Afera w żłobku w Toruniu. Zbulwersowani rodzice boją się o swoje dzieci

Żłobek Pa -Ta-Taj przy ul. Strzałowej w Toruniu od nowego roku zmienił właściciela i rozpętała się burza. Nerwy, wyzwiska, łzy, upadający biznes i szokujące nagrania. Dziś zbulwersowani rodzice boją się posyłać swoje dzieci do tej placówki...

Żłobek przy ul. Strzałowej - nowa właścicielka, podwyżki, mediator

Kilka dni temu żłobek "Pa -Ta-Taj" przy ul. Strzałowej tętnił życiem. Teraz straszy tam pustka. Można jeszcze spotkać rodziców, którzy odbierają z szafek przy wejściu rzeczy swoich maluchów, lecz dzieci już tam nie ma. 

Czarne chmury nad tą cieszącą się do niedawna znakomitymi opiniami placówką, zaczęły zbierać się 2 stycznia, kiedy rodzice dowiedzieli się, że żłobek ma nową właścicielkę. 

Pierwszą informacją, którą im przekazała były… podwyżki. Czesne - z 1350 zł miesięcznie na 1800 zł. Z kolei posiłki przy pełnej frekwencji dziecka miały kosztować 400 zł. Do tego doszło jeszcze skrócenie otwarcia godzin żłobka oraz zmiany w jadłospisie dla maluchów. 

Rodzice policzyli, że to największe opłaty ze wszystkich niepublicznych placówek w naszym mieście. Część z nich, która takich funduszy nie była w stanie wygospodarować, już w tym momencie zdecydowała się na zmianę żłobka. Nieoczekiwana transakcja spowodowała też obawy o bezpieczeństwo danych osobowych.  

Jednak dopiero kolejne wydarzenia spowodowały, że obecnie przy Strzałowej nie ma już nikogo. 

Przez kilka dni rodzice indywidualnie kontaktowali się z nową właścicielką, próbując dojść do porozumienia w sprawie opłat i organizacji żłobka. W poniedziałek (8 stycznia) odbyło się spotkanie, moderowane przez przedstawiciela Fundacji Pracownia Dialogu w Toruniu. Przed nim przygotowano kilkanaście pytań, przesłanych do dyrekcji. 

Niestety dyskusja, zamiast rozwiązać problemy, jeszcze podgrzała emocje. Z naszych informacji wynika, że nowa właścicielka znała poprzednią szefową placowki i znacznie wcześniej wiedziała, że będzie zarządzać żłobkiem, ale nikt z rodziców nie został o tych zmianach poinformowany. Wśród zarzutów jest też cała seria formalnych uchybień - choćby sprawa ubezpieczenia czy wpisu do wykazu żłobków w Toruniu, którego dokonano dopiero 9 stycznia. To jeden z niewielu konkretów będących efektem poniedziałkowego spotkania. Teraz w wykazie żłobków w Toruniu nie ma już "Pa-Ta-Taj". Jest "Perfecto Anna Wierzbowska".

Wojciech z Taxi

Jednakże czarę goryczy przelała postać „Wujka Wojtka”. Skandaliczny filmik, pełen wulgaryzmów, który nagrał i opublikował w serwisie TikTok (gdzie posługuje się nazwą konta "Wojciech z Taxi”) z okazji rozpoczęcia pracy przy ul. Strzałowej spowodował, że rodzice zaczęli przyglądać się jego internetowej twórczości. Sterta bluzgów, obelg, wyzwisk, nawiązania do narkotyków…To wzbudziło niepokój. 

W żłobku miał odpowiadać za przygotowanie i rozwożenie posiłków na sale oraz marketing i promocję. Jak mówił w jednym z nagrań, robi porcje na „trzydzieści dzieciaków. Czterech takich kur.. roczniaków i reszta bandy 1-3". Współpracował już przy innych biznesie nowej właścicielki.  

Rodzice widzieli go siedzącego przy pianinie w sali dla maluchów i palącego papierosy przed budynkiem.

Rodzice są zszokowani

Przywołajmy ich wypowiedzi. - O zmianie właściciela dowiedzieliśmy się jak większość z aplikacji livekid - szłyszymy od ojca jednej z dziewczynek uczęszczających do "Pa -Ta-Taj". - Zaskoczyła nas oszałamiająca kwota podwyżki. Oczywiście zdecydowaliśmy kontynuować współpracę ze żłobkiem dlatego, że nasze dziecko uwielbia uczęszczać do tego żłobka, a nowa pani dyrektor zapewniła, że personel pozostanie w niezmienionym składzie. Podczas kolejnych dni dowiedzieliśmy się, że w kuchni pracuje pan Wojtek, który najprawdopodobniej nie ma książeczki sanepidowskiej oraz nie wzbudza zaufania rodziców. Nie wspominając już o jego tik toku, gdzie pokazał, że nie jest osobą godną zaufania. Pani Dyrektor nie ma odpowiedniej wiedzy i jest niekompetentna, nie jest w stanie odpowiedzieć czy nasze umowy zawarte ze żłobkiem zostały przeniesione na zakupiony przez nią żłobek. 

