O pokusach i prezydenturze. O tym co robić, żeby dać się lubić. Rozmawiamy z radnym Jakubaszkiem!

Rozmowy, pokusach prezydenturze robić żeby lubić Rozmawiamy radnym Jakubaszkiem! - zdjęcie, fotografia

- Jako student myślałem sobie, że to fajnie być prezydentem miasta, ale ta funkcja łączy się z ogromną odpowiedzialnością - mówi portalowi otoToruń radny PiS, Michał Jakubaszek.

Wsławił się obroną poczty w Toruniu, deklarował, że zje ponad 600 pączków, wyłączył sygnalizację świetlną w nocy i chce budować drogę własnymi rękami. Radny Jakubaszek to człowiek, o którym wciąż się mówi i to wcale nienajgorzej.  Rozmawia Tomasz Kaczyński.   

Oto Toruń: Co zrobić żeby ludzie mówili dobrze o radnym. Zwłaszcza o radnym reprezentującym PIS, a więc partię, która raczej nie słynie z poczucia humoru i dystansu do siebie. W Twoim przypadku jest tak, że nawet dziennikarze nie sprzyjający Twojej formacji politycznej, idei dobrej zmiany i tego wszystkiego co dzieje się w Polsce nie mają problemu z chwaleniem Michała Jakubaszka. Jak Ty to robisz?

Michał Jakubaszek: Nie wiem czy tak mówią o mnie mieszkańcy Torunia. To miłe słowa, ale żeby być dobrym radnymi, to należy stać po stronie mieszkańców, działać  aktywnie i skutecznie. Po to się zostaje radnym, żeby coś zmieniać w otaczającej nas rzeczywistości. A jeżeli coś zmieniać to oczywiście na lepsze. Staram się tak właśnie postępować i może to właśnie takie zaangażowanie zyskuje sympatię. Być może ludzie doceniają to, że po prostu się staram. Nie wiem, ciężko oceniać mi samego siebie. Lepiej, aby robili to inni. W Prawie i Sprawiedliwości jest więcej osób z poczuciem humoru niż mógłbyś przypuszczać, a toruńscy radni PiS to fajna i zgrana drużyna.

Potrafisz świetnie wykorzystywać nowoczesne narzędzia komunikacji, media społecznościowe takie jak Facebook. A masz konto na Twitterze?

Nie, nie mam.

Ale wykorzystujesz Face'a. Jesteś w tym na tyle skuteczny, że ludzie, dziennikarze nawet niechętni partii do której należysz, mówią akurat o Tobie i o tym co robisz raczej dobrze. Czy stoi za tym jakaś ekipa, która Tobie pomaga, profesjonaliści, z którymi planujesz swoje akcje. Rozmawiacie o tym co zrobić, żeby to było fajne i dobrze postrzegane?

Nie, absolutnie to z reguły bardzo spontaniczne wpisy, akcje z wykorzystaniem Facebook’a. Czasami coś zaplanuję, gdy mam więcej czasu, ale robię to sam. Żadnego sztabu marketingowców nie mam, nikt za mną nie stoi. Jeżeli udało się zrobić coś dobrego, ciekawego albo zabawnego, to po prostu o tym piszę. Nie ma w tym żadnej tajemnicy.

No to porozmawiajmy chwilę o języku, który ostatnio zaostrzył się w debacie publicznej i na pewno sam tego doświadczasz dyskutując o różnych sprawach z innymi użytkownikami Facebook’a. Mam wrażenie, że nie szarżujesz, nie rzucasz bombami co najwyżej wetkniesz szpilkę, ale żadnych radykalnych wpisów nie widziałem chociaż nie raz mogłeś czuć się prowokowany.     

Gdy byłem studentem wszystko widziałem w czarno-białych barwach. Od tego czasu minęło kilkanaście lat i dużo się zmieniło. Na wiele spraw patrzę z większego dystansu, lepiej rozumiem innych i bardzo pomogła mi w tym aplikacja adwokacka. Zachowania ludzi widzę z szerszej perspektywy, a nie na zasadzie, że coś jest czarne albo białe. Nie można nikogo i niczego szufladkować, a odcieni jest więcej niż tylko czerń i biel. Staram się też nie oceniać, wtedy kiedy nie muszę, to wpływa też na mój sposób komunikowania się. Spiłowałem kły i wolę wyważony język nie tylko podczas mojej pracy, ale też w roli radnego i w debacie publicznej, choćby podczas dyskusji na Facebooku, która czasami jest bardzo ostra.

I nigdy nie miałeś takiej pokusy żeby w jakiejś sprawie wystąpić, ostro, zdecydowanie i użyć słów po których zostają rany?

Oczywiście, że pokusa jest zawsze. Czasami chciałoby się ostro przyłożyć komuś, kto sam stosuje ostry język, ale zawsze zastanawiam się nad tym jaki skutek to przyniesie. Może czasami warto użyć łagodniejszych słów, form i wyrażeń, żeby osoba która sama stosuje ostry język, nie najeżyła się jeszcze bardziej, ale zrozumiała, że są ludzie którzy myślą inaczej, mają inna ocenę świata lub faktów. Dlatego staram się komunikować w wyważony sposób.

Jednak Michale jesteśmy w stanie werbalnej wojny i ta wojna przenosi się z poziomu centralnego z Warszawy, spraw ogólnopolskich na grunt lokalny do Torunia. Czy podczas pracy w Radzie Miasta nie odczuwasz tego, że ta atmosfera jest gęsta, a poziom emocji większy. Nie usłyszałeś jeszcze: ”Nie będę z Tobą gadał, bo ty jesteś z PISu”?

Nie, nie zauważam tego, a jest wręcz odwrotnie. Bardzo cieszę się, że w Toruniu niemalże wszyscy radni potrafią ze sobą normalnie rozmawiać, a są to dyskusje naprawdę na poziomie, merytoryczne. To dobrze, że radni o bardzo różnych poglądach, potrafią ze sobą na takim poziomie dyskutować. Być może niektórzy chcieliby, aby właśnie działa się wojna, aby leciały wióry i iskry, aby jedni drugich obrażali, wyzywali, składali donosy do prokuratury, aby spór i ogień polityczny był podsycany, ale takie przypadki to absolutny wyjątek od reguły. Zawsze kiedy prowadzę dyskusję, przyświeca mi jeden zasadniczy cel - jakie rozwiązanie będzie najlepsze dla Torunia i dla mieszkańców. Spieramy się i dyskutujemy elegancko i kulturalnie, choć nie wszyscy w dyskusje się włączają. Oczywiście jestem radnym koalicji, która współpracuje z Prezydentem Miasta Torunia. Współpracuję zarówno z radnymi PO, jak i radnymi Czasu Gospodarzy. Często też znajdujemy wspólny język z radnymi Czasu Mieszkańców. Wiele z tych dyskusji odbywa się nie podczas sesji Rady Miasta, ale w trakcie różnych spotkań i komisji. Spotykamy się bardzo często, więc jeśli ktoś myśli, że radny pracuje tylko podczas sesji Rady Miasta, która odbywa się średnio raz na trzy tygodnie, to jest w błędzie. Dyskusje i rozmowy z radnymi odbywają się na komisjach, podczas spotkań klubowych i koalicji. Spotkań i dyskusji z mieszkańcami jest multum i nie sposób ich zliczyć. Niemal w każdej sytuacji jest okazja do tego, aby porozmawiać. Radni odbywają dyżury, uczestniczą w uroczystościach i spotkaniach z mieszkańcami. Najczęściej jednak rozmowy i komunikowanie się nie jest sformalizowane, ponieważ prowadzę je przez telefon, Facebooka, w trakcie meczu koszykówki, czy też podczas robienia zakupów. Każdy może do mnie się zwrócić, a jak trzeba to nasze rozmowy zachowuję w dyskrecji. Niektóre sprawy wymagają dłuższego omówienia, dlatego prowadzę kalendarz, w którym sprawy radnego zakreślam niebieskim flamastrem, a średnio w tygodniu jest ich kilkanaście.

Michał Jakubaszek (z prawej) z byłym posłem PiS, Zbigniewem Girzyńskim (z lewej).

To gdzie się spotykacie, w restauracjach, klubach czy kawiarniach?

Spotykamy się w Urzędzie Miasta, w biurach, czasami oczywiście też w kawiarniach i restauracjach, na dyżurach, spotkaniach z mieszkańcami, na komisjach, imprezach lub uroczystościach miejskich.

Czyli można powiedzieć o Tobie, że jesteś facetem, który może się dogadać z każdym.

Nie ma takiej osoby, która byłaby w stanie dogadać się z każdym, ale staram się dążyć do porozumienia, nawet jeżeli ktoś ma inne zdanie.

No dobrze, czyli jesteś facetem, który z każdym może przynajmniej porozmawiać. Ale chyba inni też chętnie z Tobą pogadają, bo jesteś trochę inny niż Twoi koledzy z partii. Nie włóczysz się po szkołach z nacjonalistami, nie chcesz opowiadać dzieciakom na siłę o Żołnierzach Wyklętych, jak radny Wojtasik, nie koncentrujesz się na tym, a na sprawach, które dotyczą wszystkich bez względu na polityczne sympatie. Koledzy pytają jak Ty to robisz?

Jedna kwestia. Żołnierzy Wyklętych będę bronił jak niepodległości…

Wszystkich?     

Wszystkich, którzy zasługują na miano Żołnierzy Wyklętych, czyli Tych którzy poświęcili wszystko żeby walczyć o wolną i niepodległą Polskę. Są być może osoby ze złą kartą, ale to już jest sprawa dla historyków, nie mam tak szerokiej wiedzy, aby dokonywać historycznej oceny. W absolutnie zdecydowanej większości przypadków są to osoby o nieposzlakowanej opinii. Choćby tak wybitne jak Honorowa Obywatelka Miasta Torunia gen. Elżbieta Zawacka, która działała przecież w antykomunistycznym podziemiu.

Czy jestem innym radnym niż moi koledzy? Oczywiście! Każdy z nas jest inny. Ja na przykład szybko się opalam, stąd wystawiony jestem na żarty kolegów, którzy mówią czasami, że chodzę do solarium, co nie ma miejsca. Kolega radny Karol Wojtasik jest osobą ideową, niezwykle pracowitą i zaangażowaną w to co robi. Nigdy nie widziałem, aby „włóczył się z nacjonalistami”. Jego pasją jest historia Żołnierzy Wyklętych, którą propaguje i rozpowszechnia tak, jak potrafi najlepiej.

Odnosząc się do moich sposobów na komunikowanie z mieszkańcami, to oczywiście są koledzy radni czy politycy, którzy pytają: „Michał jak Ty to wymyśliłeś?” Ja się tylko uśmiecham i mówię, że to spontaniczne działanie, a nie zaplanowana, długofalowa strategia marketingowa. Spontaniczna była też akcja z pączkami. Napisałem na Facebooku, że zjem tyle pączków ile będzie lajków pod zdjęciem. Rano obudziłem się i jak zobaczyłem, że liczba lajków przekroczyła 200, to zacząłem wpadać w panikę. Przez wiele lat byłem harcerzem i to właśnie harcerstwo nauczyło mnie radzenia sobie z różnymi sprawami w sposób niekonwencjonalny i kreatywny. W czasach studenckich działałem też w Lidze Republikańskiej i byłem happenerem. Te doświadczenia procentują.

Czyli pytają Cię, odnoszą się z podziwem?

Pytają, ale nie wiem czy z podziwem (śmiech), nie zawsze, bo są różne opinie.

Ale w większości ludziom to się podoba, jesteś radnym, happenerem potrafisz zwrócić na siebie uwagę.

Faktem jest, że koledzy i inni lokalni politycy podchodzą czasami i mówią „Michał, to przecież książkowy przykład marketingu politycznego. Jak na to wpadłeś?”  Akurat akcja z pączkami to był totalny spontan (śmiech). Nie studiowałem politologii, ani marketingu, tylko prawo.

I wyszło znakomicie, chciało się o tym mówić i pisać ale wcześniej wyłączyłeś sygnalizację świetlną w nocy i to już wymagało przygotowania…

…No ale przepraszam. To irytowało moich znajomych, mnie irytowało.

Mnie również…

I wiele osób które stało w nocy na pustym skrzyżowaniu, jak wazony cmentarzu, czekając w nieskończoność, aż zmieni się światło na zielone. Oznaczało to, że coś działa niewłaściwie i że trzeba to zmienić. Dlatego się za to zabrałem, co w tym przypadku wymagało rzeczywiście przygotowania, zasięgnięcia opinii wielu osób, po to, aby nie zostać zbytym przez urzędników, którzy często są nieprzychylni zmianom.

I znowu  było o Tobie głośno i chętnie o tym mówiono i pisano. Sukces. A kilka dni temu ogłosiłeś, że będziesz budował drogę. Dlaczego?

Powiem tak. Jest mi czasami trochę głupio, gdy przychodzą do mnie mieszkańcy i dziękują mi że coś wybudowałem. Otóż daję słowo, że w Toruniu do tej pory nie wysypałem ani jednej taczki piasku, nie położyłem żadnej kostki brukowej, nie wylałem ani jednego wiadra betonu. No to sobie pomyślałem - a co by się stało, jeśli poświęciłbym choćby jeden dzień na to, żeby popracować na ul. Łódzkiej, na którą udało się znaleźć środki finansowe z budżetu państwa? Takie doświadczenie dla gryzipiórka, który całe dnie siedzi za biurkiem może być ciekawym doświadczeniem.

Ale do tych pieniędzy na Łódzką przyznaje się wielu polityków PIS. Każdy o tym mówi w taki sposób jakby miały powstać co najmniej cztery drogi. To kto tak naprawdę załatwił te pieniądze? Kto miał dostęp do ucha prezesa?

To mit, że o takich sprawach decyduje Prezes (śmiech). A co do działań na rzecz ul. Łódzkiej, to warto powiedzieć, że Prawo i Sprawiedliwość tworzy kilkadziesiąt tysięcy osób. W Toruniu wielu z nas angażuje się i stara się zrobić coś dobrego, stąd też szereg osób słało wnioski, zapytania, apele. Efekt końcowy tych działań jest zadowalający. Pieniądze na remont ul. Łódzkiej są i można rozpocząć budowę drogi, która poprawi komfort i płynność jazdy, ale także nasze bezpieczeństwo. Działamy jak drużyna, która strzela do tej samej bramki, niektórzy informację o wygranej podają wcześniej, niektórzy później, ale najważniejszy jest wynik.

Teraz zaangażowałeś się w obronę poczty całodobowej w Toruniu. Tu byłeś najszybszy. Jeszcze przed siódmą w poniedziałek stawiłeś się u regionalnego dyrektora poczty i poinformowałeś o tym na Facebook’u. Znowu wszyscy o Tobie pisali. I  już wiadomo, że się udało. Poczta wycofuje się ze swojej wcześniejszej decyzji.  Pewnie też dzięki Twojej interwencji i to nie pierwszy raz, bo broniłeś całodobowej poczty także w 2012 roku. Wyrosłeś na głównego obrońcę tej placówki w Toruniu.    

Przyznam, że zdenerwowałem się kiedy w niedzielę około 21.00 napisał do mnie jeden z toruńskich dziennikarzy, prosząc o komentarz w tej sprawie. 5 lat temu broniliśmy tej placówki przed ograniczeniem czasu pracy, ponieważ jej rola jest nie do ocenienia. Tego samego dnia wyszukałem na Facebooku Dyrektora Regionalnego Poczty Polskiej w Bydgoszczy. Poprosiłem o numer telefonu, zadzwoniłem i zapytałem się, o której rozpoczyna pracę. O 6.00 byłem w Bydgoszczy i spotkałem się, przekonując do zasadności utrzymania całodobowej poczty w Toruniu. Dyrektor przedstawił analizy finansowe, które z ekonomicznego rachunku mówiły, że nie opłaca się utrzymywać tej placówki w trybie całodobowym. Przedstawiłem swoje argumenty. Czasami wysłanie listu poleconego w terminie to dosłownie sprawa życia lub śmierci. Wielu moich kolegów adwokatów i radców prawnych, ale także przedsiębiorców i mieszkańców dowiaduje się o tym, że termin do wysłania przesyłki, upływa tego samego dnia, bo ktoś zapomniał przekazać, przeoczył lub nie dopatrzył daty. Wówczas, szczególnie w sprawach sądowych, uchybienie terminu może powodować nieodwracalne skutki, których nie da się przywrócić, ani też przeliczyć na żadne pieniądze. Chciałem zauważyć, że w tych działaniach wspierali mnie właśnie radni i politycy PiS. Całodobowa placówka poczty w Toruniu nie służy tylko mieszkańcom naszego miasta. W nagłych przypadkach dojeżdżają do nas osoby z Brodnicy, Golubia-Dobrzynia, Rypina, Wąbrzeźna, Grudziądza, a nawet z Górzna, pokonując 100 km. 

Sporo mówi się ostatnio o wyborach samorządowych. Niezależnie od tego, jak będą wyglądały wybory, to spekuluje się o tym, kto mógłby być prezydentem Torunia po Michale Zaleskim. Wśród krótkiej listy nazwisk kandydatów pojawiło się także Twoje. Chcesz być prezydentem Torunia? Myślałeś o tym zupełnie poważnie?

Tak zupełnie poważnie o tym nie myślałem. Niepoważnie owszem, kiedyś jeszcze jako student myślałem sobie, że to fajnie być prezydentem miasta, ale ta funkcja łączy się i z ogromną odpowiedzialnością i ogromna ilością czasu jaki trzeba poświęcić dla dobrego wypełniania tej funkcji. Spekulacje na temat tego, kto mógłby zastąpić Michała Zaleskiego na funkcji Prezydenta Torunia przypominają nieco wróżenie z fusów. Mam fantastyczną pracę, którą wykonuję z pasją. Jestem adwokatem i ten zawód przynosi naprawdę wiele satysfakcji. Do tego jestem oczywiście radnym. Nie jestem centrem jak prezydent, ale takim „skrzydłowym w drużynie koszykarzy” i ta rola mi odpowiada. Jeśli ktoś interesuje się koszykówką, to wie dobrze, że skrzydłowy potrafi czasami zdobyć więcej punktów, niż sam center. Pozycja skrzydłowego odpowiada mi w 100%.

Czyli nie myślałeś o tym, ale gdyby się taka okazja pojawiła…

Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym

To dlaczego takie głosy się pojawiły? Dlaczego pojawiasz się wśród kandydatów. Może komuś powiedziałeś, że chcesz.

Nie mam pojęcia. Może komuś gdzieś kiedyś coś takiego powiedziałem przed laty, ale dzisiaj mam naprawdę fajną pracę, niczego mi nie brakuje, jestem szczęśliwym człowiekiem. Po co to zmieniać? Mało tego, o tym czy ktoś zostanie samym kandydatem na Prezydenta decyduje drużyna i zespół, który buduje się latami. 

A coś byś zrobił lepiej niż Prezydent Zaleski? Masz jakieś zastrzeżenia do tego co robi dla miasta?

Uważam, że Prezydent Zaleski jest dobrym prezydentem, a jeśli mam jakieś uwagi i zastrzeżenia to jako radny koalicji kieruję je najpierw do prezydenta, a nie opowiadam o tym publicznie. Oczywiście są też sprawy pilne, które nie mogą czekać i w tym przypadku działam szybko bez zbędnych formalności.

Proszę i jeszcze lojalny. 

Działamy w grupie. Jesteśmy w koalicji, więc jeśli jest problem do rozwiązania, rozwiązujemy go wspólnie w koalicji. Dopiero jak to nie zadziała, wtedy można próbować innych sposobów.

Czyli jak pojawi się taki problem opowiesz o tym?

Zobaczymy (śmiech).

fot. prywatne zbiory Michała Jakubaszka.

Reklama

O pokusach i prezydenturze. O tym co robić, żeby dać się lubić. Rozmawiamy z radnym Jakubaszkiem! komentarze opinie

  • Gośćab - niezalogowany 2018-12-06 18:09:31

    Kłamca

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ototorun.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Tub Tomasz Urbański z siedzibą w Toruń 87-100, Winnica 41

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"