-2°C bezchmurnie

Jacek Czarnecki: Ludziom zależy na najprostszych sprawach

Chełmża, Jacek Czarnecki Ludziom zależy najprostszych sprawach - zdjęcie, fotografia

- Nie chcę przekupywać ludzi. Kiedyś długopisy rozdawałem, ale to raczej, żeby przypomnieć ludziom, jak się nazywam, bo wszyscy mówią "wójt", a zapominają, że się nazywam Jacek Czarnecki - mówi wójt gminy Chełmża Jacek Czarnecki, którego niedawno odwiedziliśmy w jego biurze. Zapraszamy do lektury.

Oto Toruń: Co Pan uważa za swój osobisty największy sukces w minionym roku?

Jacek Czarnecki: Wie Pan, ja reprezentuję gminę, jestem wójtem, więc może do słowa "osobisty" nie odniosę się za mocno. Jeżeli finiszujemy to z budżetem, który jest tak naprawdę dokumentem podstawowym w naszej działalności. Budżet to plan, pomysł na rozwój gminy, spełnienie oczekiwań mieszkańców. Jeżeli wsłuchujemy się w oczekiwania mieszkańców, to wtedy, gdy się kończy rok, mierzymy to taką miarą: czy jest zrealizowany, czy nie jest zrealizowany. Na koniec roku wszyscy pewnie robią jakieś podsumowania, plebiscyty, więc ja też oceniam. Sądzę, że ten budżet udało mi się w dziewięćdziesięciu ośmiu procentach zrealizować. To jest taka miara prawie ekonomiczna, ale bardzo ważna, bo ja za ten budżet odpowiadam. Dlatego liczę, że to jest wymierne, że kolejny budżet udało się zrealizować. Budżet to są pomysły i oczekiwania mieszkańców. I to nie jest tak, że oczekiwania się kończą. Zawsze są oczekiwania. Myślałem, że się uporamy z dawnymi oczekiwaniami i zaległościami, bo tak naprawdę odrabiamy zaległości z lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. To my jako samorząd odrabiamy zaległości, żeby ludzie w błocie nie chodzili, mieli wodę i wiele innych podstawowych rzeczy, które już dawno powinny być zrobione. Gdzie indziej, w innych krajach nie mówi się o takich nudnych rzeczach jak ja teraz, bo to są nudne rzeczy.

Fajnie, że Pan to mówi.

Ludzie mówią, że co my gadamy o drogach, jak drogi już dawno powinny być zrobione. I ludzie mają rację. Drogi powinny być w tym kraju już dawno zrobione, a my cieszymy się z kolejnych dwóch, trzech albo pięciu kilometrów.

Ale my się naprawdę cieszymy, bo kierowcy rzeczywiście to zauważają.

Mieszkańcy jeżdżą do pracy. Dzisiaj wieś się zmienia o tyle, że większość ludzi pracuje zawodowo w miastach, rano wyjeżdżają i wracają wieczorem. Do tej pory mieliśmy takie wyobrażenie o wsiach, że to rolnicy, kurki, świnki i tak dalej. A dziś wieś jest już zupełnie inna. Ludzie z małych gospodarstw aby się utrzymali, muszą jechać do pracy. Nie mogą mieć już błota na drogach. Kiedyś — tak się mówiło — ciągnikiem jeździło się po sprawunki. Mogło być błoto, ale człowiek wsiadał w ciągnik i do sklepu dojechał. Dziś takiej wsi już nie ma. Wszyscy jeżdżą do pracy, trzeba dzieci dowieźć do szkół, więc musimy mieć normalny świat. To już dawno powinno być, a my się cieszymy, że gdzieś tam błoto zlikwidowali. To jest chore, ale taka jest rzeczywistość, taką Polskę dwadzieścia siedem lat temu przejęliśmy.

To jest absolutnie zrozumiałe. Pan ma zupełnie inną perspektywę, gdy o tym mówi, bo jest Pan już długo wójtem i też inaczej patrzy pan na to, co już zostało zrobione, co mogło być zrobione i co będzie w gminie zrobione. To, co jest istotne, to na pewno sieć drogowa, dostęp do wody i prądu. Macie niewątpliwe atuty, bo macie Zalesie i mówię to, patrząc z perspektywy mieszkańca Torunia. Jeśli spytać ludzi, z czym kojarzą gminę Chełmża, to na pewno każdy powie, że z miastem Chełmża, bo to naturalne, ale też z Zalesiem. I to miejsce ma wielki, ciągle niewykorzystany potencjał, co się wiąże z tym odrabianiem strat. Jak z Pana perspektywy Zalesie zmieniło się w minionym roku i jak ma szansę zmienić się w następnym.

Myślę, że z perspektywy odległości od Torunia Zalesie zmienia się zbyt wolno. To jest moja ocena i jestem w tym przypadku mocno rozczarowany. Zalesie jako piękne miejsce, z dobrą infrastrukturą dla mieszkańców gminy i gości, głównie z Torunia, gdzieś się zatrzymało. Brakuje może nowego pomysłu, a może inwestora, który miałby lepszy pomysł na to miejsce niż nasz. Sprawa jest otwarta. Duży wpływ na Zalesie mają dzierżawcy. To oni mają swoje pomysły na rozwój przy wykorzystaniu infrastruktury Zalesia. Jako gmina próbujemy tę infrastrukturę poprawiać, ale nie jesteśmy twórcami restauracji i ogólnie gastronomii.

Zapewniacie miejsce, warunki do funkcjonowania i infrastrukturę, a teraz potrzebujecie kogoś, kto ma dobry pomysł na to miejsce.

Tak, ale to trochę utknęło. Nowy sezon rozpocznie nowy dzierżawca, który też ma swoje pomysły. Ja mu życzę jak najlepiej, bo to miejsce dla nas jest naprawdę kultowe i ważne dla całej gminy.

I dla mieszkańców Torunia.

Dla mieszkańców Torunia również. Czasami aż przykro słuchać, że niektórzy ludzie przyjeżdżają i są zawiedzeni, bo źle zjedli, bo może gdzieś trochę brudno, bo czasem w szczytowych okresach parkingów jest za mało. Jest sporo uwag i mnie to boli, bo liczyłem, że już dawno takie sprawy będą załatwione. Jednak idzie to wolno. Nie dokończyliśmy nawet naszego infrastrukturalnego zamysłu co do Zalesia. Na przykład wciąż nie ma kanalizacji.

A zamierzacie to zmienić w najbliższym czasie?

Myślę, że najbliższe dwa, trzy lata zakończą ten trudny temat. Trudny i kosztowny, bo gdyby nie był kosztowny, to dawno byśmy sobie z tym poradzili. Teraz będziemy już bardzo blisko Zalesia, bo w Zalesiu wieś będzie kanalizacja. Do ośrodka więc zostaje trzysta metrów. Myślę, że to bardzo dobry czas dla inwestora, który byłby inwestorem strategicznym.

Na lata.

Na lata. To takie moje ciche oczekiwania. Może wydarzy się to w 2018 roku.

Od samego początku, jak rozmawialiśmy o gminie, to nie ukrywał Pan, że jest to dla Pana oczko w głowie i rzeczywiście pana osobiście zajmuje Zalesie. To jest ważne dla mieszkańców Torunia, bo to jest tak blisko i takie ładne miejsce, że trzeba to wykorzystać. Jako gmina próbujecie zrobić wszystko, co może tam poprawić warunki do inwestycji. Potrzebny jest tylko ktoś, kto ma wizję i pomysł na lata, czyli ten inwestor strategiczny.

Gmina i ja sam sporo uwagi poświęciliśmy terenom, które przejęliśmy nad jeziorem w rejonie Zalesie. Naprawdę było sporo konsekwencji w tym, co robiliśmy przez ostatnie lata. Pomosty, plaże, nawet pierwszy szlak rowerowy z Torunia do Zalesia powstał z inicjatywy gminy, przy którym wsparło nas toruńskie PTTK. Ten szlak istnieje nadal i nie biegnie już po super ścieżce rowerowej, która biegnie z Torunia przez Łysomice do Zalesia. Dziś do Zalesia rowerem można dojechać i z Chełmży, i z Torunia. Także wiele rzeczy się udało zrobić. Znam wiele planów na przyszłość, które powstały nie tylko w naszej gminie, lecz także w głowach sąsiadów, którzy zamierzają poczynić pewne inwestycje wokół Zalesia. Jeśli to się uda, to pewnie będzie świetne miejsce pod Toruniem. Mimo wszystko można by to przyspieszyć. Mnie też czas ucieka i zaczynam się denerwować, że nie doczekam tego ukończenia. Trochę mnie to niepokoi, bo naprawdę chciałbym doczekać finału. Oczywiście w rozwoju nigdy nie ma finału, bo zawsze można wymyślić coś lepszego, ale chciałbym przynajmniej jakiś jeden etap zakończyć. Miało powstać grodzisko nad Jeziorem Grodno, bo to wszystko to jeden kompleks turystyczny. Miała być młodzieżowa baza turystyczna. Dziś mamy żeglarzy, a nie mają gdzie spać.

To żeglarze z Torunia.

Tak, z Torunia. Osiedlił się tutaj Toruński Klub Żeglarski i liczę, że na stałe. Mamy też morsów toruńskich. Brakuje jednak elementów socjalnych takich, że można się wyspać, dobrze zjeść czy pomieszkać kilka dni.

Czyli jest Pan przekonany, że zapewniacie infrastrukturę tym, którzy mają pomysł, wizję na to, jak mogłoby funkcjonować Zalesie w przyszłości? I można do Pana w tej sprawie się zgłaszać, dzwonić?

Jesteśmy otwarci na propozycje. Myślę, że zainteresowane osoby dowiedzą się o naszych planach, ale te nasze plany też mogą ulegać korektom. Jeżeli przyjedzie ktoś z lepszym pomysłem, to musimy to uszanować i może dostosować swoje plany.

Pomówmy może chwilę o warunkach do zamieszkania, bo jednak one też tutaj są. To jest tak blisko Torunia, że mieszkanie w waszej w gminie lub gminie Łysomice, to jest mieszkanie bardzo blisko miasta. Ja dojeżdżam tutaj 15-20 minut. Czy terenów inwestycyjnych i działek pod budowę domków jednorodzinnych jest sporo w waszej gminie?

Ja tutaj mieszkam już 35 lat, więc wyjdzie, że swoje chwalę. Toruń to jest moje miasto. Mówię o tym i się nie wstydzę tego, bo rzeczywiście do Torunia mam 15 minut drogi, korzystam z wielu atrakcji Torunia i zawsze byłem na to miasto otwarty. Krewnych i znajomych zawsze na koniec wizyt zabieram do Torunia, żeby to miasto im pokazać i się nim pochwalić. Nie rozumiem tych, którzy inwestują w działki budowlane i biznesowo-przemysłowe w Toruniu czy też w miejscowościach pod Toruniem, gdzie ludzie się już wylewają. Ja się z tego śmieję, bo mieszkam w nieco innej gminie.

Tutaj jest przestrzeń.

Dziwię się, że ludzie nie zauważyli, że można żyć inaczej. Jest kilku mieszkańców Torunia, którzy docenili przestrzeń, docenili typowo wiejski krajobraz. Myślę, że uznali, że nie ma co się tłoczyć w podtoruńskich zabudowanych i zatłoczonych miejscowościach. My mamy naprawdę dobrą ofertę, a gdy patrzyłem na ceny działek w Toruniu i pod Toruniem, to trochę mnie to śmieszy.

To wasze są atrakcyjne.

To nasze są atrakcyjne. Powiem nawet, że nieprzyzwoicie tanie, ale nic na siłę. Przyjdzie czas, że wielu ludzi zmęczy się tym życiem toruńskim i dostrzegą walory gminy Chełmża. Nasza gmina jest jedną z większych pod względem przestrzeni. Przestrzeni, którą można wciąż zagospodarować i nie da się tego zrobić w rok czy dwa i dlatego nie obawiamy się tych, którzy przybędą z zewnątrz. Nie ukrywamy też, że mówiąc "z zewnątrz", mamy na myśli przede wszystkim mieszkańców Torunia, bo to oni mieliby bardzo blisko do pracy. Przede wszystkim potrzeba czasu. Dlatego uznaliśmy, że nasze propozycje i imprezy, które pewnie nie przebijają się przez mocno komercyjne toruńskie wydarzenia, będą wiejskie i klimatyczne. Podejrzewam, że ci, którzy się do nas przenieśli i pobudowali domy, już wcześniej bywali na naszych uroczystościach i pewnie ten klimat im się spodobał. To są między innymi pracownicy UMK i wielu innych instytucji toruńskich.

W waszej gminie są też tereny inwestycyjne, które są być może dobrą ofertą dla największych firm. Planuje Pan w przyszłym roku zintensyfikowanie działań na rzecz podłączenia do głównej arterii tych terenów? Czy jest jakiś plan na to, żeby zainteresować tym jeszcze więcej polityków i tych osób, które już w tym są? Czy chce Pan stworzyć jakąś szerszą koalicję na rzecz tych terenów?

To jest tak duży teren leżący przy istniejącej już autostradzie, że to nie jest temat tylko dla gminy Chełmża. To jest temat dla całego województwa, bo jest właściwa skala problemu. Myślę, że gmina czy wójt to za mało, żeby zagospodarować tak duży obszar, który potencjalnie może służyć naszemu regionowi. W tej sprawie powinna działać koalicja polityczna ponad podziałami.

Już chyba jest.

