- Hokeiści na trawie nie zawsze błyszczeli w tym sezonie, ale jak przyszło co do czego, to pokazali lwi pazur i mają już zapewnione co najmniej srebro. W półfinale „Pomorek" dwukrotnie pokonał różnicą jednej bramki Grunwald Poznań, który nie jest już może taką potęgą jak kilka lat temu, ale nadal jego nazwa budzi szacunek lub nawet strach. Ale torunianie nie przestraszyli się - pisze Piotr Bednarczyk.
W sobotę piłkarze grający w klasie okręgowej pokonali w przedostatniej kolejce Wisłę Gruczno 2:1 i zapewnili sobie miejsce w rozgrywkach IV ligi w sezonie 2026/27. Być może część z Państwa wzruszy ramionami – „też mi sukces", ale dla ludzi z klubu na pewno powód do radości. Największym sukcesem jest zaś to, że drużyna wciąż gra, mimo dużych kłopotów. Pomorzanin miał zawsze oddane, choć może już obecnie niewielkie, grono fanów. To prawdziwa historia toruńskiego sportu. A jeśli chodzi o sam awans, to może czwarta liga wrażenia nie robi, ale zawsze trzeba brać pod uwagę konkurencję. A ta w przypadku futbolu jest ogromna. Tak samo na przykład jest w tenisie – na świecie grają w niego miliony osób, a turnieje wysokiej rangi wygrywa tylko kilka z nich. Jak to porównać z żużlem, który trenuje raptem kilkaset osób? Cokolwiek by powiedzieć, piłkarskiej ekipie Pomorzanina należą się gratulacje.
Podobnie hokeistom tego klubu, którzy w ten weekend wywalczyli awans do finału Superligi. Nie zawsze błyszczeli w tym sezonie, ale jak przyszło co do czego, to pokazali lwi pazur i mają już zapewnione co najmniej srebro. W półfinale „Pomorek" dwukrotnie pokonał różnicą jednej bramki Grunwald Poznań, który nie jest już może taką potęgą jak kilka lat temu, ale nadal jego nazwa budzi szacunek lub nawet strach. Ale torunianie nie przestraszyli się. W finale spotkają się z Siemianowiczanką, z którą w rundzie zasadniczej wygrali na wyjeździe 3:1, ale w rewanżu przegrali u siebie 0:3. Trener Patryk Karamuz buńczucznie zapowiada, że cel jest jeden, czyli zdobycie złotego medalu. Trudno zresztą, żeby mówił cokolwiek innego, na przykład to, że srebro już go satysfakcjonuje. Szansa na wywalczenie mistrzostwa rzeczywiście wydaje się dość duża, ale rywala, mimo że startował do play off z czwartego miejsca, wcale bym nie lekceważył.
Po pierwsze – w rundzie zasadniczej, wygrywając m. in. z Pomorzaninem i Grunwaldem pokazał, że awans do pierwszej czwórki nie był przypadkowy. Poza tym jest to zespół nieobliczalny. Jeszcze w połowie maja przegrał u siebie z Wartą Poznań 1:11, by teraz wyeliminować ją z gry o złoto. I to po remisie u siebie i zwycięstwie na wyjeździe. Nigdy więc nie wiadomo, co Ślązakom do głowy strzeli, a poza tym są właśnie na etapie historycznych wydarzeń dla tego klubu, a tak uskrzydleni są w stanie dokonać cudów.

Niestety, weekend nie był udany dla żużlowców Pres Grupy Deweloperskiej. Przegrali w Lesznie z Unią, a rywal w walce o awans do play off skasował komplet trzech punktów. Gdy już kilka tygodni temu wyrażałem na tych łamach obawę o to, czy mistrz Polski AD 2025 zdoła wejść w tym roku do pierwszej czwórki niektórzy uznali to za jakieś czarnowidztwo i sianie defetyzmu. W głowach im się nie mieściło, że taka ekipa może na zakończenie walczyć w grupie 5-8. Nawet rodzony syn mówił mi: „co ty ojciec tak panikujesz, wygrają w Lesznie i będzie pozamiatane".
Nie wygrali. Obawiam się, że ta porażka bardzo skomplikowała im sytuację. I to nie tylko ja tak myślę. Bukmacherzy mylą się rzadko, a obecnie szanse torunian na zdobycie mistrzostwa Polski oceniają dużo (naprawdę dużo!) niżej niż w przypadku ekip z Lublina, Grudziądza, Wrocławia czy Leszna. Czyli na wejście do pierwszej czwórki nasi też szanse z tej piątki mają najniższe. No niech by to ktoś przewidział przed sezonem...
Na szczęście sytuacja nie jest jeszcze beznadziejna. Wciąż wszystko zależy od nas. Trzeba jednak nie tylko wygrywać u siebie, bo to nie wystarczy, ale poszukać punktów na wyjazdach. A szans jeszcze kilka będzie – Grudziądz, Zielona Góra, Gorzów... Fachowcy już zaczęli przemeblowywać skład trenerowi Piotrowi Baronowi (np. Duchiński za Bloedorna pod numer 1-5, Heiselberg za Duchińskiego jako junior, Bloedorn jako rezerwa zastępujący od początku Duchińskiego, itp.). Dajmy jednak naszemu szkoleniowcowi spokój. Kilka złotych medali DMP już zdobył, to on jest na co dzień z zawodnikami i wie najlepiej, co dzieje się w zespole. I właśnie akurat teraz powinien poczuć, że działacze i kibice darzą go zaufaniem. A nuż coś tam jeszcze wymyśli? Choć ostatecznie to sami zawodnicy muszą jeszcze jeździć tak, żeby wygrywać. Baron za nich na motocykl nie wsiądzie.
Autor: Piotr Bednarczyk
Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Obserwuj nas na Facebooku oraz Instagramie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze