4°C pochmurno z przejaśnieniami

W STARS nie śpimy. O tym jak się "rozkręca" klub mówi Monika Grużewska-Wnuk

"Musieliśmy walczyć z opinią drogiego klubu. Karty klubowe, jakość obsługi, selekcja na bramce i dotarcie z informacją o wydarzeniach, jakie proponowaliśmy. To zestaw takich działań obowiązkowych. Reszta to trochę tajemnica. Zawsze mówiono, że zaproponowaliśmy coś innego niż to, co było w tamtym czasie Toruniu"

Do Torunia przyjechała z Warszawy. Na początku nawet doskwierał jej ten wolniejszy rytm naszego miasta, ale dziś uznaje to za jedną z wielkich zalet życia w Toruniu. Tu „rozkręciła” jeden z najpopularniejszych klubów w mieście i tu poznała miłość swojego życia. Menedżer, żona, przyszła mama. Kobieta, która postanowiła żyć w Toruniu i zapewnić nam dobrą zabawę - Monika Grużewska-Wnuk, czyli menedżer klubu Stars.

Oto Toruń: Kiedy zaczynałaś nie było łatwo, klub działał już od kilku miesięcy i na początku ludzie tu po prostu nie przychodzili. Klub był pusty.

Monika Grużewska-Wnuk: Pracuję w tym miejscu od pierwszego dnia jego działalności. Na początku na stanowisku selekcjonerki. Klub był wtedy integralną częścią Hotelu Copernicus. Strategia oraz polityka cenowa były odmienne od obecnie istniejących. Tymczasem ja coraz bardziej angażowałam się w tę pracę i po kilku miesiącach zaproponowano mi żebym objęła stanowisko menadżera.

To Ty wyszłaś z taką propozycją? Chciałaś tego?

Od samego początku plan był taki, że jestem tu „na chwilę”, na kilka miesięcy, ale przerodziło się to w dłuższą współpracę. Miałam mnóstwo pomysłów i chęci. To trochę też konsekwencja tego, czym zajmowałam się wcześniej. Przez około 10 lat pracowałam przy organizacji imprez i eventów i być może dlatego wiedziałam, co można zrobić żeby się udało, a przede wszystkim, jaki potencjał ma to miejsce. Wiedziałam też jednak, że sama sobie nie poradzę.

Ok, nie przeraziło Cię to i uznałaś, że dasz radę. A kto Tobie pomagał?

Zaangażowałam w to wówczas mojego dobrego znajomego z Warszawy, z którym pracowałam wcześniej i który działał w branży klubowej. I tak wystartowaliśmy.

Ale te początki były trudne. Bywało, że ludzie odwiedzający wówczas Stars wchodzili do pustego klubu. Wszystko ładnie przygotowane, bar w gotowości, piękne wnętrze, DJ gra, a ludzi… nie było.

Tak. Ludzie chyba trochę bali się tego miejsca na początku. Mówili, że tu jest tak czysto i biało. Wręcz za sterylnie. Natomiast ceny są najprawdopodobniej za wysokie. Nie wiedzieli tego na pewno tylko takie krążyły opinie o klubie. To nie była prawda, bo już wtedy zmieniliśmy ceny i wcale nie były wyższe niż w klubach zlokalizowanych w centrum Starówki. Po prostu nikomu nie chciało się sprawdzić, a gdy już ktoś się zdecydował przyjść, to brakowało towarzystwa, ludzi i nie było dobrej zabawy. Podchodzili do nas z ogromnym dystansem i bez przekonania. Musieliśmy poczekać aż to „zaskoczy”. Wiedzieliśmy, że, jak już ludzie do nas przyjdą i za nimi przyjdą następni, to przekonają się, że to idealne miejsce na dobrą imprezę i wtedy będzie dobrze bo powiedzą o tym innym, którzy do nas przyjdą sprawdzą, przekonają się i powiedzą jeszcze innym. Tak to ruszyło.

Jak długo na to czekałaś?

Myślę, że około roku.

Ale to nie tylko polityka cenowa przyciągnęła ludzi do Stars. Co jeszcze sprawiło, że ludzie w końcu do Was przyszli? Miałaś jakiś plan promocji, zestaw chwytów i wabików, które wykorzystałaś?

To na pewno w dużej mierze zasługa tej mojej drugiej połowy menedżerskiej. Połączyliśmy jego zmysł marketingowy, talent graficzny i doświadczenie w branży klubowej z moją umiejętnością konsekwentnej realizacji planów i nawet najbardziej „kosmicznych” pomysłów. Można powiedzieć, że w tym początkowym okresie on był mózgiem a ja ciałem i realizowaliśmy ten jego plan. Potem nasze drogi się rozeszły, ale w klubie pojawiły się już takie osoby, które mocno zaangażowały się w działania promocyjne i marketingowe. Powstawał zespół, który był bardzo kreatywny i miał wyczucie rynku. Wiedzieliśmy co zrobić, żeby skutecznie przyciągnąć ludzi - pokazać im klub i sprawić żeby do nas wrócili.

Ale który z tych chwytów okazał się kluczowy?

Polityka cenowa to jedno. Musieliśmy walczyć z opinią drogiego klubu. Karty klubowe,jakość obsługi, selekcja na bramce i dotarcie z informacją o wydarzeniach jakie proponowaliśmy. To zestaw takich działań obowiązkowych. Reszta to trochę tajemnica. Zawsze mówiono, że zaproponowaliśmy coś innego niż to, co było w tamtym czasie w Toruniu.

Jak rozumiem nie wszystko chcesz wyjawić.

