Reklama

Jak w Szkole Podstawowej nr 8 rozumiana jest otwartość na dialog?

28/03/2021 07:00

O Szkole Podstawowej nr 8 w Toruniu robi się ostatnio głośno, przede wszystkim za sprawą zwolnień trojga pracujących w niej od lat, bardzo dobrych, współtworzących renomę tej szkoły nauczycieli. Jednakże już wcześniej rodzice protestowali przeciw likwidacji klas czy przeciw tzw. podziałom klas na grupy, co między innymi skutkowało interwencjami toruńskiej delegatury Kujawsko-Pomorskiego Kuratorium Oświaty. Sposób rozwiązywania konfliktów w tej szkole pozwala przypuścić, że artykuły prasowe na temat Szkoły, które ukazały się jakiś czas temu, to jeszcze nie koniec jej sławy - pisze w tekście dla "Oto Toruń" Radosław Sioma, ojciec uczennicy SP8.

Dyrektor atakuje Radę Rodziców

Rada Rodziców zwróciła się do Wydziału Edukacji oraz do Prezydenta z prośbą o wyjaśnienie okoliczności wspomnianych wyżej zwolnień. Po tych pismach, o których Rada informowała także dyrektora, ten ostatni zwołał zebranie rad oddziałowych (trójek klasowych), na którym postawił Radzie poważny zarzut działania na szkodę Szkoły. Główną winą Rady okazało się właśnie kierowanie pism do Prezydenta oraz Wydziału Edukacji, nazywanych zresztą przez dyrektora najpierw donosami, a potem, gdy przewodniczący Rady, Piotr Jarosiński, zaznaczył, że donosy mają charakter anonimowy, a wszystkie pisma Rady są przez niego podpisane – skargami. (W żadnym z przypadków nie była to jednak skarga w sensie formalnym, za każdym razem wniosek o wyjaśnienie sytuacji).

Reklama

Dyrektor ewidentnie próbował wpłynąć na trójki klasowe, by odwołały Radę Rodziców, dopuszczając się przy tym niezgodnego z przepisami stwierdzenia, że Rada rodziców „to nie jest tych kilka osób, które zostało wybranych. Rada Rodziców to jesteście państwo wszyscy, czyli 93 bodajże osoby.”  Mówił o trwającym ponad rok „ogromnym ataku ze strony Rady Rodziców” na dyrektora i Szkołę, bo skarg wedle niego miały być raz dziesiątki, potem setki, a w chwilę później „no może setki nie, ale kilka, kilkanaście skarg”. Rada przez rok wedle dyrektora miałaby pisać donosy na niego, dyrektor sugerował też  załatwianie jakichś własnych interesów czy chęć zdjęcia go ze stanowiska. Zapominając przy tym w ogóle o przepisach regulujących wybór Rady Rodziców, przedstawiał ją jako „garstkę osób, które działają przeciwko dyrektorowi, przeciwko Szkole i przeciwko państwa dzieciom”. Mówił też o podbuntowaniu dzieci przeciwko dyrektorowi, nazywając to „niegodnym człowieka” i „nieludzkim”, na co zwrócił uwagę jeden z rodziców, że nie trzeba było dzieci buntować, gdyż bardzo przeżyły sytuację zwolnienia swoich wychowawców. Dodajmy, że pisma Rady Rodziców nie zostały przez dyrektora przedstawione rzetelnie, zacytował on przede wszystkim fragment, w którym Rada Rodziców pozwoliła sobie wyrazić przekonanie, że problemem dyrektora jest nieumiejętność komunikowania się ze współpracownikami, w tym również z Radą Rodziców.

Pod koniec zebrania dyrektor powiedział tak: „Jeżeli Państwu zależy naprawdę na tej szkole, żeby było dobrze, na dzieciach własnych, bardzo proszę zrobić nowe wybory i wybrać nową Radę Rodziców, bo widzicie Państwo, do czego, do jakiej sytuacji doprowadza coś takiego. To są ludzie, którzy dyrektora, uczciwego człowieka, o oszustwa oskarżają, tylko donoszą i tak dalej. Tak dalej być nie może, bo po prostu szkoła naprawdę popadnie w ruinę. I ja tu będę dalej, a szkoła będzie popadała w ruinę.”

Reklama

Pomysł odwołania Rady i wyboru nowej nie zyskał poparcia trójek klasowych, wręcz przeciwnie, w trakcie spotkania pojawiło się wiele wątpliwości rodziców co do działania dyrektora. Można jednak zapytać, czy takie działania dyrektora przeciwko wybranej demokratycznie Radzie nie kompromitują Szkoły w oczach rodziców? Czy tak powinna wyglądać profesjonalna komunikacja dyrektora z Radą Rodziców? I czy tak poważne zarzuty pod adresem członkiń i członków Rady, których dzieci chodzą do tej szkoły, można stawiać bez ich rzeczowego uzasadnienia?

Rada Szkoły atakuje Radę Rodziców

Reklama

Niedługo po zebraniu Piotr Jarosiński w imieniu Rady Rodziców napisał wyjaśnienie do trójek klasowych, tłumacząc, dlaczego zwrócił się do Wydziału Edukacji i Prezydenta, a pośrednio do dyrektora, w sprawie zwolnionych nauczycieli. Reakcją było pismo Rady Szkoły do Prezydenta Miasta Michała Zaleskiego, do wiadomości Kujawsko-Pomorskiego Kuratora Oświaty Marka Grelika, Wiceprezydenta Torunia Zbigniewa Fiderewicza, Dyrektor Wydziału Edukacji Anny Łukaszewskiej i Przewodniczącego Rady Miasta Torunia Marcina Czyżniewskiego. Pisma nie skierowano natomiast do Rady Rodziców. W swoim piśmie Rada Szkoły wyraziła zaniepokojenie działaniami Rady Rodziców oraz poprosiła Prezydenta o zajęcie stanowiska wobec pojawiających się w ostatnim czasie informacji na temat konfliktu w tej szkole.

Zarazem Rada Szkoły zarzuciła Radzie Rodziców działania mające na celu zaszkodzenie dyrektorowi, wymaganie przez Radę Rodziców tłumaczeń ze strony dyrektora z podjętych przez niego decyzji kadrowych, brak dialogu z dyrektorem oraz kierowanie „pism i skarg” do organów nadzorujących bez porozumienia ze „wszystkimi członkami tej Rady [Rodziców] (członkami Rad Klasowych)” i wbrew opinii znacznej części rodziców. Te działania „szkodzą” – w ocenie Rady Szkoły – „wizerunkowi Szkoły i jej uczniom oraz wpływają negatywnie na atmosferę panującą w szkole”.

Reklama

Także pismo Rady Szkoły zdaje się być napisane tak, jakby nie istniały żadne przepisy regulujące współpracę różnych organów szkoły oraz organów nadzorujących. I tym razem, podobnie jak uczynił to dyrektor na zebraniu z trójkami klasowymi, wszystkich członków trójek zaliczono do Rady Rodziców. I tym razem nie wzięto pod uwagę, że prawo do kierowania wniosków do różnych organów przyznaje Radzie Rodziców ustawa Prawo oświatowe, oraz tego, że pisma takie kierowane były również przez rodziców spoza Rady Rodziców i to niezależnie od niej (takie działania miały miejsce już wcześniej, nie tylko w związku ze zwolnieniem trojga nauczycieli). Po trzecie wreszcie, że przeciw zwolnieniom zaprotestowali również uczniowie, jeden ze związków zawodowych i niektórzy nauczyciele. Z pisma można by wyciągnąć wniosek, że Rada Szkoły zupełnie się nie orientuje, co dzieje się w Szkole.

Zarazem nieuwzględnienie wszystkich powyższych okoliczności i głosów oraz brak jakiegokolwiek uzasadnienia zarzutów pod adresem Rady Rodziców każe powątpiewać w zawartą w piśmie Rady Szkoły deklarację, że jest ona „organem reprezentującym ogół rodziców, uczniów i nauczycieli”, a zwłaszcza, że jest „płaszczyzną budowania współpracy tych środowisk na rzecz wspólnoty szkolnej”.

Reklama

Reduta obrony dobrego imienia dyrektora

Pismo Rady Szkoły jest drugim, które zostało skierowane do Prezydenta w obronie dyrektora. Pierwsze powstało z inicjatywy jednej z nauczycielek, która ogłosiła to przy pomocy ogólnoszkolnej poczty mailowej. To pierwsze zostało podpisane przez pewną niewiadomą grupę nauczycieli, której dyrektor podziękował za poparcie na tym samym otwartym forum szkolnym.

Ważną cechą obydwu pism jest pozbawiony uzasadnienia atak na kogoś, w pierwszym przypadku na jeden ze związków zawodowych, działających w Szkole, w drugim na Radę Rodziców. Obydwa pisma wprowadzają przy tym władze Miasta i organy nadzorujące w błąd, zarówno przez nieujawnianie niektórych okoliczności, jak i przez nieuzasadnione obwinianie tych, którzy ośmielają się mieć odmienne od dyrektora zdanie. W przypadku pisma nauczycieli nie bez znaczenia jest i to, że część osób, które je podpisały, stawiała nieuzasadnione zarzuty swoim kolegom.

Reklama

„Dowód na niedostateczną współpracę, wręcz ignorowanie głosu rodziców”

Obydwa pisma podnoszą zarazem kwestię kultury dyrektora. W piśmie Rady Szkoły natomiast dyrektor przedstawiany jest jako „człowiek otwarty do podejmowania dialogu, także na trudne tematy”.

Przykładem otwartości na dialog niech tymczasem pozostaną pozbawione uzasadnienia ataki dyrektora i Rady Szkoły na Radę Rodziców. Trudno zarazem pozbyć się wrażenia, że działania dyrektora i Rady Szkoły dążą do skonfliktowania ze sobą rodziców i skłonienia ich do opowiedzenia się za, bądź przeciw dyrektorowi, a nie do rozwiązywania poważnych problemów Szkoły.  Problemy te pojawiły się zresztą wcześniej i bez wątpienia były to również problemy z komunikowaniem się, nie tylko z rodzicami.

Reklama

Rada Szkoły sama przecież opiniowała negatywnie decyzję likwidacji przez dyrektora jednej z klas, zaś w piśmie pokontrolnym Kuratorium Oświaty z maja minionego roku stwierdzano m.in.: „Brak wcześniejszych konsultacji oraz termin i sposób przekazania Państwu [rodzicom] przez dyrektora szkoły swojej decyzji są dowodem na niedostateczną współpracę, wręcz ignorowanie głosu rodziców w sprawach istotnych dla bezpieczeństwa emocjonalnego i fizycznego Państwa dzieci. […] Jak wynika z deklaracji dyrektora szkoły, decyzja podyktowana była względami finansowymi. Dyrektor szkoły nie uwzględnił innych, bardzo istotnych dla dzieci i rodziców aspektów funkcjonowania dziecka w szkole i zespole klasowym”.

To samo pismo zalecało dyrektorowi zasięganie opinii Rady Szkoły i Rady Rodziców. Dodajmy, jako że mowa jest o otwartości na dialog w sprawach trudnych, że wbrew przepisom dyrektor zwrócił się wtedy do Rady Szkoły dopiero po likwidacji klasy, co było powodem nieudzielenia rekomendacji dla likwidacji klasy przez Wydział Edukacji. Rodzice dzieci tej klasy zostali jedynie poinformowani przez dyrektora po podjęciu przez niego decyzji o likwidacji klasy.

Reklama

W poważnych, problematycznych kwestiach, a jest ich jeszcze więcej, dyrektor nie tworzył  płaszczyzny komunikacji, nie mówiąc o szukaniu porozumienia w konfliktowych sprawach. Niemerytoryczne ataki na Radę Rodziców wywołują jedynie konflikt, towarzysząca temu „narracja”, czyniąca z dyrektora ofiarę odwraca uwagę od faktu, że nie dochodzi do rzeczowej, merytorycznej rozmowy.

Rada Rodziców gwarantem transparentności

Brak przejrzystości w tak ważnej sprawie jak zwolnienia na pewno nie służy dobremu imieniu Szkoły. Jest to jednak druga sprawa, której nie udało się wyjaśnić Radzie Rodziców. Pierwszą są tzw. klasy międzyoddziałowe (wspomniane wyżej podziały klas). Obydwie zostaną omówione w osobnym artykule. Tu pozwolę sobie natomiast, jako rodzic, na opinię o Radzie Rodziców Szkoły Podstawowej nr 8.

Reklama

Uważam, że ta Rada Rodziców jest bardzo rzeczowa, asertywna, grzeczna i otwarta na dialog, bez jakichkolwiek pretensji do nieomylności. Jest także niezależna. Co najważniejsze jednak, z pewnością kierująca się dobrem dzieci. Ma znakomitego przewodniczącego, spokojnego, niedającego się wyprowadzić z równowagi, choć na zebraniu z trójkami klasowymi było kilka poważnych powodów do zdenerwowania. „Winą” tej Rady Rodziców jest zadawanie niewygodnych pytań. Jest to jednak Rada lojalna nie tylko wobec dzieci i ich rodziców, ale także wobec Szkoły i Miasta. Ani razu sama nie informowała mediów o sytuacji w Szkole, zwracanie się do organów nadzorujących gwarantuje jej natomiast, jak już zostało stwierdzone, stosowny przepis Prawo oświatowe, ale i stosowny przepis w Statucie Szkoły.

Sądzę, że Rada Rodziców wykonuje w tym przypadku pracę, którą powinien wykonać wcześniej dyrektor wraz z Radą Szkoły, posiadającą o wiele większe kompetencje niż Rada Rodziców. To zaniedbania w wyjaśnianiu ważnych dla Szkoły i rodziców spraw doprowadziły do tego, że dziś Rada Rodziców zmuszona jest po raz kolejny prosić o wyjaśnienia. Wiele wskazuje na to, że w tej chwili Rada Rodziców jest jedynym gwarantem w Szkole Podstawowej nr 8, że te sprawy będą wyjaśniane rzeczowo i transparentnie, co w przypadku finansowanej z państwowych pieniędzy placówki oświatowej, do której rodzice posyłają swoje dzieci, i to na długi czas, jest bardzo ważne.

Reklama

Najlepszym obrazowym przedstawieniem problemów Szkoły wydaje się, moi zdaniem, pytanie dyrektora skierowane do rodziców na zebraniu z trójkami klasowymi: czy również by protestowali, gdyby zwolniono ich ulubioną kasjerkę w banku lub sprzedawczynię w sklepie? Nie tylko przewodniczący Rady Rodziców zwrócił uwagę na niestosowność tego porównania, przypominając, że do szkoły rodzice posyłają swoje dzieci, a nie powierzają pieniądze czy robią zakupy. Dodajmy, że polskie prawo nie przewiduje powoływania rad rodziców przy bankach i sklepach, przy placówkach oświatowych natomiast tak.

(Radosław Sioma, tata Rozalii Siomy, uczennicy klasy 6b)

Fot. Własne

Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Polub nas na Facebooku

Aplikacja ototorun.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo otoTorun.pl




Reklama