Z kolei mama innego dziecka w takich słowach relacjonuje ostatnie dni: - Z początku chciałam dać szansę nowej dyrektor. Po rozmowach z nią wierzyłam w to, co mówi, że naprawdę może zmienić żłobek na lepsze. Zapewniała, że wszystkie ciocie zostaną jeśli tylko wyrażą chęć. Obiecała ciekawe zajęcia i że będzie informować o wszystkim i o nowych pracownikach. O Panu Wojtku dowiedziałam się przypadkiem, gdy nagle zobaczyłam Pana kręcącego się po kuchni. Pani dyrektor zapewniała, że to pomoc kuchenna, zewnętrzna firma, że nie będzie spędzał czasu z dziećmi. Ok, zaakceptowałam to. Zdziwiłam się gdy odbierając synka 8 stycznia, zobaczyłam, jak gra na pianinie w sali. Na zebraniu, które odbyło się dopiero 8 stycznia, pani dyrektor niezbyt wiedziała, co ma mówić, pan Wojtek - pomoc kuchenna - odpowiadał za nią na niektóre pytania- opowiada kobieta. 

Z dalszej relacji wynika, że rozmawiająca z nami mama kompletnie straciła zaufanie do nowej właścicielki. - Pani dyrektor miała dzień po zebraniu załatwić sprawy związane z ubezpieczeniem. Następnego dnia okazało się, że wszystkie ciocie odeszły, pozostała tylko jedna ciocia, a ubezpieczenie nie jest załatwione. Pani Dyrektor dostała tylko ofertę i póki nie będzie wiedziała, ile dzieci zostanie, to nie ubezpieczy placówki. Naprawdę poczułam się oszukana, bo wcześniej chciałam dać szansę nowej pani dyrektor - dodaje. 

Na koniec znów wraca sprawa tiktokera. - W międzyczasie zostało odnalezione konto pana Wojtka na tik toku, gdzie prezentuje swoją osobą wszystko, przed czym chcę ochronić mojego synka. Zanosząc wypowiedzenie, pani dyrektor bardzo oschle mnie potraktowała i nie rozumiała, o co nam rodzicom chodzi z tik tokiem, że to przecież zabawne. Na koniec spotkaliśmy ciocię synka ze łzami w oczach, została sama i powiedziała, że odejdzie, jak tylko wszystkie dzieci odejdą, nie chciała zostawiać dzieci samych pod ich opieką. Synek przeżywał, że już nie zobaczy cioci, że już tam nie pójdzie.

Kontrola z Urzędu Miasta

W czwartek (11 stycznia) przy ul. Strzałowej pojawiła się przedstawicielka Wydziału Zdrowia i Polityki Społecznej Urzędu Miasta Torunia, któremu podlegają żłobki. Została przeprowadzona kontrola działania i organizacji placówki, jej statutu prawnego, zawartych umów i formalności. 

W międzyczasie na koncie Wojciech z Taxi pojawiły się dwa nowe nagrania, których autor wprost obraża, wyzywa i wręcz grozi rodzicom (obecnie zostały skasowane i nie są już dostępne). Do tego pod własnym imieniem i nazwiskiem opublikował też kilka obrzydliwych komentarzy na Facebooku, w których prymitywnie ubliża wszystkim, których szokuje i przeraża jego obecność wśród maluszków.  . 

W piątek (12 stycznia) radny Piotr Lenkiewicz poinformował o złożeniu wniosku do prezydenta Zaleskiego o „kompleksowe działania kontrolne zmierzające do wyjaśnienia wątpliwości i nieprawidłowości w działalności żłobka przy ul. Strzałowej."

- Włączam się w bulwersującą sprawę żłobka na ul. Strzałowej - jestem w kontakcie z rodzicami, w wielu aspektach po pierwszych informacjach nie wiedziałem, co powiedzieć. Mamy przekaz z urzędu, że rozpoczęła się kontrola, ale NIEZBĘDNE jest, aby to była rzetelna i kompleksowa praca, bo to dobro maluszków jest NAJWAŻNIEJSZE! Będę wracał do tematu! - napisał miejski rajca.

