Reklama

Mariusz Kałużny: Tomasz Lenz zatrudniał hejterów, którzy atakowali Michała Zaleskiego

Filip Sobczak
22/08/2019 18:28

– W opinii wielu mieszkańców Tomasz Lenz miał zatrudnionych hejterów w czasie kampanii samorządowej. Mieli oni atakować prezydenta Michała Zaleskiego - twierdzi Mariusz Kałużny, kandydat PiS w wyborach do Sejmu.

Cały kraj żyje sprawą, którą ujawnili dziennikarze serwisu internetowego "Onet". Przypomnijmy, że były już wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak miał nadzorować i koordynować akcję hejtu wobec sędziów ze stowarzyszenia "Iustitia". Urzędnik był rzekomo w stałym kontakcie z internautką "Emilią", która przygotowywała serię anonimów oczerniających prof. Krystiana Markiewicza oraz sędziego Piotra Gąciarka.

Ponadto według najnowszych informacji, sędzia Konrad Wytrykowski, członek Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, miał wymyślić akcję wysyłania pocztówek z wulgarnym napisem do prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf. Rzecznik Dyscyplinarny SN wszczął już postępowanie w tej sprawie.

Reklama

Według kandydata PiS do Sejmu Mariusza Kałużnego do podobnych sytuacji dochodziło w zeszłym roku w Toruniu. Podczas dzisiejszej (22 sierpnia) konferencji prasowej polityk ujawnił, że w trakcie wyborów samorządowych kandydat na prezydenta Tomasz Lenz zatrudniał hejterów, którzy mieli oczerniać jego oponenta, czyli Michała Zaleskiego.

– W opinii wielu mieszkańców Tomasz Lenz miał zatrudnionych hejterów w czasie kampanii samorządowej. Mieli oni atakować prezydenta Michała Zaleskiego. Pamiętam też spotkanie mieszkańców Torunia z premierem Mateuszem Morawieckim pod pomnikiem Kopernika. Tomasz Lenz również tam był i używał brzydkich słów wobec premiera – mówi Kałużny.

Reklama

Kałużny (z prawej) pojawił się na konferencji w towarzystwie Krzysztofa Czabańskiego, posła PiS z naszego okręgu oraz przewodniczącego Rady Mediów Narodowych.

Lenz podobnie jak Kałużny startuje w wyborach do Sejmu. Właśnie z tego względu polityk PiS apeluje do rywala z Koalicji Obywatelskiej, żeby ten przeprosił za rzekome praktyki. – Lenz miał w swojej kampanii na prezydenta hasło „Lenz GO”, a ja dzisiaj mówię „Lenz NO”. To stanowcze „nie” dla takich standardów – twierdzi Kałużny.

Tomasz Lenz - z którym się skontaktowaliśmy - nie chciał odnosić się do ustaleń Mariusza Kałużnego i uznał je za absurdalne. W jego opinii polityk PiS chce przykryć sprawę, którą ujawnili dziennikarze "Onetu".

Reklama

(Filip Sobczak)

fot. Piotr Lampkowski

Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Polub nas na Facebooku

Aplikacja ototorun.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo otoTorun.pl




Reklama