- Toruński zespół długo się rozkręcał, ale ostatecznie zrobił to i wydaje się być spokojny w walce o wejście do pierwszej czwórki. Do ekipy nie „dołączył" jeszcze Mikkel Michelsen, ale wciąż jeszcze pamiętam, że to on wygrywał decydujące wyścigi w zeszłym roku w półfinale i finale. Jeśli to powtórzy, nikt mu nie będzie wypominał słabszej postawy w rundzie zasadniczej - pisze Piotr Bednarczyk.
Żużlowcy z Torunia złapali wiatr w żagle, a tu, jak na złość, nastał miesiąc przerwy w rozgrywkach. Dopiero drugiego sierpnia Anioły wybiorą się do Zielonej Góry. Wydawało się wcześniej, że ten mecz może mieć kolosalne znaczenie w kontekście walki o awans do czołowej czwórki, ale wobec zdobycia punktu bonusowego w meczu z Motorem i zwycięstwa w Grudziądzu Torunianie znaleźli się w tak komfortowej sytuacji, że będą mogli zadowolić się bonusem. A o ten nie powinno być trudno, bo na Motoarenie wygrali z Falubazem 54:36.
Przerwa w rozgrywkach to doskonały moment do tego, by dokonać jakichś podsumowań. Toruński zespół długo się rozkręcał, ale ostatecznie zrobił to i wydaje się być spokojny w walce o wejście do pierwszej czwórki. Do ekipy nie „dołączył" jeszcze Mikkel Michelsen, ale wciąż jeszcze pamiętam, że to on wygrywał decydujące wyścigi w zeszłym roku w półfinale i finale. Jeśli to powtórzy, nikt mu nie będzie wypominał słabszej postawy w rundzie zasadniczej.

A jeśli chodzi resztę zespołów? Sparta lideruje, ale czy przekonuje tak do końca, to nie wiem... Myślałem, że ten zespół może całkowicie zdominować rozgrywki, lecz na pewno tak się nie dzieje. Pozytywnie zaskakuje beniaminek, czyli Unia Leszno. Aż strach pomyśleć, co byłoby, gdyby leszczynianie nie popełnili grzechu pychy i nie wypożyczyli Damiana Ratajczaka do Falubazu... Postawili na Kacpra Manię, który ma słabiutki sezon i stanowi najgorsze ogniwo zespołu. Reszta jeździ trochę w kratkę, ale ma to swoją zaletę – jeśli mecz nie wyjdzie na przykład Pawlickiemu, to dobrze pojedzie Zengota, jeśli coś nie wyjdzie Cookowi, to zaskoczy Rew i na odwrót. Na pewno jest to bardzo silny zespół, o czym przekonali się Torunianie – ledwo wygrali z nim u siebie, a na wyjeździe polegli z kretesem.
Motor zaczął sezon fantastycznie, po czym doznał zadyszki, przegrywając u siebie z GKM-em i wysoko w Toruniu. Szybko jednak wstał z kolan, wygrał bardzo ważny mecz w Zielonej Górze i dołożył pewne zwycięstwo ze Stalą Gorzów i ma realne szanse na wejście do pierwszej czwórki.
Tych szans nie stracił też GKM, mimo wpadki w meczu z Pres Grupą Deweloperską. Grudziądzanie nadal są w grze, ale muszą poprawić swoją jazdę. Akurat im ten miesiąc przerwy bardzo się przydał. Zwłaszcza liderowi, Michaelowi Jepsenowi Jensenowi, któremu wyraźnie nie idzie ani w lidze ani w Grand Prix. Teoretycznie najważniejszy teraz wydaje się dla Grudziądzan mecz w Lesznie, w którym aby zdobyć bonus muszą obronić dziesięciopunktową zaliczkę ze spotkania u siebie.
W kolejnych potyczkach – w Częstochowie i u siebie z Motorem zgarną zapewne komplet sześciu punktów. Czy to wystarczy na pierwszą czwórkę? Pewnie tak, ale wróżenie mi w tym roku wybitnie nie idzie, więc na tym kończę te dywagacje, bo jeszcze znowu zapędzę się, a potem przyjdzie jedynie posypać głowę popiołem.
Autor: Piotr Bednarczyk
Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Obserwuj nas na Facebooku oraz Instagramie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze