C lekkie zachmurzenie

O przyszłości Get Well Toruń rozmawiamy z Adamem Krużyńskim

Rozmowy, przyszłości Toruń rozmawiamy Adamem Krużyńskim - zdjęcie, fotografia

Adam Krużyński jest współwłaścicielem klubu piłkarskiego Elana Toruń i zasiada w radzie nadzorczej klubu żużlowego Get Well Toruń. W sobotę spotkaliśmy z panem Adamem w siłowni Champion, żeby podyskutować o toruńskim sporcie i nie tylko.

Dziś prezentujemy Państwu pierwszą część rozmowy - o żużlu. Cały wywiad będzie można przeczytać na naszym portalu w przyszłym tygodniu.

Oto Toruń: Co się teraz stanie z Get Well Toruń? Nie znamy decyzji POLADY. Jak według Pana będzie wyglądać scenariusz?

Adam Krużyński: Trochę wypuściliśmy z własnych rąk szanse o samodecydowaniu. Kilkoma wydarzeniami to zrobiliśmy, czyli meczami z Wrocławiem, Częstochową i w Rybniku. Kiedy wygramy z Grudziądzem, to musimy liczyć, że Leszno zwycięży z Rybnikiem. Wtedy istnieje szansa na siódme miejsce.

Co z karą dla Grigorija Łaguty?

Moim zdaniem Grigorij nie uniknie kary. Bez względu na to, jak sprytnie będzie to robić. Pytanie - kiedy i jak wysoka to będzie kara? Cała ta sprawa została przesunięta w czasie i to utrudnia werdykt Polskiemu Związkowi Motorowemu. Na podstawie przepisów Ekstraligi trzeba po pierwsze zabrać Rybnikowi trzy punkty. To moim zdaniem stanie się na pewno i może to nastąpić już w poniedziałek. Większym problemem dla Ekstraligi będzie zwycięstwo Częstochowy w Gorzowie. Wtedy władze, aby nie wypaczyć wyników finałowych, muszą podjąć decyzję, czy odebrać dodatkowe dwa punkty drużynie z Rybnika. Czyli wiemy, że niewiele wiemy. 

Wierzę, że w poniedziałek albo wtorek ta sytuacja się wyjaśni. Jeden argument jest najważniejszy -  sport musi być czysty. Jeżeli Grigorij przyjął ten środek świadomie czy nieświadomie w trakcie jakiegoś leczenia, to jest na tyle mądry, że wie, że taki środek wpisuje się do swojego leczenia. 

Oczywiście wszyscy znamy historię Szarapowej. Proszę mi wierzyć, że w Rosji można zdobyć każdy dokument. Którykolwiek ze sportowców daje dokument rosyjskojęzyczny to trudno uznać go za wiarygodny.

To prawda. Czyli tak naprawdę musimy czekać na ostateczne decyzje z Warszawy. Oznacza to, że sytuacja naszego zespołu jest tragiczna…

Nie. Nie jest tragiczna. Ona jest niekomfortowa. Będzie tragiczna, jak nie wygramy z Grudziądzem. To będzie koniec wszystkiego. 

Chłopacy wykonali bardzo dużo pracy. Udało się w końcu przekonać kilku zawodników, żeby używali sprzętu, który daje im szanse na zwycięstwo. Żużlowcy brnęli w rozwiązania, które się nie sprawdzały przez cały sezon. Teraz jadą na sprzęcie od innych tunerów.

Wszyscy widzieliśmy ostatnio Chrisa Holdera, który jechał na silnikach od Ryszarda Kowalskiego. Jego radość z jazdy była widoczna. To samo tyczy się Jacka Holdera. On też używa silników od Kowalskiego.

Nagle pojawił się Pan w rybnickim parkingu. To pokazało, że coś się dzieje. Co Pan tam robił?

Jestem widoczny na wielu zawodach. Kibice mogli mnie zobaczyć także na Speedway Best Pairs. Jestem w dobrych relacjach z wieloma zawodnikami. Nie chcę powiedzieć, że jestem osobą, która jest merytorycznie przygotowana do robienia żużla na wysokim poziomie. Jednak wydaje mi się, że żużel to nie jest tylko jazda w lewo. To także to co się dzieje w parkingu i w głowach zawodników. To również podejmowanie odpowiednich decyzji. Bazując na swoim biznesowym doświadczeniu, mogę wesprzeć Jacka Frątczaka, aby podjął właściwą decyzję. 

Czyli jest Pan doradcą Jacka Frątczaka?

To jest spore słowo. Mogę wspierać Jacka i zawodników, którzy mają jakiś problem.

Spotkałem się ostatnio na Motoarenie z kilkoma ważnymi osobami i mówili, że teraz tych ośrodków decyzyjnych jest zbyt dużo. 

Jeśli ktoś nigdy nie był w parkingu, to nie powinien takich opinii wyrażać. Teraz jest tylko jedna osoba, która podejmuje decyzje. To Jacek Frątczak. Taką rolę powierzyli mu prezes, właściciel i rada nadzorcza, w której jestem między innymi ja.

Przy Jacku jest kilka osób. Wiele decyzji podejmujemy demokratycznie. Jacek jest taką osobą, która ceni sobie, że ma obok siebie pomocników. Z trybun może wyglądać, że mecz trwa wiecznie, ale w parkingu ma zdecydowanie inną dynamikę. Często pewne decyzje wymagają natychmiastowych reakcji. Tak było w Rybniku. Mieliśmy uwagi dot. kosmetyki toru, o biegów nominowanych i tak dalej.

Na pewno jest tak, że Jacek jest autonomiczny. On swoim nazwiskiem firmuje to co się dzieje z naszą drużyną. Jesteśmy tylko po to, żeby mu pomagać.

Wymiana menadżera drużyny to była konieczna zmiana?

To pytanie nie tylko do mnie. Ostateczną decyzję podjął właściciel. Ja bardzo cenię Jacka Gajewskiego. Jest świetnie przygotowany pod względem merytorycznym.

Czasami w życiu jest tak, że pewne projekty się kończą. Nie chcę powiedzieć, że Jacek Gajewski się wypalił. Po prostu nie było efektów. Moim zdaniem ta decyzja była uzasadniona. Proszę sobie wyobrazić, że spadamy z ligi, a taka decyzja nie została podjęta. Oczywiście winowajcą byłby Jacek Gajewski. Jednak większy problem miałby właściciel. Musiałby wpompować w klub ogromne pieniądze. Dlatego ta decyzja była konieczna.

Pojawiły się opinie, że Jacek Gajewski uciekł…

Nie. Jacek do końca wierzył i myślę, że do dzisiaj wierzy. Mentalnie jest z drużyną. Zresztą muszę przyznać, że Jacek wyrażał do końca chęć pozostania i dalszej pracy nad zespołem. Dlatego takie teorie można włożyć między bajki. 

Dlaczego Pan nie spróbuje? Przy takim doświadczeniu i wiedzy. Pan wie wszystko, co trzeba zrobić, żeby ta drużyna wygrywała.

Miło mi, że Pan tak myśli. Nie ukrywam, że wiem sporo. Jestem niezłym obserwatorem. Być może takie ambicje bym znalazł, ale jest jeden problem - jestem niezwykle zajętym człowiekiem. Proszę mi wierzyć, że praca menadżera żużlowego wymaga angażowania czasu. To nie jest tylko przyjście na mecz raz w tygodniu. To tak naprawdę przygotowanie zespołu do meczu. Nie chodzi o trenowanie. Żużel to występy poszczególnych zawodników. To jest dyscyplina indywidualna. Mimo wszystko, żużlowcy muszą potrenować. To wszystko wymaga czasu.

Mógłby Pan znaleźć ludzi, którzy wykonywaliby część pracy pod Pana kierownictwem. 

Pewnie można to zorganizować. Prawda jest taka, że dopóki są inne osoby, które mogą tę robotę wykonywać, jak np. Jacek Frątczak, to niech tak będzie. Gdyby państwo Termińscy poprosiliby mnie o pomoc w takiej roli, to pewnie bym nie odmówił. Na dziś mamy Jacka Frątczaka i niech tak zostanie. 

Jak będzie wyglądała przyszłość? Pani Ilona Termińska mówiła, że potrzebne są zmiany. Pewnie jakiś głos Pan ma, skoro jest Pan w radzie nadzorczej klubu.

Żużel to chyba jedyna dyscyplina na świecie, gdzie mamy 420 zawodników, którzy posiadają licencję na ściganie. W Polsce są trzy ligi i powyżej 20 zespołów, a w każdym jest ośmiu facetów. Dlatego mamy deficyt jakości. Będzie problem. Bez względu na to, gdzie znajdzie się Toruń. Drużyna w przyszłym roku w Ekstralidze powinna być inna. Jednak możemy mieć zdecydowanie trudniejszą sytuację po spadku do Nice Ligi. 

Uznajmy, że zostaniemy w Ekstralidze.

Jeżeli tak się stanie, to musimy znaleźć albo utrzymać naszego menadżera. Będziemy potrzebowali przynajmniej dwóch nowych zawodników, którzy zagwarantują jakość sportową. To nie będzie proste. Powiem coś, co nie spodoba się Przemkowi Termińskiemu. Jeżeli chcemy coś zmienić, to musimy głębiej zajrzeć do kieszeni. W żużlu wszyscy myślą, że wyścig zbrojeń został zatrzymany przez regulację Ekstraligi. Moim zdaniem jest odwrotnie. Dzisiaj dzieje się to troszeczkę w innych realiach. Musimy pamiętać, że następny sezon w Ekstralidze będzie dla nas droższy. Przemek nie jest w stanie sam udźwignąć tego ciężaru. Dużo bogatsza osoba, którą był Roman Karkosik nie była w stanie kupić wszystkiego. Dlatego uważam, że nasze pozostanie w Ekstralidze powinno być impulsem do mobilizacji środowiska. Moim zdaniem miasto może uruchomić dodatkowe środki na speedway. Tak samo sponsorzy. Widzę, że ludzie na trybunach mają olbrzymie oczekiwania, ale za tym nie idą gesty z ich strony. My musimy pomóc Przemkowi, żeby on mógł tę drużynę zbudować. 

Może dobrą taktyką jest podzielenie się udziałami?

Można o wielu wariantach pomyśleć. Chciałbym dzisiaj zobaczyć osoby, które chcą się angażować. Uważam, że ludzie, którzy mają ponadprzeciętne zasoby powinny mieć taką społeczną odpowiedzialność. Chciałbym, żebyśmy w tym naszym małym środowisku umieli się podzielić.

Trzeba zacząć od kibiców, którzy wolą wypić cztery piwa w knajpie niż przyjść na stadion. Tak samo jest ze sponsorami. Zamiast przyjść i dać cegiełkę, to są zupełnie z boku. Przyjmują rolę recenzenta. Uważam, że takie osoby nie mają prawa głosu. Takie osoby przychodzą i mówią - jest źle, robisz źle. Chciałbym zapewnić, że w takim mieście jak Leszno sponsorów, którzy funkcjonują w klubie i wkładają pieniądze nie jest kilkudziesięciu, jest kilkuset. W Toruniu patrzymy na Przemka i mówimy - nie udało się i musisz dołożyć! Powinniśmy spojrzeć na to inaczej. Musimy zrobić, może to jest złe sformułowanie, pospolite ruszenie. Nie tylko jeśli chodzi o żużel. Łatwiej będzie właścielowi Twardych Pierników, Elany i Get Well, kiedy aktywność biznesowa będzie większa. Wtedy możemy znaleźć kilku zawodników, którzy będą chcieli dla nas pracować.

W siłowni Champion rozmawiał Tomasz Kaczyński.

O przyszłości Get Well Toruń rozmawiamy z Adamem Krużyńskim komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ototorun.pl