-2°C bezchmurnie

Jarosław Jaworski: Promocja kultury to wołanie do ludzi ze skrzyni zakopanej trzy metry pod ziemią

Był przy narodzinach wielu ważnych wydarzeń kulturalnych. Angażował się w projekty radiowe, telewizyjne i plenerowe. Robił to z pasją i nierzadko nie zwracał uwagi na konwenanse. W Toruniu zaczynał, ale też w pewnym momencie zniknął. Dziś pracuje w Bydgoszczy, żyje w Toruniu i od niedawna prowadzi klub Zasadniczo Dyskusyjny... znowu w Toruniu. Jarosław Jaworski specjalista od promocji wydarzeń kulturalnych dziś nie ma złudzeń - promocja kultury to wołanie do ludzi ze skrzyni zakopanej trzy metry pod ziemią. Ale warto to robić.

Oto Toruń: Dlaczego uciekłeś z Torunia? Dziś pracujesz dla Bydgoszczy i tamtejszego Centrum Kultury.

Jarosław Jaworski: To fatalnie brzmi – „pracujesz dla Bydgoszczy”. Przedstawiasz to trochę tak, jakbym pracował dla wywiadu sowieckiego w latach dwudziestych. A to przecież miasto takie samo jak Toruń. Czasami są tam momenty przyjemniejsze, czasami nie. Pracuję ze świetnymi ludźmi, robię to, co lubię. Promuję kulturę i nikt mi nie stawia żadnych ograniczeń.

Toruń? Tak się ułożyło. 1 stycznia 2011 zniknąłem z Torunia zawodowo i do tej pory nie wróciłem. Tak czasami się w moim życiu układa.

Jednak pewnie wolałbyś angażować się w życie kulturalne naszego miasta.

Dla mnie życie kulturalne istnieje ponad kwestiami geograficznymi. Liczą się poszczególni ludzie i ich działania. Angażuję się w Toruniu na własnych zasadach, czyli robię własne rzeczy i na dziś mi to wystarczy.

Nie masz wrażenia, że zabrakło dla Ciebie miejsca? Takiego miejsca, w którym mógłbyś się spełniać.

Nie mam zamiaru rzucać nazwiskami i instytucjami. Nie będę też się zastanawiać, czy jest dla mnie miejsce? Wszyscy zainteresowani wiedzą, co robię i jestem absolutnie pewien, że robię to dobrze. Nie ma zapotrzebowania na moją pracę? Trudno. Katowice też mnie jeszcze nie zaprosiły do współpracy. Tak po prostu jest.

Chciałbyś wyjechać do Katowic?

Jeżeli będzie w tym mieście fajne wydarzenie i będzie otwarte na propozycje, to dlaczego nie? Nie ma żadnego problemu.

Dobrze. Utnijmy ten wątek. Trudno się promuje kulturę we współczesnym świecie?

Promocja kultury w Polsce to jest coś takiego jak wołanie do ludzi ze skrzyni zakopanej trzy metry pod ziemią. Mniej więcej takie jest właśnie zainteresowanie kulturą i promocją kultury. Mówiąc mniej parlamentarnie, większość ludzi w Polsce ma kulturę głęboko gdzieś, a może nawet trochę głębiej. 

Dlaczego tak jest? Bo w szkołach nie jesteśmy uczeni o sztuce i kulturze. Zajęcia z plastyki i muzyki to godziny, gdzie wszyscy gadają i odrabiają lekcje. W przestrzeni wokół nas króluje totalny syf i burdel audiowizualny, którego „świątyniami” są np. nieszczęsne Krupówki w Zakopanem czy Mielno nad morzem. To wgryza się w mózgi i staje naszym poczuciem estetyki.

W efekcie Polacy „boją się” miejsc zaprojektowanych designersko, „zbyt ładnie”, a do tego przetwarzają swoją rzeczywistość dookoła tak, żeby była brzydka i nazywają ją wtedy „swojską”. Kiedy coś jest odpowiednio brzydkie, nic się nie klei ze sobą, wszędzie są szyldy i Małysze z czekolady, wtedy dopiero Polak czuje się dobrze. Ale to nie jest wina tego „Polaka”, tylko tych, którzy odpowiadają za ogromne zaniedbania w procesie edukacji. Tych którzy sprawili, że piękno nie jest nam potrzebne do życia. 

Piękno jest zjawiskiem uniwersalnym. Mówi się, że o gustach się nie dyskutuję…

… ale oczywiście, że się dyskutuje! Jeśli ktoś słucha Zenka Martyniuka, to mogę mu powiedzieć z pełna odpowiedzialnością, że Zenek Martyniuk jest czymś koszmarnym i niedopuszczalnym w kontekście kultury. To nie jest coś szlachetnego jak prawdziwa muzyka ludowa, etniczna. To są takie popłuczyny po najgorszych pozostałościach komunizmu. 

Ówczesna „ludowość” była sztuczna i na pokaz i to wszystko było z plastiku. Powstał pseudo-ludowy potworek i z niego, przy braku wykształconego poczucia estetyki, wyrosło Disco Polo, które jest straszne. To jest „opera PGR-ów”.

Na moim profilu na Facebook’u widnieje moje motto: „Nawet próżnia nie jest tak pusta jak Disco Polo”. Dlatego trzeba dyskutować o gustach.

Jednocześnie jesteś fanem Modern Talking.

Jestem i się tego nie wstydzę. 

Ale jak to współgra? Przecież to też Disco Polo, ale z Niemiec.

W żadnym wypadku! Disco Polo to totalne bezguście. Natomiast Modern Talking był ważnym momentem dla światowej muzyki dyskotekowej w latach 80. Zadajmy sobie pytanie, dlaczego jakoś świat nie gra disco-polo, a Modern Talking był grany od USA po Indie? Bo „PGR-sounds” to popelina, a MT był uczciwie zagranym europopem. 

Wydaje mi się, że ważniejsza dla muzyki była działalność Depeche Mode.

Słucham też Depeche Mode i Sex Pistols. Modern to taka moja mała „zajawka”.

Dla innych może ten Zenek Martyniuk jest taką zajawką?

Bardzo możliwe, ale uważam, że Zenek jest czymś szkodliwym, natomiast Modern Talking? Ci dwaj faceci wyglądali koszmarnie i grali disco. Nie mam problemu z tym, że ktoś mnie za to skrytykuje, ale tym się różnię od „proroków disco-polo”, że nikogo nie przekonuję, że to była dobra muzyka. No i nie namawiam do robienia telewizji i radia z Modernami. Natomiast disco – polo jestem atakowany wbrew mej woli zewsząd. Naprawdę żaden argument nie przekona mnie do Martyniuka.

Czyli uważasz, że promocja takiej muzyki w TVP telewizji i radiu to zbrodnia?

Uważam, że to rzecz szkodliwa dla poczucia estetyki tego narodu.

Może to wynika z Twojej frustracji. Kultura to złożone zjawisko. To nigdy nie idzie jednym kanałem. Kultura to także słynna świątynia ojca Rydzyka, którą Ty jako pierwszy nazwałeś wyciskarką do cytryn. Wiesz, że ta nazwa się przyjęła?

Tak, wiem. Musimy jednak rozróżniać budynek z betonu i cegieł od jego funkcji religijno-duchowej. Krytykuję architektoniczny kształt budynku wybudowanego przez ojca Rydzyka, ale to nie znaczy, że krytykuję religię lub samego ojca Rydzyka.

A nie krytykujesz?

Nie. Nie jestem wielkim fanem ojca Rydzyka, ale to nie ma nic do rzeczy. Jakiś wielki obiekt został postawiony w mojej - także - przestrzeni życiowej i mam prawo go skrytykować.

Nie wiem, czy on tak samo rozumie „przestrzeń wspólną”. Ostatnio tam byłem i do niektórych miejsc nie można wejść. 

Jeszcze nie zdobyłem się na to, aby tam pojechać. Mam masę argumentów, że to po prostu zła architektura, ale nie będę w tym miejscu ich przytaczał, bo po prostu nie mamy na to teraz czasu. 

Dobrze. Istnieją takie nurty w kulturze, które wskazują, że dzieje się coś ciekawego?

Kultura jest odzwierciedleniem tego jacy jesteśmy, ale jednocześnie zapowiada rzeczy, do których świat dopiero dojdzie. Większość artystów to ludzie obdarzeni sporym intelektem i darem przewidywania rzeczywistości. Mamy bardzo fajne, funkcjonujące w tej chwili nowe nurty artystyczne. One duże mówią o współczesnym świecie. To VR, Augmented Reality, zabawy ze sztuczną inteligencją.

Myślę, że to już nie jest muzyka hip-hop, bo ona doszła do pewnej ściany. Natomiast wiem, że są nurty w muzyce elektronicznej, które zapowiadają wielkie zmiany. Kilka miesięcy temu została wydana pierwsza płyta w całości stworzona przez sztuczną inteligencję! Człowiek nie skomponował tam ani nutki. 

To jest jeszcze sztuka?

To jest pytanie - co to jest? Ale na dziś nie widzę powodu by zabraniać nazywania tego sztuką.

Zostawmy to. Stworzyłeś Klub Zasadniczo Dyskusyjny w Toruniu. Skupiasz się na konkretach i rozmawiasz o nich. To jest fajne. To jest etap w Twoim rozwoju czy przypadek?

Klub „stworzyliśmy”. Jest wspólnym dziełem Mateusza Łapińskiego i moim. A mój rozwój? Pewnie wszystkich, którzy to czytają mało obchodzi, jaki był mój rozwój osobisty, toteż nie chcę zawracać tym głowy. Upraszczając - najwyższy czas na to, żeby zacząć rozmawiać o sensie życia. Jeżeli ludzie nie zaczną w końcu zadawać pytań o siebie, świat, idee, cele życiowe, to skończymy bardzo źle, jako gromada totalnie inwigilowanych i całkowicie podległych wielkim koncernom oraz rządom bezwolnych stworzeń.

