19°C bezchmurnie

Robert Kożuchowski: W drodze do Santiago bardzo łatwo dogadać się nawet po polsku

- Na trasie spotyka się ludzi z całego świata. Sam mijałem Japończyków, Australijczyka, a końcówkę przemierzyłem razem ze słowackim księdzem, który na co dzień przebywa w Brazylii - mówi w rozmowie z Oto Toruń Robert Kożuchowski.

Robert Kożuchowski jest Przewodniczącym Rady Gminy Łysomice oraz prezesem firmy ubezpieczeniowej. Jego wielkim hobby jest kolarstwo. W ubiegłym tygodniu wrócił z prawie trzystukilometrowej rowerowej pielgrzymki do Santiago de Compostela w Hiszpanii. Pisaliśmy o tym tutaj.

Oto Toruń: Na początek wypada zapytać, czy się udało. Dotarł Pan do celu?

Robert Kożuchowski: Udało się, wszystko poszło zgodnie z planem. Cało, zdrowo i bezpiecznie dotarłem z Porto do Santiago de Compostela.

Ile trwała cała podróż?

Łącznie cała wyprawa trwała sześć dni, z czego pięć spędziłem na rowerze. W tym czasie przejechałem 286 kilometrów.

Jak wyprawa wyglądała pod względem organizacyjnym?

Pierwszego dnia przyleciałem do Porto i odebrałem z wypożyczalni wcześniej zamówiony rower. Musiałem jedynie założyć koła i pedały i mogłem ruszać w drogę. Był to rower górski, bardzo dobrze przygotowany i zaopatrzony w wyposażenie awaryjne. Rower oddałem w Santiago we wskazanym sklepie.

Jak wyglądał dzień podróży?

Średnio starałem się przejechać około sześćdziesięciu kilometrów dziennie. Wyjątkiem był tutaj trzeci dzień, kiedy to zgodnie z planem przejechałem 34 kilometry ze względu na bardzo trudną trasę.

W związku z trudną trasą - jakie były najtrudniejsze momenty całej pielgrzymki?

Był moment, w którym złapałem gumę i wtedy przydało się wyposażenie awaryjne. Bardzo trudny był również cały trzeci dzień. Trasa, jaką miałem wtedy do pokonania była bardzo wymagająca - górska, kamienista, z wieloma podjazdami, a długimi odcinkami w ogóle nie nadawała się do jazdy rowerem. W takich sytuacjach musiałem prowadzić rower, a czasem nawet nieść. Było to wejście na górę, lecz zjazd nie był wcale łatwiejszy, bo podłoże było kamieniste. Tylko 34 kilometry, a jednak była to bardzo wyczerpująca trasa i najtrudniejszy dzień całej podróży. W trakcie pozostałych też pokonywałem górskie odcinki, ale były łatwiejsze do przejechania.

Zapytam więc z drugiej strony, jakie były najprzyjemniejsze momenty?

Na pewno chwile, gdy po wyczerpujących odcinkach wchodzi się na górę, na której znajdują się zbiorniki wodne. Wypoczywa tam mnóstwo pielgrzymów. Wszyscy są strasznie zmęczeni, ale zawsze znajduje się siłę na rozmowę i wymianę doświadczeń. W takich miejscach bardzo łatwo porozmawiać nawet po polsku, bo wielu naszych rodaków pielgrzymuje tą trasą. Bardzo przyjemnym elementem pielgrzymki jest też to, że co chwilę spotyka się bardzo życzliwych ludzi. Zarówno w miejscach, gdzie można się zatrzymać, wypić kawę i zjeść coś słodkiego, jak i wzdłuż całej trasy. Wszyscy są bardzo pozytywnie nastawieni. Sam tego doświadczyłem, wnosząc rower na górę. Wówczas bardzo wiele osób chciało mi w tym pomagać.

Jakieś plany na przyszłe wyprawy?

Do Santiago można dojechać różnymi drogami. Można dojechać z Lizbony, z Francji, a można nawet wyjechać z Torunia. Jest również możliwość dotarcia tam konno. Trzeba przejechać jedynie przynajmniej dwieście kilometrów, żeby uznano, że pielgrzymka została odbyta. Myślę więc, że w przyszłym roku wybiorę się do Santiago albo konno, albo inną trasą.

Co może Pan powiedzieć wszystkim, którzy się wahają?

Na trasie spotyka się ludzi z całego świata. Sam mijałem Japończyków, Australijczyka, a końcówkę przemierzyłem razem ze słowackim księdzem, który na co dzień przebywa w Brazylii. Co ciekawe, gdy otrzymuje się compostelkę, czyli potwierdzenie odbycia pielgrzymki, wypełnia się również ankietę na temat celu podróży. Odpowiedzi rozkładają się po równo na cele sportowe, religijne i turystyczne. Pokazuje to zatem, że jest to trasa przeznaczona dla każdego. Hiszpania i Portugalia bardzo dobrze zainwestowały środki pozyskane z Unii i obecnie cała infrastruktura wzdłuż szlaku stoi na wysokim poziomie. Jest bardzo bezpiecznie i na każdym kroku można liczyć na pomoc zarówno pielgrzymów, jak i mieszkańców. Na potwierdzenie, że odbyło się pielgrzymkę, każdy wędrowiec otrzymuje compostelkę. Ja po swoją stałem w kolejce przez półtorej godziny, a obsługiwało nas siedemnaście stanowisk! To pokazuje, jak wiele osób decyduje się na wyprawę do Santiago.

Rozmawiał Mateusz Srebniak

Chcesz dowiedzieć się więcej na temat pogody w Toruniu? Kliknij TUTAJ


robert kożuchowski, pielgrzymka, santiago de compostela, gmina łysomice - komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się