- Chociaż miałem ambitne plany nie dotarłem w niedzielę na boisko przy Szosie Chełmińskiej. W tym upale sił wystarczyło mi jedynie na doczłapanie do sklepu i zakup napojów chłodzących. Nie dawało się iść, a gdzie tu jeszcze biegać i walczyć o złoty medal... - pisze Piotr Bednarczyk.
Było blisko, ale nie udało się. Laskarze Pomorzanina musza pogodzić się z „ulubionym" w historii tego klubu srebrnym medalem. Jeśli dobrze liczę dwunastym w tym kolorze, w tym ósmym w ciągu dziewięciu ostatnich lat (mowa oczywiście o występach na trawie, a nie w hali).
Wydawali się lekkim faworytem finałowej rywalizacji z Siemianowiczanką. Choć nie jakimś zdecydowanym, bo ten sezon w polskim hokeju był bowiem dość wyrównany. Po sobotniej porażce 2:4 na wyjeździe wszystko było jeszcze możliwe. Nawet cieszyłem się, bo to wróżyło emocje w rewanżu.
Chociaż miałem ambitne plany nie dotarłem w niedzielę na boisko przy Szosie Chełmińskiej. W tym upale sił wystarczyło mi jedynie na doczłapanie do sklepu i zakup napojów chłodzących. Nie dawało się iść, a gdzie tu jeszcze biegać i walczyć o złoty medal... Przypomniałem sobie, jak kilka ładnych lat temu w klubie była taka „bida z nędzą", że po triumfie w finale zawodnicy musieli zrobić zrzutkę i wysłać młodzież po piwo do pobliskiej Biedronki. Aż zaśmiałem się do siebie, jak wyobraziłem sobie jak to piwo w taką pogodę będzie im wieczorem smakowało...

Niestety, musiał być to jednak gorzki smak, bo znowu przegraliśmy 2:4. Nie udało się zdobyć złotego medalu, a szkoda, bo toruńskie zespoły mistrzowskimi tytułami raczej nas nie rozpieszczają. Laskarze mają jednak tę przewagę nad innymi, że o mistrzostwo walczą dwa razy w roku. Może uda się w hali?
O złoto Drużynowych Mistrzostw Polski mogą jeszcze powalczyć żużlowcy. Zgodnie z daną sobie obietnicą nie analizuję już sytuacji i nie robię już symulacji pozostałych do rozegrania meczów, ale gołym okiem widać, że weekendowe wyniki (poza oczywiście pogromem Częstochowy) dla torunian korzystne nie były. Definitywnie odpadł jeden rywal, czyli Stal Gorzów, ale tego akurat należało się spodziewać. Nie spodziewałem się za to wygranej Lublinian w Zielonej Górze. Wydawało mi się, że w Falubazie wreszcie pokonali kryzys, z którym walczyli od początku sezonu, ale wyszło na to, że jego wygrana ze Spartą była przypadkowa. Z Motorem przegrał dość gładko.
Do zakończenia rundy zasadniczej pozostały jeszcze tylko cztery kolejki. Tak, jak mówiłem – nawet nie próbuję liczyć, co może być dalej. Ale zrobił to kapelan polskich żużlowców, Piotr Prusakiewicz. Podczas smsowej wymiany imieninowych życzeń w poniedziałek napisał, że wyszło mu, iż trzeba będzie zdobyć w Grudziądzu punkt bonusowy. Ciekawe, czy tak się stanie... Spotkanie w Grudziądzu już w najbliższą niedzielę. Dobrze byłoby go nie zawalić, bo później mamy miesięczną przerwę w rozgrywkach. Lepiej nie spędzać wakacji w dużej niepewności.
Autor: Piotr Bednarczyk
Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Obserwuj nas na Facebooku oraz Instagramie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze