4°C całkowite zachmurzenie

Łukasz Wiśniewski o funkcji kapitana, nowym sezonie i najbliższych

Łukasz Wiśniewski to kapitan Polskiego Cukru Toruń, wicemistrzów Polski z sezonu 2016/2017. Nasza drużyna już rozpoczęła przygotowania do nowych rozgrywek. Na kilka tygodni przed pierwszym meczem rozmawiamy w siłowni Champion z Łukaszem między innymi o jego funkcji, nowym sezonie i swoich najbliższych.

Oto Toruń: Będziesz kapitanem w tym sezonie?

Łukasz Wiśniewski: Byłem kapitanem w zeszłym sezonie. Przyszedł nowy trener. Jaka będzie jego decyzja? O to już musicie spytać trenera Mihevca. Ale już coś ostatnio wspominał w mediach, dlatego chyba wychodzi na to, że będę kapitanem.

Na czym polega ta rola? Jakie rzeczywiste obowiązki ciążą na kapitanie drużyny?

Nie ma wielkich obowiązków. Jeżeli drużyna chce coś od trenera, to na pierwszy ogień idzie kapitan. Jestem negocjatorem. To jest dobre określenie. Miałem dwa podejścia w tym roku, ale skończyły się fiaskiem. Zobaczymy, jak będzie dalej.

Po pierwsze kapitan. Po drugie jesteś torunianinem. Ciąży na Tobie presja. W końcówce sezonu 2016/2017 wszyscy widzieliśmy, że była ogromna.

To nie miało żadnego związku na moją postawę. Funkcja kapitana nie miała na to wpływu.

Ponadto rałem w wielu klubach i zawsze jeśli chciałem coś powiedzieć, nigdy się nie wyręczałem kapitanem i załatwiałem sam sprawę.

Ten miniony sezon to najbardziej zwariowany rok w Twojej karierze? 

Jeżeli miałbym oceniać w ten sposób, to miałem bardziej szalony sezon. W Koszalinie wystartowaliśmy bardzo dobrze, a potem graliśmy fatalnie przez kilka miesięcy. Wtedy był podział na górną i dolną szóstkę. Nie załapaliśmy się do tej górnej i biliśmy się o miejsca 7-8, które gwarantowały Play-Off. Tak naprawdę w tej słabszej grupie graliśmy słabo, ale jakoś się udało dostać na premiowane lokaty. Potem zdobyliśmy brązowy medal. Przez cały sezon nawet nikt nie pomyślał, że będziemy w Play-Off. Coś odpaliło w końcówce. Wygraliśmy nawet pierwsze spotkanie na wyjeździe we Włocławku. Wszyscy wiedzą, jak się gra w tamtej hali. Dlatego myślę, że najbardziej zwariowany sezon był w Koszalinie.

A co z tym ostatnim sezonem...

Na pewno będę go wspominał. Przyszedłem do Torunia i chciałem zdobyć medal. To było moje marzenie. Zakładaliśmy sobie z prezesem, że miejsce na podium to plan na najbliższe lata. Stało się tak, że już w drugim roku gry zdobyłem wicemistrzostwo Polski.

Przedwcześnie spełniłeś swoje marzenia!

Marzenia są po to, żeby je spełniać!

Właśnie nawet prezes mówił, że medal przyszedł za wcześnie. Oznacza to, że zawiesiliście sobie wysoko poprzeczkę. 

Kilka medali zdobyłem i to z różnymi klubami. Dlatego wiem, że wywalczyć medal to jedno, ale obronić swoją pozycję jest dwa razy trudniej. 

Ten sezon może być bardziej szalony niż poprzedni.

Zgadza się. Teraz nie wiemy, jak to będzie wyglądać. Na razie gramy sparingi w niepełnym składzie. Mamy jakąś kartkę papieru, ale możemy ją wyrzucić do kosza, bo ona nic nie jest warta. 

Nie ma nie tylko zawodników, ale także trenera od przygotowania fizycznego, Dominika Narojczyka.

Tak. Do tego trzech kadrowiczów i czekamy na rozgrywającego. Ten zespół jest w budowie. Fajnie, że pozostał trzon zespołu. To napawa mnie optymizmem. Będzie nam łatwiej funkcjonować w nowej rzeczywistości. Zupełnie inna sytuacja byłaby, jakby przyjechało 10 zupełnie nowych zawodników. Ja, Krzysiek Sulima, Aleks Perka, Tomek Śnieg, czy Bartek Diduszko nie będziemy startować od zera.

Nie będziemy pytać - czy nowy trener jest lepszy. To bezsensu. Dlatego, czy zmiana trenera spowoduje, że będziecie trudniejsi do rozszyfrowania?

Z pewnością tak. Trener Mihevc jest nową postacią i przyniesie nowe spojrzenie na koszykówkę, którego nie było. Jest przedstawicielem bałkańskiej szkoły. Możemy spodziewać się, jakich rzeczy będzie egzekwował. Już pierwsze dwa tygodnie pokazały, że ćwiczymy ciekawe rzeczy, których od lat nie robiłem. 

Coś innego.

Tak. To będzie coś nowego dla wszystkich drużyn w Polskiej Lidze Koszykówki.

A jak Wasze relacje mogą wpłynąć na postawę drużyny? Jaki to jest procent?

Jeżeli profesjonalnie podchodzimy do swoich obowiązków, to czy ja będę kogoś lubił nie powinno mieć znaczenia. Robota ma być zrobiona.

Zdarzają się oznaki nieprofesjonalizmu?

Tak.

No właśnie. Czasami kiedy drużynie nie idzie, to mówi się, że są napięcia w zespole. To gdzieś się przenosi na boisko.

Tu jest dużo czynników. To nie ma istotnego wpływu.

Taki gość jak Kyle Weaver wpłynął na drużynę pozytywnie. Inni zawodnicy prezentowali się przy nim lepiej?

Pewnie, że wszyscy korzystaliśmy. Kyle miał niewiarygodny talent koszykarski. Można było mu zarzucić, że był flegmatyczny i wyglądał na zniechęconego. Ale on dostał talent od Boga i pokazał to nie raz. Pewnie nie robił tego przez całe rozgrywki. Każdy chciał, żeby grał fantastycznie cały sezon. To był nietuzinkowy gracz. Wszyscy na tym korzystaliśmy. Facet miał doświadczenie z NBA.

Uczycie się od siebie?

Oczywiście, że tak. Każdy stara się być specjalistą w swoim fachu i ma jakieś umiejętności, które wykonuje bardzo dobrze. Dlatego korzystamy z siebie wzajemnie. To nie jest żaden wstyd, że podpatrujemy innego zawodnika.

A jak Ci nowi zawodnicy wkomponowują się w zespół. Wiadomo, że nie przechodzą fali. Dostosowują się do Waszego stylu gry?

Jeżeli byłby trener Winnicki i trzon, to nowi musieliby się dostosować. Teraz jest nieco inaczej. Dobrze, że zostało tylu zawodników, bo będzie łatwiej załapać zasady i taktykę.

Polski Cukier będzie polski. To będzie nasz atut?

Myślę, że trener będzie bardzo zadowolony. Nie będzie musiał myśleć o Polaku, który musi być na boisku. Wielu trenerów ma z tym problem. To jest na pewno dobra wiadomość dla trenera. Klub pozyskał reprezentantów Polski. To świadczy dobrze o klubie, skoro reprezentanci chcą przychodzić do Torunia. 

Kibice będą wymagali zwycięstw i to może wpłynąć na Was motywująco.

Oczywiście, że tak. Pierwsze mecze pokażą przede wszystkim, czy sukces przełożył się na frekwencję, na zainteresowanie w szkołach oraz w klubach sportowych. 

Widziałem fajną sytuację. Mieszkam w gminie Lubicz. Często mijam takie boisko do koszykówki, które jest przy sklepie. Tam nigdy nikt nie gra. Jechałem z żoną samochodem w trakcie Play-Off i obserwowałem z satysfakcją, że dzieciaki grały w kosza! To było fajne i przyjemne uczucie. Pomyślałem sobie, że jakiś rozdźwięk jest. 

Ludzie zaczęli walczyć nie tylko o bilety na żużel, ale także na kosza. To można odczuć. Zrobiła się wokół Was pozytywna atmosfera.

Niektórzy z zawodników zdobyli pierwszy medal i nie wiedzą, jak to teraz będzie. Chłopacy zostaną postawieni przed nową sytuacją.

Powiedz jeszcze, jak można utrzymać dobrą formę sportową? Jakie masz na to sposoby i co ma największy wpływ na Twoją indywidualną formę?

Odpowiednio dobrane jednostki treningowe. Jeśli przeciągnę na jednej za bardzo, to później ciężko mi się pozbierać. Kilka razy przejechałem się na tym, że czuję się dobrze i chcę trenować, ale potem odbija mi się to czkawką. Mój organizm nie regeneruje się już tak, jak organizm 25-letniego zawodnika. Musiałem przestawić trochę myślenie. Zawsze chciałem pracować, a nie się obijać, ale muszę myśleć o odpoczynku. To musi się zbilansować. Poznałem swój organizm i wiem, że nie przyjdę na masaż do naszego fizjoterapeuty, Dominika Narojczyka to za chwilę będą mnie bolały plecy i nie wstanę rano z łóżka. 

A jest coś czego się obawiasz?

Nie. Po pierwsze nie wybiegam daleko w przyszłość. Czekam na drugą połowę września. Wtedy będziemy w odpowiednim składzie. Jestem ciekawy, jak się zaprezentujemy i jaki pomysł będzie miał trener na ten zespół. Teraz mniej więcej wiem, czego ode mnie oczekuje szkoleniowiec. Jednak nie wiemy o innych zawodnikach. To mnie zastanawia. Czy się czegoś boję? Nie. Koszykówka to moja pasja i mam szczęście, że to moja praca. Czego tu się bać?

Na koniec zapytamy o rodzinę. Masz żonę i dzieci. Oni przychodzą na mecze. Dają Ci wsparcie?

Bardzo lubię, kiedy na spotkania przychodzi rodzina. Jednak czuję też wsparcie znajomych. Widzę, że odkąd wróciłem do Torunia to przychodzą na mecze, mimo, że średnio się interesują. To jest fajne uczucie. 

Moja córka jest jeszcze mała, ale kiedy w telewizji widzi koszykówkę, to klaszcze i widzę, że powoli łapie o co chodzi. Mój syn od samego początku jest z koszykówką. Kilka medali ze mną zdobył. To jest jego druga natura. To jest fajne. Oczywiście do niczego go nie zmuszam. Myślę, że to wyszło tak naturalnie. W domu rozmawiamy o koszykówce i pewnie to jakiś naturalny proces. Kiedy są na spotkaniu, to dostaje pozytywnego powera. Cieszę się ich obecnością.

Rozmawiali Filip Sobczak i Tomasz Kaczyński.

Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Polub nas na Facebooku

Łukasz Wiśniewski o funkcji kapitana, nowym sezonie i najbliższych komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ototorun.pl