To już niedługo. 20 marca w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń odbędą się Halowe Mistrzostwa Świata w Lekkiej Atletyce Kujawy Pomorze 26 - największe wydarzenie lekkoatletyczne w Polsce od 2014 roku, czyli od identycznej imprezy rozegranej w Sopocie.
Arena Toruń od momentu powstania zdążyła być już gospodarzem wielu dużych imprez królowej sportu – mistrzostw Europy (pięć lat temu), mityngów Diamentowej Ligi Copernicus Cup czy wszelkiej maści mistrzostw Polski. Bez fałszywej skromności można też powiedzieć, że światowa federacja Mastersów zrobiła sobie w Toruniu stolicę, bo co chwilę są u nas mistrzostwa globu albo Europy.
Takiej lekkoatletycznej imprezy, jaka czeka nas w dniach 20-22 marca tego roku jednak jeszcze nie było. I niczego „powyżej" nie zorganizujemy, bo światowych mistrzostw na otwartym stadionie, które – nie oszukujmy się – mają dużą wyższą rangę, raczej w Toruniu sobie nie wyobrażam. Dobiliśmy więc do sufitu.
Historia halowych lekkoatletycznych mistrzostw świata jest lekko pogmatwana, bo tak do końca nie wiadomo, czy można do niej zaliczyć te z 1985 roku w Paryżu, które nazywały się Światowymi Igrzyskami Halowymi, czy liczyć ją od 1987 roku, gdy zawody w Indianapolis ochrzczono mistrzostwami świata. Obojętnie, jedno czy drugie chciałoby się napisać, że to raczej dość młoda impreza, ale – z drugiej strony – przecież minęło jej około czterdzieści lat. Dodajmy jeszcze, że w klasyfikacji medalowej najpierw triumfowała Niemiecka Republika Demokratyczna, a później trzykrotnie Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Patrząc na to choćby z tej strony na pewno halowy czempionat nie należy do młodzieniaszków.
Niewątpliwie znaczenie toruńskiej imprezy rośnie, gdy wspomnimy, iż będzie ona rozegrana w Polsce dopiero po raz drugi. To, czy będzie o niej głośno, zależy jednak w głównej mierze od samych zawodników. Im lepsze osiągną rezultaty, tym więcej będzie się o Toruniu mówiło. Tak było choćby w 2020 roku, gdy Szwed Armand Duplantis pobił podczas Copernicus Cup wynikiem 6 metrów 17 centymetrów absolutny (stadionowy i halowy) rekord świata w skoku o tyczce. Wtedy o nas było naprawdę głośno. I choć tamten rekord przeżył tylko tydzień, to swoje „pięć minut" mieliśmy. Do dziś zaś możemy się szczycić tym, że to właśnie u nas narodził się nowy Serhij Bubka.
Wracając jednak do historyczności wydarzenia. Jak już napisałem wcześniej – niczego większego rangą już w Arenie Toruń nie zorganizujemy. A nawet nie wyrównamy, bo zanim przyznanoby nam znowu mistrzostwa świata, to ten obiekt będzie już przestarzały. W innych dyscyplinach trudno również liczyć na coś większego. Owszem, Polska zapewne jeszcze wiele razy będzie organizowała mistrzostwa świata w jakichś dyscyplinach zespołowych, ale najważniejsze mecze, z udziałem naszych rodaków toruńską halę ominą. Za małe mamy na to trybuny...
Dlatego musimy mieć świadomość – niebawem obiekt przy ulicy Bema osiągnie apogeum swojej świetności. Nigdy wcześniej nie gościł i nigdy później tego typu wydarzenia gościć już nie będzie. Dlatego trzeba trzymać kciuki, by wszystko udało się jak najlepiej. Organizacyjnie pewnie sobie poradzimy, ale wpływu na frekwencję najlepszych zawodników i osiągane przez nich wyniki już nie mamy. W tej sytuacji, jak zawsze w sporcie, przydałoby się jeszcze trochę szczęścia.
Autor: Piotr Bednarczyk
Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Obserwuj nas na Facebooku oraz Instagramie.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Od kiedy mityng halowy Copernicus Cup jest Diamentową Ligą?! Jak się nie ma podstawowej wiedzy, to lepiej w ogóle nie pisać!
?????? Chyba jest....
Od kiedy mityng halowy Copernicus Cup jest Diamentową Ligą?! Jak się nie ma podstawowej wiedzy, to lepiej w ogóle nie pisać!
?????? Chyba jest....