Podniebne legendy Torunia: słonie na lądowisku

Ciekawostki, Podniebne legendy Torunia słonie lądowisku - zdjęcie, fotografia
Portal ototorun.pl 31/03/2019 11:46

Dziś spokojne i przeznaczone przede wszystkim dla pilotów szybowców, toruńskie lotnisko na początku swego działania tętniło życiem, a oprócz niesamowitych maszyn pojawiały się tam także prawdziwe słonie!

Początek XX wieku to dla naszego miasta czas aktywnego sięgania nieba. Ledwie przestrzeń nad Toruniem zapełniła się balonami dzięki otwarciu pierwszego lądowiska w 1911, a już pruskie władze rozpoczęły prace nad budową lotnisk a dla aeroplanów. Strategiczne położenie - nad największą rzeką w regionie, blisko morza, tuż przy granicy z Rosją, sprawiało, że Twierdza Thorn musiała być dobrze broniona także z powietrza.

Pruscy planiści wybrali przedpole twierdzy w pobliżu fortów IX, VIII i VII - blisko centrum, tuż przy linii kolejowej prowadzącej do Czarnowa. Tej samej, która ze względu na niewielkie znaczenie została zamknięta w 1966 roku.

Tymczasem 54 lata wcześniej, wśród zgrzytu i stęku maszyn ciągnących wagony z zaopatrzeniem stawiano podwaliny pod dzisiejszy Aeroklub Pomorski. W rok udało się uporać z przygotowaniem pasa startowego, postawiono też lekkie hangary ze stali pokrytej najpopularniejszym wówczas supertrwałym, i lekkim tworzywem - eternitem.  Do 1914 roku udało się wznieść również prowizoryczne koszary oraz pomieszczenia dla uczniów Szkoły Obserwatorów Lotniczych.

Samolot Albatros - takie maszyny startowały z naszego lotniska.

Także koleją zwieziono do portu żeglugi napowietrznej pierwsze “latawce”, jak pisano niegdyś o samolotach. Inauguracyjny lot nie trwał długo, a lądowanie odbyło się z przytupem. Porucznik Dotten pilotujący maszynę nie zapanował nad nią. Jak donosi prasa z epoki: “Podczas lądowania wpadł latawiec w piaszczystą dolinę i propelerami wbił się w piasek. Latawiec uległ nieznacznemu uszkodzeniu, lotnikowi nic się nie stało”.

Polskie samoloty na toruńskim lotnisku.

Szymon Spandowski, dziennikarz i miłośnik historii Torunia dokopał się także do niesamowitej historii stojącej za jednym, z najbardziej zadziwiających zdjęć, jakie wykonano na toruńskim lotnisku w pierwszych latach jego działania. Chodzi oczywiście o fotografię żołnierzy i słoni wśród samolotów.

Słonie przybyły na stację żeglugi napowietrznej wprost z cyrku Hagenbecka. Zwierzęta przybyły nie w celach rekreacyjnych, ale by wesprzeć żołnierzy w pozbyciu się pewnej przeszkody, a właściwie o uczynienie z niej ozdoby. Chodziło o pięciotonowy głaz zalegający w ziemi, który, jak uznały pruskie władze, znacznie lepiej sprawdzi się w charakterze pomnika poległych przed kantyną oficerską.

Nim na arenę weszły zwierzęta, sił swych próbowali tędzy szeregowi zaopatrzeni w najtrwalsze liny. Choć napinali mięśnie i wytężali siły, a liny pękały, kamień tkwił niewzruszony. Wówczas, przy aplauzie gawiedzi, która tym samym zyskała wyjątkowy pokaz podczas sześciodniowej wizyty menażerii Hagenbecka w Thorn, na arenę walki z naturą nieożywioną wkroczyły dwa słonie. Wśród okrzyków hinduskich poganiaczy, wspierane przez dwóch najtęższych szeregowych, tak się zawzięły, że wreszcie ruszyły bryłę z posad i przeciągnęły pod wskazany adres na drewnianej platformie.

Słynny słoń na toruńskim lotnisku.

Operacja trwała trzy godziny, a wykonane - zapewne już po szczęśliwym finale zdjęcie staje się prawdziwą ciekawostką aukcji pamiątkowych fotografii krążąc w kilku odbitkach po rynkach zachodnich. Pruska Flieger Beobachterschule Thorn wyszkoliła wielu obserwatorów, którzy stanowili wsparcie powietrzne dla wojsk walczących na froncie wschodnim.

Wespół z wojskami balonowymi, lotnicy mieli pomagać koordynować działania na terenie poszczególnych fortów twierdzy Thorn w razie ataku. Oprócz tego do zadań na wypadek W miały należeć loty rozpoznawcze. Dzięki  temu, iż nie była to szkoła oficerska, mogli w niej uczyć się także Polacy. Jednym z najważniejszych polskich absolwentów pruskiej szkoły był ppor Bogdan Kwieciński, pułkownik dyplomowany, który walczył na trzech wojnach. Kawaler orderu Virtuti Militari, dyplomata II Rp i jeden z tych mentorów, którzy pomogli wyszkolić wielu doskonałych rodzimych pilotów. Dzięki jego zasługom i pracy polscy piloci mogli wykazać się podczas słynnych Challenge, czyli Międzynarodowych Zawodów Samolotów Turystycznych. Podczas czterech edycji konkursu, Polacy wygrali aż dwukrotnie - w 1932 roku  zwycięzcą został Franciszek Żwirko, a w 1934 Jerzy Bajan.

Bogdan Kwieciński był też tym pilotem, który przejmował 18 stycznia 1920 roku lotnisko toruńskie z rąk pruskich pilotów. Symbolicznie, 10 dni wcześniej, jeden z lotników Beobachter Schule na pożegnanie przeleciał swą maszyną pod toruńskim mostem kolejowym.

Bogdan Kwieciński (z lewej) z brytyjskimi lotnikami

Drugą z polskich legend miejscowego aeroklubu był Władysław Dittmer. Szlify zdobywał w wojsku carskim, gdzie miał możliwość oblatywania wszystkich maszyn będących na stanie armii. Po powrocie do ojczyzny wstąpił do warszawskiej szkoły lotniczej. Otrzymał przydział do IV  Eskadry Wywiadowczej, a po tym, jak warszawską szkołę ewakuowano do Torunia znalazł się w składzie Toruńskiej Eskadry Wywiadowczej. Wsławił się nie tylko tym, ze był pierwszym polskim pilotem, który posadził na toruńskim lotnisku samolot  Albatros C-15.

Od tamtego czasu nad naszym miastem latały nie tylko Albatrosy, ale noszące dumnie biało - czerwoną szachownicę Breguety XIV, Ansaldo 300, Hanrioty, Potezy i SPADy. Wreszcie od 1926 roku mogliśmy szczycić się posiadaniem konstruowanych przez Polaków maszyn PZL Ł-2,  i i Lublin R-XIII. Najnowocześniejszą maszyną, jaką oblatywali  toruńscy piloci przed wybuchem II Wojny Światowej był lekki samolot bombowo - rozpoznawczy PZL-23 Karaś.

Wracając jednak do postaci Dittmera, który wspierał miejscowych kadetów, nie można powiedzieć, by od początku swej obecności w Toruniu próżnował. Po wybuchu  wojny polsko - bolszewickiej bohatersko wykonał ponad 40 lotów bojowych, często dokonując czynów niemożliwych na maszynach uszkodzonych. Podczas “cudu nad Wisłą” będąc ostrzeliwanym przez nieprzyjaciela wykonywał sumiennie obowiązki obserwatora meldując o pozycjach wroga. 15 sierpnia powrócił z frontu pod Warszawą z przestrzelonym skrzydłem.

Dittmer i inni piloci z Toruńskiej Eskadry Zwiadowczej, na samolocie widać charakterystyczne logo z okiem.

W 1924 roku szkolił eskadrę treningową. Jak donoszą materiały prasowe i zapiski, koledzy nazywali go “dziadkiem” - ze względu na staż i doświadczenie oraz coraz większą łysinę. Choć na emeryturę przeszedł w 1937 roku, nie opuścił ojczyzny, gdy wybuchła II Wojna Światowa.  Zgłosił się do wojska i brał czynny udział w kampanii wrześniowej. Podczas bohaterskich walk pod Sochaczewem został wzięty do niemieckiej niewoli. Zbiegł już w październiku 39 roku i powrócił do bliskiego sercu Torunia. Niestety radość z odzyskanej wolności nie trwała długo. Schwytany przez gestapo trafił do obozu jenieckiego utworzonego na terenie Fortu VII - tym samym wciąż pozostając blisko swego ukochanego lotniska. Uwolniony po roku musiał uciekać w obawie przed kolejnymi aresztowaniami w rodzinne strony Poręby.  Po wojnie nie zamierzał jednak zapuszczać korzeni tam, gdzie jego pradziadowie i… znów wrócił do Torunia. Członkowie Aeroklubu Pomorskiego odznaczyli go tytułem honorowego członka, a dwa lata przed śmiercią, w 1972 roku przyznano mu odznakę Zasłużonego Działacza Lotnictwa Sportowego.

Ilustracja pokazująca samolot Dittmera z charakterystycznym “okiem” obserwatorów.

Dziś Zarówno Dittmer, jak i Kwieciński znani są głównie fanom awiacji, a o znaczeniu miejscowego lotniska i zasługach szkolonych tu obserwatorów nierzadko się zapomina. Warto jednak odkurzyć te piękne karty historii naszego miasta.

Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Polub nas na Facebooku

Reklama

słonie na toruńskim lądowisku, toruń, lotnisko - komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ototorun.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Tub Tomasz Urbański z siedzibą w Toruń 87-100, Winnica 41

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"