17°C bezchmurnie

Mariusz Sidorkiewicz: Od 12 lat żyję w napięciu

- 11 kwietnia 2010 roku wracał pociąg z Katynia z ludźmi, którzy uczestniczyli w uroczystościach, ale nie doczekali się prezydenta. Wydawało mi się, że jestem doświadczonym dziennikarzem, ale przyznam szczerze, że nie wiedziałem o co tych ludzi zapytać - opowiada w wywiadzie dla Oto Toruń Mariusz Sidorkiewicz, toruński dziennikarz, który pracuje w TVN 24.

Oto Toruń: Byłeś dziennikarzem radiowym, potem przeszedłeś do TVN 24. Dziennikarstwem zajmujesz się już od kilkunastu lat. Jesteś dziennikarzem spełnionym?

Mariusz Sidorkiewicz: Na razie nie chcę podsumowywać mojej kariery zawodowej.

Nie musisz! Jesteś młody.

Tak. Jednak nie chcę mówić, że jestem spełniony, mam sporo doświadczeń i nic mnie nie zaskoczy.

Ale jesteś usatysfakcjonowany z tego co aktualnie robisz?

Zawsze kiedy człowiek projektuje swoją przyszłość, to ma jakieś plany, ambicje i cele. Miejsce, w którym jestem jest ok. Czuję satysfakcję z tego co robię i skutecznie udaje mi się walczyć z wypaleniem zawodowym, które towarzyszy tej robocie. Jednak często sobie myślę, że mógłbym prowadzić główny serwis informacyjny w tym kraju albo dostać nagrodę dla najlepszego dziennikarza roku.

Na to masz ciągle szanse, bo możesz trafić na ciekawą sprawę. 

Na to cały czas liczę. Tym bardziej, że życie pokazuje, że można takie nagrody otrzymać. 

Jednak na razie podchodzę z wielką pokorą do życia i cieszę się, że jestem w miejscu, w którym jestem. 

A wracając do tego co powiedziałeś, próbowałeś prowadzić program informacyjny?

Bardzo bym chciał spróbować, ale czekam na taki moment.

Ok, a co jest fajne w tej pracy?

Każdy dzień jest nową przygodą! Teraz rozmawiam z tobą, ale za dwie godziny mogę relacjonować jakieś emocjonujące wydarzenie w Płocku. 

To jest takie fascynujące?

Tak, bo nie popadasz w rutynę i nudę. To daje takiego fajnego kopa. Jest paliwo, które determinuje człowieka. Jednak to także przekleństwo, bo to demoluje życie prywatne. Coś za coś, ale bilans jest na plus, bo TVN 24 pracuje 12 lat i przez ten czas stacja żyje cały czas w napięciu. 

Wiesz, że dzięki tobie Toruń jest często obecny w TVN 24. To jest permanentna promocja naszego miasta. Pokazujecie też panoramę. To wszystko dzieje się w oddziale, który miał zniknąć a nie zniknął. 

W 2012 roku nastąpiła reorganizacja oddziału. Teraz jest to moja autorska placówka. Mam inne instrumenty, ale de facto robię to samo. 

Natomiast z tym Toruniem masz rację! Mamy szczęście, że nieduże miasto w skali kraju ma tutaj stałą placówkę, bo oddziałów TVN w kraju jest zaledwie osiem. Ja też potrafiłem przekonać szefów do tej placówki. Permanentnie wychodziłem z newsami z Torunia i regionu. Dlatego udowodniłem, że tu „dzieje się”.

Zobacz, jak przewidziałeś przyszłość. Dzisiaj Toruń jest bardzo ważnym ośrodkiem na politycznej mapie.

Myślę, że to jest jeden z powodów, przez który nie żałują (śmiech).

A na jak dużym terenie działasz?

To bardzo duży teren. To jest całe województwo kujawsko-pomorskie, część warmińsko-mazurskiego do Olsztyna i część północna Mazowsza - Płock, Ciechanów, Mława. Jednak często wspieramy się. Zdarzyło mi się relacjonować powódź w okolicach Zakopanego. Dlatego często wysiada mi kręgosłup od siedzenia w aucie.

Czyli musisz być też dobrze przygotowany fizycznie. Wstaję rano i widzę ciebie, kiedy ty już jesteś zanurzony do pasa w wodzie i relacjonujesz jakieś wydarzenie.

Trzeba wytrenować swój organizm. Musisz wstać po trzech godzinach snu i być sprawnym intelektualnie i fizycznie. Byłem facetem, który całą młodość spędził na paleniu papierosów i chodzeniu po klubach, dlatego doceniam, że teraz taka aktywność jest mi potrzebna. Muszę ci powiedzieć, że od trzech lat intensywnie biegam. Uczy mnie to przezwyciężenia słabości. Jest brzydka pogoda, - 1 st. C, a ja zmuszam się do tego biegania, ale później łatwiej mi jest wstać o 3:00 w nocy. 

Biegasz, rzuciłeś palenie. Zmieniłeś się.

Trochę zmusza mnie do tego robota. Rzeczywiście kradnie ona życie. To nie jest praca, którą kończysz o 16:00. Wszystko jest temu podporządkowane. To właśnie praca zmusiła mnie do tego, żeby troszeczkę zmądrzeć. 

Pamiętasz sprawę, która wywołała w tobie szczególne emocje?

Pełno jest takich rzeczy. Najpoważniejsza rzecz to katastrofa smoleńska. Miałem dyżur w Warszawie, który trwał od 10 kwietnia przez siedem dni. Dzisiaj politycy sprowadzili dyskusję na ten temat do groteski albo czegoś o czym nie chce się gadać. Natomiast wtedy tak nie było. Byliśmy przerażeni i przejęci tą sytuacją. Pamiętam, że było to duże wyzwanie dziennikarskie. 

11 kwietnia wracał pociąg z Katynia z ludźmi, którzy uczestniczyli w uroczystościach, ale nie doczekali się prezydenta. Wydawało mi się, że jestem doświadczonym dziennikarzem, ale przyznam szczerze, że nie wiedziałem o co tych ludzi zapytać. Nie chciałem zadać banalnego pytania, na ogół mamy katalog takich wytrychów - co Pan czuje, jak Pan zapamiętał ten moment i tak dalej. 

Pamiętam też wiele fajnych momentów. Był taki znany działacz Samoobrony Stanisław Łyżwiński, który został zatrzymany przez policję po wybuchu słynnej seksafery. Pojechałem do gdańskiego szpitala, gdzie przebywał Łyżwiński, który źle się poczuł. Miałem nagrać kilka ujęć. Zwykła reporterska robota, ale chodziło o to, żeby kilka ujęć mieć. Jednak policjanci i administracja szpitala robili wszystko, żeby ich nie udało się zrobić. Natomiast mi coś mówiło, że oni będą chcieli pojechać windą towarową i rzeczywiście siedmiu policjantów i Łyżwiński zjeżdżali windą, która się zacięła. My mieliśmy kamerę LIVE, która mieściła się w lufciku okiennym, gdzie mieliśmy zatrzaśniętego Łyżwińskiego w windzie. Zadzwoniliśmy do głównego windziarza w Gdańsku - co teraz? Czy w końcu ktoś naprawi tę windę?

Mam wiele takich opowieści, ale nie ma czasu, żeby wszystkie przytaczać.

Pracujesz w TVN 24, czyli w stacji, która jest postrzegana przez rząd, jako stacja opozycyjna. Czy ty to odczuwasz? Musisz robić materiały o takim a nie innym wydźwięku? Jesteś niezależnym dziennikarzem?

Na pewno. Przez 12 lat nigdy w życiu, z ręką na sercu, nie miałem sytuacji jakiegokolwiek nacisku. 

Właśnie. Obaj o tym wiemy. To zabawne. Jak myślisz, z czego biorą się takie opinie? 

Dziennikarze zawsze są postrzegani, że trzymają czyjąś stronę albo biorą od kogoś kasę. Myślę, że to jak z zawodem sędziego. Zawsze jedna strona jest niezadowolona. Jeśli dziennikarzem jest rzeczywiście obiektywnym, to zawsze będzie ktoś niezadowolony. Jeżeli uczestnicy konfliktu politycznego nie dostrzegają przekazu po ich myśli, to obie strony są niezadowolone, bo zawsze powiedzą - aha, jest po stronie tamtych! To jest idealna sytuacja dla dziennikarza.

Dla wielu to nie jest oczywiste. Ok, chcę cię też zapytać o Toruń. Gdybyś mógł zrobić film promocyjny o Toruniu, to co byś w nim zamieścił?

Wiem, że od zawsze w Toruniu trwa dyskusja - jak go promować? Nie ma co kombinować. Każda próba kombinowania jest robieniem czegoś na siłę. Toruń to piękna starówka, panorama miasta, która w TVN pokazujemy, i prochu nie wymyślisz.

Kiedyś robiliśmy poranek w Toruniu. Przyjechali producenci, którzy chcieli pokazać coś fajnego w Toruniu. Wcześniej do mnie zadzwonili, żebym przygotował kilka najważniejszych atrakcji. Wtedy zacząłem myśleć - gdzie można zrobić ten program, żeby uciec od sztampy? Może Bulwar Filadelfijski, może przy fontannie? Zawsze tym producentom coś nie pasowało. W końcu weszliśmy na Rynek Staromiejski i jeden z nich powiedział - stary, to jest to! 

Możemy promować Toruń jako miasto sportu, ale Toruń nie jest miastem sportu. Fajnie, że są ścieżki rowerowe i ludzie, którzy przyjadą do Torunia mogą pojeździć na rowerze, pójść na basen i pobiegać. Dlatego to warto w tym filmie promocyjnym pokazać, bo to się zmieniło. 

Jak zaczynałem karierę dziennikarską to było pytanie - co zrobić, żeby ludzie w Toruniu zostawali dłużej niż na kilka godzin? Wydaje mi się, że to się zmieniło. Teraz Toruń to fantastyczne miejsce na weekend. Można zwiedzić starówkę, zjeść dobry obiad, pójść do fajnego klubu, iść do aqua parku. Już dwa dni mamy zagospodarowane.

Fajnie. A czego sobie życzysz na najbliższe lata?

Nowych możliwość i wyzwań.

Korespondent wojenny? Poszedłbyś na to?

Tak, ale brakuje mi znajomości języków obcych. To przekleństwo mojego pokolenia. Dlatego patrzę realnie i mogę powiedzieć, że chętnie spróbowałbym swoich sił w studiu. Na pewno czuję się dobrze w reporterce. Spotykam się z ludźmi. Kiedy pracujesz w lokalnych mediach, to jest dla ciebie świat - prezydent, radni, wpływowi mieszkańcy i biznesmeni. Natomiast moja praca pozwoliła mi zachować dystans i zobaczyć, że takich światów jest cała masa. 

W restauracji hotelu Filmar rozmawiał Tomasz Kaczyński.


Mariusz Sidorkiewicz: Od 12 lat żyję w napięciu komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ototorun.pl