Nasza redakcja chciała poznać stanowisko dyrektor placówki wobec zgłaszanych zarzutów. Po wejściu do żłobka usłyszeliśmy, że oficjalne informacje zostaną udzielne po konsultacjach z prawnikami i radcami prawnymi. Dowiedzieliśmy się jedynie, że podwyżki wynikają z: kosztów związanych z przejęciem placówki, wzrostu płac oraz cen produktów i usług związanych z prowadzeniem działalności, oraz podwyżki świadczenia wychowawczego na dziecko znanego jako „800 plus”. Dlaczego przed przejęciem żłobka nie było żadnego kontaktu dotyczącego funkcjonowania placówki po transakcji? Z relacji wynika, że poprzednia właścicielka miała utrudniać, a nawet uniemożliwiać zorganizowanie takiego zebrania.

Mieliśmy też okazję posłuchać rozmowy jednego z rodziców z panią dyrektor. Trzeba przyznać, że było to potwierdzenie wcześniej cytowanych słów o braku odpowiedniego przygotowania do zarządzania tego typu placówką. Dla przykładu na pytanie rodzica: „kto teraz wziąłby odpowiedzialność za dzieci, skoro jest Pani tutaj sama? „padał odpowiedzi: Ja. Ale gdyby coś się Pan stało? - dopytywał rodzic. Odpowiedź: Nic się nie stanie, biorę za to pełną odpowiedzialności, dzieci same nie wyjdą. 

Zmiana żłobka to stres dla dzieci. Wolne miejsce to towar deficytowy

Teraz rodzice szukają nowych miejsc dla swoich pociech. Miejsce w żłobku to towar deficytowy. Zwłaszcza gdy nabory odbywały się kilka miesięcy temu. 

- Nasza sytuacja wygląda tak, że gdy dowiedzieliśmy się, że córka już nie będzie kontynuować swojej przygody z tym żłobkiem, udaliśmy się do Delfinka. Niestety nie było tam już dla nas miejsca, bo ostatnie miejsca zapełniły inne dzieci, które odeszły  z Patataj. Jest to jedyny  żłobek, który pasuje nam lokalizacyjnie, dlatego złożyliśmy wniosek i będziemy czekać tak długo, aż zwolni się miejsce. Chyba, że w żłobku Patataj zmieni się właściciel. Do tego czasu będę zmuszony brać najprawdopodobniej urlop rodzicielski, co spowoduje zmniejszenie moich dochodów i pogorszy sytuację bytową mojej rodziny - tłumaczy cytowany już wyżej ojciec jednej z dziewczynek. 

Wątek zapewnienia opieki akcentuje też inna z naszych rozmówczyń. - Skrócenie godzin otwarcia żłobka, wywróciło do góry nogami już nie tylko odbieranie córki wcześniej, ale i moją działalność. Jeśli nie mogę wykonywać pracy, to zwyczajnie nie zarabiam. Skontaktowałam się z Delfinkiem i udało się przesunąć (przyspieszyć - przyp. red.) adaptację. Nadal w międzyczasie muszę pracować w okrojonym zakresie, czyli w okolicy 6.00 rano, później w czasie drzemki, a następnie w późnych godzinach wieczornych. Nie jest to ani w połowie tak efektywne, jak powinno - słyszymy. 

Na koniec dodatkowy - prawdopodobnie najważniejszy - kontekst, który wprowadza kolejny z rodziców. - Proszę pamiętać, że niedogodności nas rodziców i konieczność przeorganizowania życia to jedno, utrata pracy z dnia na dzień przez opiekunki to drugie, ale najważniejsze są dzieci w różnym wieku, bo mamy tutaj maluszki, które w październiku zaczęły uczęszczać do żłobka i ledwo zdążyły się zaadoptować, a już znowu funduje im się zmiany, są dzieci starsze, które zaraz mają iść do przedszkola, więc będą miały zmianę po zmianie, a dzieci bardzo to przeżywają np. wystarczy, że jedna z opiekunek była nieobecna, a córka już mniej jadła, spała itp. No i przy okazji czują nasze emocje i nerwy - mówi mężczyzna.

W piątek 12 stycznia placówka była nieczynna. 

Autor: Arkadiusz Kobyliński

Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Obserwuj nas na Facebooku oraz Instagramie.

Przeczytałeś właśnie artykuł na stronie www.ototorun.pl. To portal internetowy, który codziennie odwiedza kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców Torunia i regionu. To doskonała witryna do wypromowania swojej marki czy firmy. Zaufało nam już wiele prestiżowych firm z naszego miasta. Jesteś zainteresowany reklamą? Napisz na e-mail: t.kaczynski@ototorun.pl.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: ototorun.pl Aktualizacja: 27/12/2024 12:58