Kiedy większość z nas uważa przejechanie kilkudziesięciu kilometrów za solidny trening, on dopiero się rozgrzewa. Ultrakolarz Jacek Kwiatkowski w ostatnich dniach znalazł się w centrum uwagi. Wszystko za sprawą jego startu w rywalizacji o tytuł Rowerowej Stolicy Polski, w której przejechał najwięcej kilometrów w kraju i pobił rekord świata. Jego wyczyn budzi ogromny podziw.
W kontekście - jak już wiecie z ototorun.pl - zakończonej wielkim sukcesem historycznej rywalizacji gminy Łysomice o tytuł Rowerowej Stolicy Polski, nazwisko Kwiatkowski było odmieniane przez wszystkie przypadki.
Mieszkaniec Złotorii po raz czwarty przyłączył się do kręcenia kilometrów dla gminy Łysomice podczas rowerowego czerwca, ale w tym roku postawił sobie poprzeczkę na wysokości granic ludzkich możliwości. Postanowił, że w ciągu 30 dni chce pobić dwa rekordy: Rekord Świata World Ultra Cycling Association i Rekord Guinnessa w kategorii mężczyzn w 30-dniowej jeździe non-stop bez wsparcia. Do pokonania wyznaczył sobie 13 500 km, czyli średnio 450 kilometrów dziennie!
Niesamowite wyzwanie, ale - jak wiedzieliśmy z poprzednich edycji Rowerowej Stolicy Polski - w zasięgu naszego ultrakolarza. W 2024 roku Kwiatkowski wraz z Krzysztofem Fechnerem przejechał 10 044 km, a 12 miesięcy później pokonał 12 008 km w ciągu 30 dni podczas samotnej jazdy. To był nieoficjalny rekord.
Przy okazji edycji 2026 uznano, że czas na stałe zapisać się w annałach amatorskiego ultrakolarstwa. 30 dni, bez żadnego „jeżdżenia na kole” i holowania pod górkę. Samotny rajd na 43-kilometrowej pętli Złotoria-Grabowiec-Osiek-Obrowo-Lubicz-Toruń Skarpa-Kaszczorek-Złotoria. Pewnie nieraz spotkaliście się z Jackiem Kwiatkowskim na drodze.
Czerwiec, czyli mordercza walka z własnym ciałem, kontuzją i ekstremalną pogodą - tak można napisać po zakończeniu wyzwania. Wynik: 11 635 kilometrów i 740 metrów. To pobicie męskiego rekordu świata Stevena Abrahama (11 433,26 km) o 202,48 km! Ale Jacek Kwiatkowski ma apetyt na znacznie więcej. Już zapowiedział, że za rok znów stanie w szranki z ludzkimi ograniczeniami. Będzie walczył z własnym wynikiem z ubiegłego roku oraz absolutnym rekordem świata bez podziału na kategorie, który od 2021 roku należy do Austriaczki Alexandry Meixner i wynosi aż 13 333,30 km!
- Wydawało mi się, że jestem przygotowany z każdej strony na 100%, a jednak życie weryfikuje. I okazało się, że po pierwszym dniu, już na 150. kilometrze, zaczęło mnie ciągnąć pod kolanem - wspominał Jacek Kwiatkowski podczas oficjalnego podsumowania Rowerowej Stolicy Polski w gminie Łysomice, które odbyło się na terenie Galerii Spotkań w niedzielę 5 lipca. - To nie jest przeciążenie, to wynika z tego, że coś jest nie tak w ustawieniach. I co się okazało? Ja po kilku dniach dopiero doszedłem do tego, że nie włożyłem do butów wkładek. I to są takie drobiazgi, to jest 2 milimetry różnicy, 2 milimetry. I to spowodowało, że miałem już kontuzję - mówił.
Pierwsze dni okazały się kluczowe. W tym czasie Jacek Kwiatkowski chciał wykręcić nadwyżkę, która dawałaby szanse na pobicie 13 tysięcy kilometrów. Rzeczywistość była jednak brutalna.
- Trzeci dzień wyglądał tak, że trzymałem się roweru i nie mogłem dotknąć ziemi prawą nogą, taki to był ból. Na siłę wsiadłem na rower i po prostu na siłę kręciłem. Szczerze? Łzy z oczu leciały, taki był ból. Myślałem, że to będzie kwestia godzin i powiem, że to już jest koniec - opowiadał ultrakolarz. - To była walka po prostu z kontuzją, a nie walka z pogodą czy z kilometrami. Ale udało się to przejechać. To jest dowód na to, że ta głowa potrafi być silniejsza od ciała. Ja sobie myślałem wtedy tak: po pierwsze za dużo osób we mnie zainwestowało, za dużo osób we mnie wiedzyło. Nie mogę się poddać.
Wsparcie lokalnej społeczności Jakby tego było mało, czerwiec przyniósł ekstremalną falę afrykańskich upałów. Temperatura przez kilka dni z rzędu dobijała w słońcu do 45 stopni Celsjusza. Warunki nie sprzyjały rekordom, ale po dramatycznym początku Kwiatkowski już się nie zatrzymał. Na spotkaniu w centrum Łysomic podkreślał znaczenie zaangażowania lokalnej społeczności.
Przypomniał, że dzięki pracownikom Urzędu Gminy miał zabezpieczony prowiant - przez 30 dni jadł około 20 bułek dziennie, ale wskazał też trzy osoby, które towarzyszyły mu w najtrudniejszych momentach i motywowały do dalszej walki. Pierwszym z nich był Marek Kurzep. - Ja sobie spokojnie jadę 42 km/h, a on za mną kręci filmiki. Każdą wolną chwilę, którą miał, spędzał na rowerze - opowiadał ze sceny Kwiatkowski.
Na podziękowania zasłużył również Tomasz Wrzesień, który rowerowy czerwiec kończył z ręką w stabilizatorze po upadku podczas jednej z tras, a także Chris Lasota, który w rankingu gminy Łysomice wygrał w kategorii MĘŻCZYZN oraz SENIORZY z wynikiem 7196,04 przejechanych kilometrów. Jak wspominał Kwiatkowski, wielokrotnie mijali się na trasie… nawet o drugiej w nocy.
- Siła jest w nas wszystkich. Każdy z was dołożył cegiełkę do tego zwycięstwa. Nie ma takiej siły w gminie Łysomice, która by powaliła nas. Po prostu my jesteśmy tak silni, że nawet kontuzje nas nie zatrzymają - kończył Kwiatkowski.
Krótki sen, astronomiczne zużycie energii i kilometry pokonywane każdego dnia wymagały perfekcyjnej regeneracji i odżywiania. Nie bez znaczenia była też żelazna psychika, niesamowita koncentracja i motywacja przez cały miesiąc.
- Ten wyczyn pokazuje, jak wysoko wyznaczony jest „sufit” ludzkich możliwości i jak ciało potrafi adaptować się do wysiłku ultrawytrzymałościowego. Jeszcze raz brawo i życzę upragnionego odpoczynku z małą przerwą od roweru! - komentował Adrian Kurek, były kolarz zawodowy, Mistrz Polski z 2017 r. ze startu wspólnego, obecnie trener kolarski i ekspert CentrumRowerowe.pl.
Autor: Arkadiusz Kobyliński
Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Obserwuj nas na Facebooku oraz Instagramie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze