Nieoczywiste atrakcje godzinę od Torunia. Idealne na jednodniową wycieczkę

Wystarczy niecała godzina jazdy samochodem z Torunia, żeby znaleźć się w miejscu, gdzie średniowieczny zamek króluje nad miastem, zabytkowe domy stoją obok dawnych kościołów, a drewniany młyn wciąż wygląda tak, jakby za chwilę miały ruszyć jego dawne mechanizmy. Niewielkie wsie w okolicach Golubia-Dobrzynia skrywają zabytki, których nie powstydziłyby się znacznie większe miasta. To propozycja jednodniowej wycieczki po wschodniej części Metropolii Toruńskiej.

Zamek i długo, długo nic?

Nie ma co udawać - dla większości osób kierunek Golub-Dobrzyń oznacza jedno miejsce. Zamek. I trudno się dziwić. Potężna krzyżacka twierdza górująca nad miastem od ponad siedmiuset lat jest jedną z najlepiej rozpoznawalnych atrakcji tej części województwa.

To właśnie od niej najlepiej zacząć wycieczkę. Wzniesiony na przełomie XIII i XIV wieku zamek przez stulecia strzegł przeprawy przez Drwęcę, był świadkiem walk Krzyżaków z wojskami Władysława Łokietka i Władysława Jagiełły, a po II pokoju toruńskim stał się siedzibą polskich starostów.

Swój charakterystyczny, gotycko-renesansowy wygląd zawdzięcza między innymi Annie Wazównie, siostrze Zygmunta III Wazy, która objęła starostwo golubskie w 1611 roku, a w latach 1616–1623 przebudowała średniowieczną twierdzę. To wtedy dodano późnorenesansowe attyki, narożne wieżyczki i zmieniono kształt części okien. Dzięki tym elementom golubski zamek wygląda dziś inaczej niż wiele krzyżackich warowni.

Obecnie mieszczą się tu muzeum, hotel i restauracja. Latem zamek znów wypełniają pokazy, wydarzenia historyczne i rycerze. Pierwszy współczesny turniej rycerski zorganizowano na zamku w 1977 roku. Z czasem impreza stała się jednym ze znaków rozpoznawczych Golubia-Dobrzynia i rozsławiła miasto daleko poza granicami regionu.

Na zwiedzanie zamku warto zarezerwować więcej niż kilkanaście minut. Samo wejście na wzgórze, obejrzenie dziedzińca i ekspozycji oraz spojrzenie na miasto z góry może zająć sporą część przedpołudnia. Jeśli do tego doliczymy obiad lub kawę, zamek bez trudu staje się głównym punktem całej wyprawy.

Ale warto zrobić jeszcze jedną rzecz. Gdy już zejdziecie z zamkowego wzgórza, nie wracajcie od razu do samochodu. Po krótkim spacerze dotrzecie do drugiego, znacznie mniej oczywistego Golubia-Dobrzynia. Takiego, którego wielu turystów w ogóle nie poznaje. Z dawnym zborem zamienionym w szkołę, drewnianym domem podcieniowym i miejscami, obok których można przejść, nie znając ich historii.

To właśnie tam prowadzi dalsza część naszej trasy.

Dawny zbór, w którym dziś słychać szkolny dzwonek

Kolejnym przystankiem spaceru po golubskiej części miasta jest dawny kościół ewangelicki. Neogotycka świątynia powstała w 1909 roku, ale historia miejscowej społeczności ewangelickiej zaczęła się znacznie wcześniej - jeszcze po pierwszym rozbiorze Polski.

Gminę ewangelicką zorganizowano w listopadzie 1780 roku, a pierwsze nabożeństwa odbywały się w jednej z sal zamkowych. Dwa lata później przystąpiono do budowy kościoła ufundowanego przez króla Fryderyka II — poświęcono go 18 stycznia 1784 roku. Obecny budynek zastąpił wcześniejszy kościół i przez kolejne dziesięciolecia służył miejscowej gminie.

W sierpniu 1982 r. świątynię poważnie uszkodził pożar. Ogień strawił dach i wieżę. Podczas odbudowy zachowano historyczny wygląd zewnętrzny sprzed pożaru, natomiast wnętrze przystosowano do celów oświatowych. Po pracach adaptacyjnych, w 1993 r., przeniesiono tu pierwsze oddziały szkolne. Dziś budynek użytkuje Szkoła Podstawowa nr 1.

To jedno z tych miejsc, które zaskakują bardziej niż niejedna klasyczna atrakcja turystyczna. Odwiedzający często zwracają uwagę właśnie na tę nietypową przemianę.

„Były kościół ewangelicki. Obecnie aż trudno uwierzyć, że jest tu szkoła podstawowa. Sam bym chciał do takiej chodzić” - napisał jeden z turystów. Inny zwiedzający ocenił budynek krótko: „Ciekawe miejsce, ale bez możliwości zwiedzenia”.

I z tym trzeba się liczyć. Dawny zbór nie jest muzeum ani zabytkiem regularnie otwartym dla turystów. Można go obejrzeć z zewnątrz, ale wejście do środka nie jest elementem turystycznej trasy.

Dom pod Kapturem. Ostatni taki budynek w mieście

Dawny zbór i Dom pod Kapturem dzieli dosłownie kilka kroków. Drewniany budynek stoi przy golubskim rynku i jest jednym z najbardziej charakterystycznych obiektów w tej części miasta.

Powstał w 1771 r. Prawdopodobnie pełnił początkowo funkcję karczmy i zajazdu, co pasowałoby do jego położenia przy dawnym wjeździe do miasta od strony północno-wschodniej. Jest parterowy, częściowo podpiwniczony i wykonany w konstrukcji zrębowej. Jego najbardziej rozpoznawalnym elementem jest podcień wsparty na trzech drewnianych słupach.

Nazwa budynku najprawdopodobniej nawiązuje do charakterystycznego podcienia, przypominającego rozłożysty kaptur.

Niepozorny, niewielki, trochę schowany pomiędzy kamienicami. A jednak to właśnie przy nim turyści chętnie zatrzymują się na zdjęcie. W ostatnich latach budynek służył jako punkt informacji turystycznej i miejsce spotkań. Obiekt objęty jest pracami konserwatorskimi.

W opiniach często powtarza się zachwyt. „Najbardziej wyrazisty budynek na rynku w Golubiu. Ciekawy, czuć historię. Ma klimacik” - napisała jedna z odwiedzających. Ktoś inny zauważył: „Spacerując po Golubiu-Dobrzyniu, zobaczymy drewniany budynek z XVIII wieku. Warto się na chwilę zatrzymać i przyjrzeć temu ciekawemu budynkowi”.

Pojawiają się również głosy, że obiekt powinien być lepiej wyeksponowany i szerzej udostępniany turystom.

„Najstarszy budynek w mieście robi wrażenie. Szkoda tylko, że nie jest odrestaurowany i udostępniony dla turystów. Oglądaliśmy go tylko z zewnątrz, ale i tak zrobił WOW” - czytamy w jednej z opinii.

Niezależnie od tego, czy uznamy go za najstarszy budynek mieszkalny w mieście, czy po prostu za ostatni zachowany dom podcieniowy przy rynku, trudno przejść obok niego obojętnie.

Ostrowite. Pałac, którego historia jeszcze się nie skończyła

Po spacerze po Golubiu-Dobrzyniu ruszamy do Ostrowitego w gminie Golub-Dobrzyń. Trzeba uważać przy wpisywaniu celu do nawigacji, bo miejscowości o tej nazwie jest w województwie więcej. Chodzi o Ostrowite Golubskie i budynek szkoły pod adresem Ostrowite 42.

Z Golubia-Dobrzynia należy wyjechać drogą wojewódzką nr 554 w kierunku Kowalewa Pomorskiego. Przejazd zajmuje kilkanaście minut, zależnie od miejsca, z którego ruszamy, i wybranego wariantu lokalnych dróg.

Na miejscu znajduje się dawny zespół pałacowo-parkowy - pałac z 1880 r. wpisany w starszy, XVIII-wieczny park. Wzniesiono go w stylu neoklasycystycznym, na planie litery „T”, z cegły i kamienia. Był częściowo podpiwniczony i otynkowany.

Pierwszym właścicielem był Florian Gołkowski, który zarządzał majątkiem o powierzchni ok. 950 ha, obejmującym Ostrowite i sąsiednie Krążno. Był również właścicielem gorzelni i cegielni oraz fundatorem gruntu pod budowę linii kolejowej Bydgoszcz-Brodnica.

Na początku XX wieku przebudowano go na szkołę. Tę funkcję budynek pełni do dziś - mieści się w nim Szkoła Podstawowa im. Tadeusza Jędryczki. Wnętrza zostały przez lata mocno zmienione, a z dawnego wystroju zachowały się jedynie pojedyncze detale architektoniczne.

To ważna informacja z punktu widzenia turysty. Nie przyjeżdżamy tu do muzeum ani obiektu z kasą i ustalonymi godzinami zwiedzania. Pałac jest czynną placówką oświatową, dlatego należy oglądać go przede wszystkim z zewnątrz i z poszanowaniem funkcjonującej w nim szkoły.

