- Na takie "dogadane" obrady jestem zwyczajnie zbyt energiczny, zbyt ceniący swoje zdanie i zbyt niezależny. Czas na poważne zastanowienie się, czy to ma sens - pisze w swoim felietonie dla "Oto Toruń" nowy toruński radny, Maciej Karczewski.
Za mną bardzo trudna jesień. Najpierw pierwsza w życiu kampania. Masa stresu, obaw i nauki. Godziny dyskusji, sprzeczek i walki na argumenty, rozwieszanie plakatów i banerów, konferencje prasowe i poranne rozdawanie kawy na zakorkowanych skrzyżowaniach. Potem pełne optymizmu oczekiwanie na wyniki wyborcze i rozczarowanie. Niestety ordynacja wyborcza jest nieubłagana dla małych komitetów i ugrupowań. W czasie ogromnej polaryzacji nastrojów w Polsce, tym bardziej zadziałała na korzyść dużych ugrupowań. W Toruniu jak wicher, zmiotło to ze sceny politycznej min. parlamentarne ugrupowanie Kukiz ’15, SLD z radnym od zawsze Marianem Frąckiewiczem, Korwinowców, Razem czy Zielonych, a z My Toruń, mandat zdobyłem tylko ja.
Wielkie rozgoryczenie i zawód tkwi w nas do dziś. Nadszedł jednak czas pierwszych sesji. Uroczystej z zaprzysiężeniem, kwiatami i płomiennym wystąpieniem prezydenta, zapewniającego o woli współpracy, mówiącego jak ważna jest zgoda i reprezentowanie wszystkich mieszkańców miasta (czyżby?), oraz ta pierwsza sesja robocza. I tu z wielkim rozczarowaniem muszę stwierdzić, że mnie ona zaskoczyła. Mimo, że zakończyła się wspólnym śpiewaniem kolęd w sali na Jordankach, to była zwyczajnie zaskakująca. Przynajmniej dla mnie. Cicha, nudna i bez ikry. Już po kwadransie zarządzono przerwę, by na kolanie zmienić skład komisji, choć ustalono je na konwencie seniorów dzień wcześniej. Ponieważ jestem jedynym radnym z My Toruń, na konwent nie jestem zapraszany, bo nie mamy klubu, więc wszystkie konwentowe ustalenia dostaję dopiero po wejściu na salę obrad. Dlatego zakładałem, że właśnie na niej odbędą się płomienne dyskusje, wymiany trafnych argumentów, wspaniałe retoryczne wypowiedzi i piękne różnienie się. Tak zawsze wyobrażałem sobie ten nasz toruński parlament. O ja naiwny!
Przerw było jeszcze kilka, dyskusji praktycznie żadnej, pytania zadawało trzech czy czterech radnych. Odpowiedzi zdawkowe, zupełnie nieodnoszące się do oczekiwań pytających. A obradowaliśmy nad budżetem, czyli najważniejszym dokumentem dla Torunia na kolejny rok!!! Zaskoczyło mnie to zupełnie. Oto na pierwszej roboczej sesji, kiedy 9 nowych radnych, czuło się na sali zagubionych (do tego stopnia, że znany skąd inąd ze świetnego refleksu i doskonałych startów radny Jacek Krzyżaniak, nie zdążył zagłosować, bo nie znał jeszcze kolorów guziczków), chyba pierwszą uchwałą było zadecydowanie, czy miasto odkupi (sic!) od prywatnego inwestora, za prawie milion złotych teren pod drogi. I to drogi, które znajdują się na terenie tegoż właśnie, znanego z czołówki listy najbogatszych Polaków inwestora. Potem w budżecie, znalazły się także ponad 3 miliony na wybudowanie dróg na jego terenie i miejskich już, po okazyjnie kupionych za bańkę, terenach. Zastanawiałem się, jaki Toruń ma w tym interes?
Mimo pytań, wyczerpującej odpowiedzi nie dostałem. Załóżmy, że w małym mieszkaniu na Starówce, koszt założenia ogrzewania gazowego, mały piec, ze cztery - pięć grzejników, trochę rurek i osprzętu to około 10.000 złotych. Oznacza to, że za te 4 miliony, moglibyśmy zlikwidować ogrzewanie węglowe w 400 mieszkaniach! Raz na zawsze, z 400 kominów przestał by lecieć dym nad Starym Miastem, które całą zimę krztusi smog. Czy nie byłoby to bardziej potrzebne dla nas wszystkich, niż zafundowanie drogi na prywatnym terenie jednego z najbogatszych Polaków? Niestety głową muru nie przebijesz, w pojedynkę nie jestem w stanie tego zmienić, bo wyniki głosowań były jednogłośne. Muszę przyznać, że jestem tą pierwszą sesją rozczarowany. Nie tego się po niej spodziewałem, zaskoczyła mnie ta wyjątkowa jednomyślność tych, którzy jeszcze kilka tygodni temu toczyli zażartą walkę w wyborczej kampanii. Skąd ta zmiana poglądów? Martwi mnie to coraz bardziej, bo jak mawiał zawsze radny Krzysztof Makowski: "tam gdzie wszyscy są jednomyślni, ktoś musi być bezmyślny". Na takie "dogadane" obrady jestem zwyczajnie zbyt energiczny, zbyt ceniący swoje zdanie i zbyt niezależny. Czas na poważne zastanowienie się, czy to ma sens.
Maciej Karczewski
Maciej Karczewski to przede wszystkim toruński przedsiębiorca i społecznik. Jest założycielem i właścicielem firmy "Optometria Karczewski". Ponadto to były wioślarz, a obecnie sędzia międzynarodowy w tej dyscyplinie. W ostatnich wyborach samorządowych zdobył mandat radnego miasta Torunia z komitetu "MyToruń".
Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Polub nas na Facebooku
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!