Reklama

Michał Jakubaszek: Wolność słowa na UMK coraz częściej jest sloganem

23/09/2019 15:41

– Niestety wolność słowa na UMK, mojej Alma Mater, coraz częściej jest sloganem. Wolność słowa kończy się tam, gdzie wolne słowo jest niewygodne… dla władz, które mają inne poglądy – pisze w felietonie dla "Oto Toruń" Michał Jakubaszek, adwokat i radny miejski.

Skandal związany z zawieszeniem prof. Aleksandra Nalaskowskiego obiegł wzdłuż i w szerz całą Polskę. Wszystko za sprawą nieprzemyślanej i emocjonalnej decyzji rektora UMK prof. Andrzeja Tretyna. Choć pewnie niewiele osób zapamięta nazwisko rektora, to z pewnością niestety w złym kontekście będą one kojarzyć tę sprawę z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Powodem, dla którego rektor odsunął wybitnego pedagoga od pracy na uczelni był felieton, w którym profesor wyraził krytyczną opinię o środowisku propagującym ideologię LGBT. Kuriozum całej sprawy polega na tym, że profesora odsunięto od pracy za rzekome „kwestionowanie praw człowieka” naruszając właśnie podstawowe prawa człowieka, w tym prawo do wolności słowa i wyrażania opinii zagwarantowane m.in. w Konwencji Praw Człowieka i Konstytucji RP. Wolność słowa polega również na prawie do pisania krytycznych felietonów, co dla niektórych było nie do przyjęcia.

Reklama

Sytuacja, do której doprowadził rektor UMK przy cichym wsparciu wąskiego środowiska, którym się otacza, nigdy wcześniej nie wydarzyła się na żadnej innej uczelni w Polsce. Wyłącznie jeden sposób widzenia świata, jedna doktryna i opresje stosowane wobec tych, którzy mają odwagę myśleć inaczej niż władza charakteryzowały systemy, które z demokracją nie mają nic wspólnego. A przecież to właśnie na uniwersytetach powinno toczyć się dyskusje i debaty akademickie, gdzie ścierają się różne myśli i poglądy. Takich niechlubnych przykładów na UMK jest niestety więcej.

Przypomnieć można m.in. wykład prawniczki Rebecci Kiessling „O prawie do urodzenia się z perspektywy USA”, który został odwołany przez UMK rzekomo z powodu „zagrożenia porządku”. Porządek zdaniem władz był zagrożony, ponieważ prawniczka prezentowała poglądy „pro life”, czyli służące obronie życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci.

Reklama

Przypomnieć trzeba nagonkę na śp. prof. Lecha Morawskiego i szykany wobec jego doktoranta, po tym jak profesor na wykładzie w Oxfordzie wspomniał o korupcji w polskim sądownictwie. Za te słowa doktorantowi robiono problemy z obroną pracy doktorskiej, a po niemal 50 latach nauki i pracy profesora na rzecz UMK nikt z władz uczelni nie raczył nawet złożyć znicza w dniu jego pogrzebu.

Wolność słowa i ekspresji artystycznej w ocenie władz UMK nie doznawała za to uszczerbku, kiedy w studenckim Klubie „Od Nowa” organizowano satanistyczne i antychrześcijańskie koncerty.

Reklama

Niestety wolność słowa na UMK, mojej Alma Mater, coraz częściej jest sloganem. Wolność słowa kończy się tam, gdzie wolne słowo jest niewygodne… dla władz, które mają inne poglądy.

Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Polub nas na Facebooku

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo otoTorun.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości