Wojewódzki Szpital Zespolony im. Ludwika Rydygiera w Toruniu znalazł się w centrum dyskusji po publikacji Porozumienia Rezydentów. Organizacja zrzeszająca lekarzy w trakcie specjalizacji alarmuje o możliwych nieprawidłowościach w funkcjonowaniu Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.
W opublikowanym stanowisku Porozumienie Rezydentów twierdzi, że podczas części dyżurów w SOR-ze ma brakować tzw. lekarza systemu, czyli lekarza mającego kwalifikacje wymagane do pracy w ratownictwie medycznym.
- Z przekazywanych informacji wynika, że podczas części dyżurów w SOR brakuje lekarza systemu, a opiekę nad pacjentami sprawują lekarze zatrudnieni w innych oddziałach szpitalnych, którzy jednocześnie wykonują swoje podstawowe obowiązki w oddziałach macierzystych i na blokach operacyjnych. Może wydłużać to czas oczekiwania na uzyskanie pomocy, a nawet zagrażać życiu i zdrowiu pacjentów w stanach nagłych - czytamy na Facebooku Porozumienia Rezydentów.
Działacze informują, że sprawę zna dyrekcja toruńskiej lecznicy, Narodowy Fundusz Zdrowia i resort zdrowia. - Co natomiast stało się z sygnalistami, którzy sprawę zgłaszali? Są zastraszani i karani naganami. I tu jak w soczewce widać, czemu polska ochrona zdrowia nie umie wyrwać się z ciągłej patologii, bo jej zgłoszenie jest uciszane, zamiast być początkiem procesu naprawczego - twierdzą przedstawiciele Porozumienia.
Rezydenci apelują o niezależną kontrolę funkcjonowania oddziału, weryfikację dokumentacji i ocenę wpływu obecnej organizacji pracy na bezpieczeństwo pacjentów. - Jesteśmy ciekawi, czy dyrekcja WSzZ w Toruniu po przeczytaniu powyższego tekstu wprowadzi kolejne działania zastraszające, czy może jednak postanowi naprawić sytuację - zastanawiają się autorzy apelu.
Do sprawy odniósł się rzecznik Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego dr n. med. Janusz Mielcarek. Jak poinformował w wypowiedzi dla portalu zero.pl, na stałe w SOR zatrudnionych jest dwóch specjalistów medycyny ratunkowej i trzech lekarzy dyżurnych. Każdy dyżur uzupełniają lekarze delegowani z oddziałów szpitalnych m.in. chirurdzy, interniści, neurolodzy, kardiolodzy i ortopedzi. Rzecznik podkreślił, że na czas dyżuru w SOR lekarze ci są zwalniani z obowiązków na oddziałach macierzystych. Łącznie podczas dyżuru w oddziale pracuje od pięciu do sześciu lekarzy, wspieranych przez 10-12 ratowników medycznych i trzy pielęgniarki.
Szpital przekazał, że kontrole prowadzone wcześniej przez wojewodę nie wykazały nieprawidłowości ani w zakresie obsady kadrowej, ani prowadzonej dokumentacji. Dyrekcja zapewnia także, że nie ma żadnej wiedzy o osobach mających formalny status sygnalistów. Ten specjalny status przysługuje osobom, które informują o nieprawidłowościach w danej instytucji. Prawo chroni ich przed odwetem ze strony pracodawców: zwolnieniem, degradacją i mobbingiem.
Toruńska lecznica przyznaje, że jest brak chętnych do pracy w SOR. - Pracownicy SOR narażeni są często na agresję i niezadowolenie ze strony chorych i ich rodzin. Z drugiej strony praca w tym oddziale daje możliwość nauki nowoczesnych metod diagnostycznych, zdobywania doświadczenia zabiegowego, umiejętności zarządzania kryzysowego i pracy w interdyscyplinarnym zespole co dla młodych lekarzy jest bezcenne i umożliwia pełen rozwój zawodowy - odpowiadał dr Mielcarek.
Sprawa wywołała reakcję radnych Prawa i Sprawiedliwości. Wiceprzewodniczący rady miasta Michał Jakubaszek i przewodniczący klubu radnych PiS Adrian Mól skierowali pisma do marszałka Piotra Całbeckiego i wojewody kujawsko-pomorskiego. – Szpitalny Oddział Ratunkowy to miejsce, do którego mieszkańcy Torunia i województwa trafiają w sytuacjach nagłego zagrożenia zdrowia i życia. Dlatego wszelkie informacje o możliwych nieprawidłowościach w zakresie obsady lekarskiej, grafików dyżurów, dokumentacji przekazywanej do Narodowego Funduszu Zdrowia oraz ewentualnej presji wobec osób zgłaszających problemy wymagają natychmiastowego i transparentnego wyjaśnienia - czytamy w piśmie radnych.
Samorządowcy domagają się pilnego przeprowadzenia niezależnych kontroli dotyczących funkcjonowania SOR-u. Wśród postulatów znalazły się m.in. sprawdzenie rzeczywistej obsady lekarskiej, analiza grafików pracy, weryfikacja dokumentacji przekazywanej do NFZ i wyjaśnienie, czy dochodziło do wykazywania tego samego lekarza jako pełniącego dyżur jednocześnie w więcej niż jednym miejscu.
Radni pytają również, czy do władz województwa wcześniej docierały sygnały o możliwych nieprawidłowościach oraz jakie działania zostały podjęte po ich otrzymaniu. - Nie przesądzamy winy żadnej osoby ani instytucji. Nie kierujemy tego pisma przeciwko lekarzom ani personelowi medycznemu. Przeciwnie - działamy w obronie pacjentów oraz uczciwych pracowników ochrony zdrowia, którzy mają prawo wykonywać swoją pracę w warunkach zgodnych z prawem, bezpieczeństwem i zasadami odpowiedzialności publicznej - dodają autorzy listu.
Autor: Grzegorz Giedrys
Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Obserwuj nas na Facebooku oraz Instagramie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
"Daleko od noszy" , szpital w tym filmie , to luksusowa klinika, w porównaniu z rzeczywistością.
Niestety, marnotę toruńskiego SOR-u miałem nie/szczęście sprawdzić na przykładzie bliskiej mi osoby, która ze złamanymi sześcioma żebrami, po wypadku, musiała na twardym krześle spędzić, oczekując na pomoc, 8! godzin! Dodam, że po badaniach została odesłana do domu, by po trzech dniach wylądować w szpitalu, ponieważ stan się bardzo pogorszył! Myślę, że czas na zmianę dyrekcji, Panie Marszałku!
"Daleko od noszy" , szpital w tym filmie , to luksusowa klinika, w porównaniu z rzeczywistością.
Niestety, marnotę toruńskiego SOR-u miałem nie/szczęście sprawdzić na przykładzie bliskiej mi osoby, która ze złamanymi sześcioma żebrami, po wypadku, musiała na twardym krześle spędzić, oczekując na pomoc, 8! godzin! Dodam, że po badaniach została odesłana do domu, by po trzech dniach wylądować w szpitalu, ponieważ stan się bardzo pogorszył! Myślę, że czas na zmianę dyrekcji, Panie Marszałku!