Najciekawsza część zespołu znajduje się w przypałacowym parku.Po parcelacji dawnego majątku w latach 1907–1908 wzniesiono w parku neobarokowy kościół ewangelicki wraz z pastorówką. Kamień węgielny pod budowę świątyni położono 1 maja 1907 roku, a jej poświęcenie odbyło się 28 sierpnia 1908 roku. Powstały nie dla dawnych mieszkańców, lecz dla sprowadzonych w te strony niemieckich kolonistów wyznania ewangelickiego - w większości przybyłych z Wołynia. Dawny zbór stoi dziś opuszczony, pozbawiony wyposażenia, i to on nadaje temu miejscu najbardziej niezwykły, nieco tajemniczy charakter.

Sam park ma jeszcze starszą historię. Pochodzi z XVIII wieku i zajmuje powierzchnię ponad trzech hektarów. Zachował się fragment ceglanego muru oraz kilka okazałych drzew objętych ochroną jako pomniki przyrody.

To spokojny przystanek. Bez kolejek i turystycznego zgiełku. Za to z dużą ilością zieleni, przestrzeni i historią, która nie została zamknięta w muzealnej gablocie.

Drewniany młyn w Dulniku. Takich miejsc zostało już niewiele

Z Ostrowitego do Dulnika nie prowadzi jedna prosta droga wojewódzka. Najlepiej kierować się lokalnymi drogami w stronę Paliwodzizny i Nowej Wsi. Dulnik jest niewielką osadą w gminie Ciechocin, dlatego najbezpieczniej wpisać bezpośrednio „Drewniany młyn i chata na Dulniku” w aplikacji Skarby Metropolii Toruńskiej lub w nawigacji.

Ostatni fragment trasy prowadzi niewielkimi drogami przez dolinę Lubianki. To już część wycieczki, podczas której dobrze mieć włączoną nawigację i nie polegać wyłącznie na drogowskazach.

Sam młyn jest jednym z najbardziej niezwykłych punktów całej wyprawy.

W malowniczej dolinie rzeki Lubianki zachował się drewniany obiekt z początku XX wieku. Powstał około 1900-1903 roku na miejscu starszych młynów. Pierwszy z nich wzmiankowano już 26 kwietnia 1353 roku - biskup kujawski Mikołaj z Gołańczy nadał go wtedy młynarzowi Mikołajowi. Dulnik, przysiółek Nowej Wsi, należał do dóbr biskupów włocławskich.

Budynek ma trzy kondygnacje nadziemne i murowaną piwnicę. Pozostałe części wykonano z drewna. W bocznej przybudówce znajdowało się koło młyńskie, natomiast w piwnicy system przekazujący napęd do urządzeń. Na parterze znajdowały się kamienie młyńskie i kosz zasypowy. To właśnie tam odbywało się mielenie ziarna.

Duża część mechanizmów, w tym koło napędowe, została wykonana z drewna. To rzadkość i jeden z powodów, dla których młyn jest tak ciekawym przykładem dawnej techniki.

Obok stoi tradycyjna wiejska chata zbudowana z lokalnych materiałów. To jednak teren prywatny, w którego sąsiedztwie prowadzona jest działalność agroturystyczna. Młyn należy traktować przede wszystkim jako obiekt do obejrzenia z zewnątrz, a ewentualne wejście na teren uzgodnić z właścicielami.

Dulnik znajduje się również na szlaku miejsc związanych z Fryderykiem Chopinem. Młody kompozytor wymienił miejscowość w „Kurierze Szafarskim” wśród odwiedzanych podczas wakacyjnych podróży. Nie wiadomo jednak, czy przebywał dokładnie w miejscu, w którym stoi obecny młyn.

Dulsk. Drewniany kościół, który pamięta XVIII wiek

Z Dulnika do Dulska nie prowadzi krótki, kilkuminutowy przejazd. Obie miejscowości leżą w różnych częściach okolic Golubia-Dobrzynia, dlatego trzeba zarezerwować na ten odcinek więcej czasu. Najlepiej ponownie wyznaczyć trasę w nawigacji i kierować się w stronę gminy Radomin.

Dulsk będzie ostatnim przystankiem wyprawy. Tutejszy kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny powstał w 1737 r. z inicjatywy biskupa sufragana kujawskiego Aleksandra Działyńskiego herbu Ogończyk. Zbudowano go na miejscu wcześniejszych drewnianych świątyń, których historia sięgała co najmniej XV wieku.

Parafia jest jeszcze starsza - powstała prawdopodobnie pod koniec XIV wieku, a pierwsza wzmianka o tutejszym kościele pochodzi z 1431 r.

Kościół reprezentuje barokową architekturę zrębową z zewnętrznym oszalowaniem i lisicami wzmacniającymi ściany. Obok stoi drewniana dzwonnica z 1781 r.

Wnętrze świątyni kryje rokokowy ołtarz główny oraz dwa XVIII-wieczne ołtarze boczne. W 1902 r. w kościele zamontowano dziewięciogłosowe organy mechaniczne wykonane przez Jana Szrejberta z Włocławka. Instrument ma pełną trakturę mechaniczną i należy do nielicznych zachowanych organów tego rodzaju w regionie.

