Aż trudno uwierzyć, że ta historia zdarzyła się naprawdę. Hindus Anil Saini przez kilka dni nie otrzymał odpowiedniej pomocy medycznej w Toruniu. Kiedy nie mógł wytrzymać z bólu, żona zawiozła go do lecznicy z Bydgoszczy, gdzie natychmiast trafił pod opiekę specjalistów i przeszedł dwie operacje.
Obok historii Anila Sainiego, którą nagłośniła Paulina Błaszkiewicz z „Gazety Wyborczej”, nie można przejść obojętnie. Hindus przyjechał do Torunia na studia. Choć skończył informatykę, jest kucharzem i pracuje we włoskiej restauracji. W Toruniu założył rodzinę – razem z żoną Zuzanną wychowują dwóch synów.
Dramat Anila i jego bliskich rozpoczął się prawie miesiąc temu. 18 stycznia 29-latek skarżył się na ból głowy. O pomoc poprosił w Szpitalu Miejskim przy ul. Batorego w Toruniu. Mężczyzna został przebadany, otrzymał antybiotyki i wrócił do domu.
Niecały tydzień później ból powrócił ze zdwojoną siłą. Żona Anila wezwała pogotowie. Kobieta w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” opowiedziała, że ratownicy medyczni nie chcieli pomóc jej mężowi i pytali, „dlaczego wezwała karetkę do czegoś takiego”. Potwierdza to sam Anil.
- Karetka nawet nie chciała mnie zabrać do szpitala. Pytali, dlaczego wzywałem karetkę i dlaczego nie pojechałem własnym transportem - mówi 29-latek.
Ostatecznie mężczyzna został przewieziony do szpitala. Wykryto u niego ostre zapalenie zatok i polecono mu, żeby pojechał do laryngologa do szpitala dziecięcego. Na miejscu okazało się, że… nie ma tam laryngologa dla dorosłych.
- Następnego dnia drętwienie się pogorszyło. Pojechałem do szpitala w Bydgoszczy, gdzie od razu powiedzieli, że potrzebna jest pilna operacja - relacjonuje 29-latek.
Tym szpitalem była lecznica im. Antoniego Jurasza. Anil przeszedł tam dwie operacje. Dziś na szczęście wraca do zdrowia, ale przyznaje, że gdyby nie jego żona i lekarze, ta historia nie miałaby happy endu.
- Walczyłem o swoje życie - mówi Anil - Byłem w krytycznym stanie - połowa mojej twarzy była zdrętwiała. Jestem na zawsze wdzięczny lekarzom i personelowi z Bydgoszczy - byli profesjonalni, troskliwi i uratowali mi życie.
Anil Saini i jego żona złożyli oficjalną skargę do Szpitala Miejskiego w Toruniu. Rzecznik prasowy prezydenta Torunia Marcin Centkowski potwierdził nam, że lecznica otrzymała pismo, ale do czasu wyjaśnienia sprawy nie będzie jej komentować.
- Organem właściwym do rozpatrzenia skargi pacjenta na jakość świadczeń medycznych w Specjalistycznym Szpitalu Miejskim im. Mikołaja Kopernika w Toruniu jest jego dyrektor - mówi nam Centkowski. - W tej konkretnej sprawie, o którą pan pyta, dyrektor zainicjował postępowanie, które ma na celu pełne wyjaśnienie przebiegu zdarzeń. Do czasu jego zakończenia nie będziemy komentować sprawy.
Autor: Filip Sobczak
Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Obserwuj nas na Facebooku oraz Instagramie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!