Mamy szansę odpowiedzieć na te pytania?

Tak to ładnie ujmę: każdy kto myśli staje się niebezpieczny dla systemu.

Stałeś się antysystemowcem?

Nie. To jest taka mała, prywatna anarchia. System jest i funkcjonuje. 

Dlatego najważniejsze jest dziś, żeby ludzie, którzy chodzą po zakupy i myją swój samochód, zaczęli myśleć i zadawać pytania, np. skąd jest to co kupują i skąd bierze się woda do umycia auta? 

Uważam, że zadawanie pytań jest ważniejsze od odpowiedzi. Jeśli pytamy, to wątpimy. Jeśli przestajemy wątpić, to stajemy się całkowicie zadowoleni, a jeżeli jesteśmy całkowicie zadowoleni, to prawdopodobnie już nie żyjemy, bo wtedy zadowolenie jest pełne. Tak to widzę. Należy pytać zwłaszcza o istotę człowieka.

Przejdźmy do festiwalu Sky Way. To tandeta, czy kultura popularna?

To jest źle postawione pytanie. Gazeta musiała tak sformułować swoją tezę i pytanie, bo chce mieć kontrowersyjny artykuł i chce, żeby ludzie brali udział w dyskusji. Żeby „się klikało”.

Brałem udział przy organizacji pierwszego Skyway’a. W założeniu miał być festiwalem artystycznych interwencji świetlnych w strukturze miasta. Miał ograniczać się do działań za pomocą narzędzi sztuki współczesnej, która z wykorzystaniem światła miała zmieniać fragmenty miasta. 

To jest fajne założenie, ale to nie przyciąga ludzi, m.in. z powodów braku edukacji artystycznej. W tej chwili Skyway to wydarzenie, które po prostu bawi się światłem. Jeżeli od tego wydarzenia wymaga się, aby ono proponowało rozwiązania z zakresu sztuki współczesnej, to zły kierunek myślenia. 

Bardzo się cieszę, że tyle ludzi przyjeżdża do Torunia z powodu tego festiwalu. Ja mogę nie chodzić na Skyway, bo nie mam w tej chwili takich potrzeb. Jednak to jest niezła kultura popularna, na swój sposób niemal szlachetna, bo wnosi pewną odmianę w postrzeganiu własnego miasta. No i oczywiście Skyway przynosi też ludziom w Toruniu wielki zastrzyk pieniędzy. I tak trzeba robić! 

Byłeś na początku Skyway, potem Tofifest ale byłeś też przy narodzinach Camerimage. Byłeś w wielu miejscach i przy różnych wydarzeniach, które rosły stawały się ważne, ale Ty już przy nich nie byłeś. Czemu zwykle jesteś przy narodzinach wielu tak ważnych przedsięwzięć a potem po prostu znikasz? 

Wiele moich projektów życiowych po prostu się zakończyło. Jedni zmieniają firmę, samochód czy telewizor, a ja zmieniam projekty, w których uczestniczę na nowe. Na przykład z Tobą prowadziliśmy przecież kiedyś dwa wspaniałe magazyny radiowe „Radio AAA!” i „Magazyn DUM-DUM”. Ale się skończyły i poszedłem dalej – do „Magazynu Satyrycznego M3”. Jego czas też minął i dzisiaj robię na przykład Klub Zasadniczo Dyskusyjny i projekt Mocna Kultura. A poza tym dosyć szybko się nudzę i wciąż szukam nowych inspiracji.

A imprezy, o których mówisz - to dramatycznie proste. W instytucji organizującej Skyway już nie pracuję, z Camerimage współpracowałem po 1992 roku jeszcze kilka razy, ale od czasu powstania Tofifest zajmuję się tylko tym, toruńskim festiwalem, bo jest najbliższy memu sercu. Ostatnio zmieniłem tylko sposób zaangażowania w Tofi i nie prowadzę już biura prasowego. Interesują mnie działania programowe obracające się wokół pewnej osi intelektualnej, wokół mojej sfery pytań. 

Ta sfera obejmuje to, co dzisiaj interesuje mnie w życiu - chcę pokazywać innym to, co rodzi we mnie pytania i próbować razem z nimi szukać na nie odpowiedzi. Nie zawsze się udaje, ale jak już powiedziałem – najważniejsze jest by w ogóle zadawać pytania. Dopóki pytam, wciąż żyję.

W restauracji hotelu Filmar rozmawiał Tomasz Kaczyński.

Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Polub nas na Facebooku


Jarosław Jaworski: Promocja kultury to wołanie do ludzi ze skrzyni zakopanej trzy metry pod ziemią komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ototorun.pl