Kościół wielokrotnie remontowano. Prace prowadzono między innymi w 1878 r., w latach 1995-1998 oraz w 2002 r., kiedy wymieniono drewnianą wieżyczkę nad prezbiterium.

Według materiałów zebranych w aplikacji Skarby Metropolii Toruńskiej na przykościelnym cmentarzu spoczywa Józef Wysocki, właściciel dóbr dulskich, który w latach 1824-1825 miał gościć młodego Fryderyka Chopina.

To spokojne miejsce, dobre na zakończenie całej wyprawy. Trzeba jednak pamiętać, że kościół nie jest muzeum z regularnymi godzinami otwarcia. Dostęp do wnętrza może zależeć od godzin nabożeństw lub wcześniejszego uzgodnienia z parafią.

Cała wycieczka w skrócie

Start: Toruń

Trasa: Toruń - Golub-Dobrzyń - Ostrowite Golubskie - Dulnik - Dulsk - Toruń

Długość: ok. 140–150 kilometrów, zależnie od miejsca startu w Toruniu i wariantu wybranego przez nawigację.

Czas: około 8-10 godzin. Jeśli planujecie dokładne zwiedzanie zamku, obiad i dłuższe postoje, najlepiej zarezerwować cały dzień

Najlepiej wybrać się: samochodem. Rowerem pełną pętlę pokonają wyłącznie osoby przygotowane na dystans rzędu 140-150 km w jeden dzień. To nie jest rodzinna przejażdżka - jeśli chcecie jechać rowerem, sensowniej rozbić trasę na dwa dni albo wybrać sam Golub-Dobrzyń i okolice.

Dla kogo? Dla rodzin, miłośników historii, fotografii i wszystkich, którzy lubią odkrywać miejsca pomijane na pierwszych stronach przewodników.

Warto również pamiętać, że poza zamkiem większość punktów na trasie nie jest klasycznymi atrakcjami z kasą, obsługą i stałymi godzinami otwarcia. Część budynków można oglądać głównie z zewnątrz.

Nie zgadujcie, gdzie jechać. Otwórzcie mapę Skarbów Metropolii Toruńskiej

Ile razy w sobotę albo niedzielę padało pytanie: „Gdzie by tu pojechać, żeby nie było daleko, ale żeby było ciekawie?”.

Najczęściej kończy się na tych samych miejscach. Albo - co gorsza - na zostaniu w domu. Właśnie dlatego powstała aplikacja Skarby Metropolii Toruńskiej. To nie kolejna lista zabytków, ale gotowy pomysł na wakacyjne wycieczki po regionie. Nie tylko na jeden weekend. Przy stu opisanych miejscach może wystarczyć na całe lato.

W aplikacji znajdziecie 100 wyjątkowych punktów - stare wille, pałace, ukryte dworki, drewniane kościoły, młyny i ruiny. Część z nich mijamy na co dzień, zupełnie nie znając ich historii.

Do dyspozycji jest również 10 gotowych tras. Nie trzeba więc od podstaw układać kolejności miejsc, zastanawiać się nad drogą ani szukać każdego zabytku osobno. Wybieracie wycieczkę pieszą, rowerową albo samochodową i ruszacie.

Są też nagrania audio, dzięki którym można zwiedzać, słuchając historii zamiast przez cały czas patrzeć w ekran telefonu. Do tego dochodzą wizualizacje 3D, pozwalające zajrzeć między innymi do wnętrz zabytkowych kościołów, które na co dzień bywają zamknięte lub niedostępne.

To propozycja dla rodzin z dziećmi, fanów historii, poszukiwaczy mniej znanych miejsc i wszystkich, którzy podczas wakacji chcą ruszyć się z domu, ale niekoniecznie planują wyjazd na drugi koniec Polski.

Aplikację można pobrać bezpłatnie:

iOS

Android

Wersja przeglądarkowa

Bo najlepsze wakacyjne wycieczki wcale nie muszą zaczynać się na lotnisku. Czasem wystarczy godzina jazdy od Torunia.

Autor: Bartosz Fryckowski

Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Obserwuj nas na Facebooku oraz Instagramie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: ototorun.pl Aktualizacja: 25/07/2026 07:42

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Wk....ny - niezalogowany 2026-07-25 07:02:44

    Polecam... Trwają intensywne prace a moście na Drwecy w golubiu dobrzyniu.. Ruchem kieruje sygnalizacja świetlna i jak w ukropie uwija sie na nim dwóch robotników xd 100m od zamku, do przejechania za most (czyli jakies 600m ) zajęło mi wczoraj 35 minut. Także mozna sobie z zewnątrz w tym czasie obejrzeć dokładnie ten brzydki i nieciekawy zamek.. Okazji bedzie bo remont potrwa kilka miesięcy..

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Najnowsze wiadomości