Tak, bo to jest nasz sposób na podtrzymywanie zainteresowania klubem i imprezami jakie się tu odbywają. Na pewno jakaś część tej batalii marketingowej rozegrała się w mediach społecznościowych. Na tym polu byliśmy bardzo aktywni i ludzie to zauważali. W ogromnej mierze była to zasługa niesamowitego, kreatywnego i zgranego zespołu (niektórzy są z nami od samego początku). Mówię tu oczywiście o najlepszych barmanach i kelnerkach jakich mogłam sobie tylko wymarzyć, najbardziej rozchwytywanych DJach i artystach... oraz oczywiście o naszym rezydencie i event menedżerze Radku Wnuku, który zaangażował się w to miejsce całym sobą i tchnął w nie nową energię i pomysły.

Czyli Twojego obecnego męża. Połączyła was praca w klubie.

Dzięki klubowi poznaliśmy się i ta współpraca zamieniła się w bliższy związek, teraz już małżeński. Pracujemy nad sobą (śmiech) już od trzech lat.

Bez żadnych tarć i konfliktów?

Tak, bo naturalnie się uzupełniamy. Radek zajął się sprawami artystycznymi czy social mediami, a ja spinam to w całość - w sensie organizacyjnym. Rozumiemy się i działamy razem.

A wkrótce pojawi się na świecie Wasze dziecko…

My się śmiejemy, że to będzie już nasze drugie dziecko, bo pierwszym jest klub, który z resztą niebawem obchodzić będzie swoje czwarte urodziny!

To sporo się w Waszym życiu zmieni. Jedno póki co nie zmieniło się - wciąż macie tutaj ludzi. Przychodzą do Stars i mam wrażenie, że popularność klubu nie słabnie. Co zamierzacie zrobić nowego w tym roku? Czym zaskoczycie Toruń?

Chcemy jeszcze lepiej wykorzystać potencjał tego miejsca. Bliskość tarasu i basenu oraz ogrodu Hotelu Copernicus. W poprzednim sezonie nie było aż tylu słonecznych weekendów. Liczymy na to, że w tym roku pogoda będzie nam sprzyjała i uda się zorganizować więcej imprez pool party w ciągu dnia w weekendy. Ludziom bardzo się to podobało... woda, słońce, koktajle serwowane przez najlepszych barmanów, świetna muzyka... czego chcieć więcej! Poza tym mamy też w planach kilka takich wydarzeń, które będą zaskoczeniem, ale nie mogę teraz o nich powiedzieć. Na pewno będzie ciekawie.

A konkurencja? Na pewno nie śpi.

Wydaje mi się, że od jakiegoś czasu wszystko się naturalnie poukładało i nie walczymy ze sobą. Mieszkańcy Torunia przyzwyczaili się do tych miejsc, które już są od jakiegoś czasu. Bywają u nas i w konkurencyjnych klubach. Myślę, że dziś nie ma wojny między klubami w Toruniu. Lubimy się i odwiedzamy się również po pracy. To czas pokoju i dobrej zabawy.

Pewnie tylko do momentu, w którym pojawi się jakieś nowe miejsce i zechce zawalczyć o swój kawałek tortu.

Wtedy zastanowimy się, jak sobie z tym „problemem” poradzić (śmiech). Ale na pewno nie śpimy i nie osiadamy na laurach.

Na razie przed Tobą zupełnie inne wyzwanie - zostaniesz mamą i za chwilę znikniesz. Przynajmniej na jakiś czas.

Staram się i chcę być tak długo, jak będę mogła. Ale jestem spokojna, ponieważ na czas mojej nieobecności zastąpi mnie Radek.

Będziesz w domu pytała Radka co tam słychać w klubie?

Może kamery zainstaluję (śmiech). Wiem, że on świetnie sobie poradzi w czasie mojej nieobecności. A może okaże się lepszym kierownikiem i mnie wygryzie... kto wie.

Zakładasz raczej krótką przerwę i szybki powrót do pracy?

Tak. Oczywiście to co będę w stanie robić w domu w tym czasie, dalej będę robiła. Nadal będę pod telefonem i mailem, więc na przykład rezerwacje i kontakt z gośćmi niezmiennie biorę na siebie. Na pewno wrócę najszybciej, jak to możliwe do mojego drugiego domu - do STARSa

Z Moniką Grużewską-Wnuk rozmawiał Tomasz Kaczyński.

W STARS nie śpimy. O tym jak się "rozkręca" klub mówi Monika Grużewska-Wnuk komentarze opinie

  • Gevityr - niezalogowany 2017-04-07 11:37:23

    Najgorszy klub Torunia. Wizualnie wygląda to fajnie, ale poziom chamstwa pani manager i szczególnie jej męża i obsługi jest poniżej krytyki. Naprawdę super miejsce z fatalnymi ludzmi, a to ludzie tworzą klimat. Nie polecam

  • Pełna zgoda - niezalogowany 2017-04-08 12:04:38

    Burak buraka burakiem pogania

  • Gość - niezalogowany 2017-04-17 09:53:24

    No niestety, tak chamskich i zadufanych barmanów​nie nie ma w żadnym innym miejscu w Toruniu. Może w Warszawie taki "styl" się sprawdza, ale mnie i moich znajomych skutecznie zniechęca. Nie lubimy klubów, w których obsługa psuje humor. Mam też wrażenie, że jeden bar to po prostu za mało na taką liczbę gości, co "panowie" barmani wykorzystują to manifestowana wyższości. Żeby przypadkiem ktoś nie pomyślał, że barmani w klubie są dla gości, a nie na odwrót.

  • Gość - niezalogowany 2017-04-17 09:57:48

    *do manifestowania

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ototorun.pl