Mam nadzieję, ale nadzieja to może być trochę za mało. Wiele osób się już angażowało, sporo polityków próbowało zaistnieć przy tej sprawie, ale przez lata niewiele się wydarzyło, a teren nadal czeka. Byli potencjalni inwestorzy, ale nie byliśmy przygotowani jako region, żeby ten teren wykorzystać. Jedną z większych porażek nie tyle gminy, co całego województwa jest to, że mając takie perełki, które mogą dawać dochody, miejsca pracy i być kolebką dynamicznego rozwoju, nie potrafimy ich wykorzystać. Wszyscy powinniśmy uderzyć się w pierś, począwszy od polityków, a na dziennikarzach kończąc i zrozumieć, że marnujemy szansę. Jest to naprawdę ważny teren i ważna sprawa, która mogłaby nam przynieść wiele korzyści.

Zamierza Pan coś zmienić w swojej aktywności w przyszłym roku? Nie pytam o to, co się dzieje w ogóle z wyborami i zmianami w ordynacji wyborczej, ale tak, jak kiedyś nie było zbyt dużej konkurencji, tak teraz może się ona pojawić. Nie wychodzi Pan z założenia, że w roku wyborczym gmina i Pan powinniście czymś zabłysnąć?

Każdy rok wyborczy w samorządzie jest rokiem trudnym. Nie jestem wójtem pierwszą kadencję, więc już kilka razy byłem w takiej sytuacji i zdaję sobie sprawę, że wyborca ma prawo się znudzić wójtem czy radnymi. Wyborcy mają swoje prawa i do wyborów zawsze trzeba podchodzić z pokorą. Nie ma pewniaków. My zrobiliśmy ankietę, czego tak naprawdę oczekują mieszkańcy, bo to im mamy służyć. Nie będziemy pytali mieszkańców Torunia, co zmienić w naszej gminie, będziemy pytali naszych mieszkańców. W ankiecie ludzie ocenili urząd, wójta, radnych. Pytaliśmy, czego im brakuje, co robimy dobrze, a co źle. Myślę, że były to uczciwe pytania i to będzie podstawa do kampanii. Mogę powiedzieć, że będziemy stąpać po ziemi. Nie będzie żadnych super obietnic, nie będziemy też kupować ludzi rarytasami.

Zdarzyło się to kiedyś Panu?

Może kiedyś długopisy rozdawałem, ale to raczej, żeby przypomnieć ludziom, jak się nazywam, bo wszyscy mówią "wójt", a zapominają, że się nazywam Jacek Czarnecki.

Wie Pan, że mówią o Panu, że jest Pan racjonalistą?

Dlatego racjonalnie przygotowałem kampanię wyborczą. Wiem, że ludziom zależy za najprostszych sprawach, na tych zaległościach, które wstydliwie odrabiamy. Dlatego w kampanii nie będzie fajerwerków, będzie za to uczciwa robota i w ten sposób został przygotowany budżet. Niektórzy mogą mówić, że to budżet wyborczy i tak jest, bo akurat w roku wyborczym będziemy go realizować, ale raczej skupiliśmy się na oczekiwaniach mieszkańców i do nich staraliśmy się ten budżet dostosować. Tak jak wspomniałem, nie ma w nim fajerwerków i prób robienie czegoś na pokaz.

Pan sobie zdaje sprawę, że udział w filmie, w którym Pan ostatnio wystąpił i Pana kreacja w nim pomagają? Że udział w tego typu przedsięwzięciach pomaga i sprawia, że wiele osób teraz inaczej na Pana patrzy? To powoduje, że jest Pan jeszcze bliżej ludzi. Ja nie widziałem filmu, ale słyszałem opinie, według których Pan tam bardzo dobrze wypadł i ma Pan talent.

Powiem tak: moi wyborcy już mnie trochę znają. Rzadko chodzę w krawacie, dzisiaj wyjątkowo, bo mam kilka spotkań. Sesje też traktuję poważnie i jestem w garniturze, ale takiej powagi wymaga urząd. Z drugiej strony mieszkańcy mnie znają: chodzę z nimi na kijki, jeżdżę na wyjazdy, rozpoczęcia sezonu, jeżdżę na rowerze, próbowałem triathlonu, morsowałem i można powiedzieć, że robiłem to wszystko wyborczo, ale tak naprawdę robię to, bo taki jestem. Gram w siatkówkę i halową i plażową. Zresztą to nie był mój pierwszy film.

Nie?

Nie. Kręciliśmy tutaj pierwszy film o Jucie, która była pustelnicą w Bielczynach. To był film dokumentalny, pokazywany kilka razy w telewizji. Miałem w nim swoją fajną rolę.

M jak Miłość? Na wspólnej?

Nie, nie, nie, ale byłem rozczarowany, bo po tym filmie nikt nie zadzwonił z kolejnymi propozycjami. Tamten film też Marcin kręcił, więc pewnie tylko u niego dobrze wypadam, więc nie będę się oceniał, ale cieszę się, że mi dał szansę. Myślę, że to pokazuje, że jestem normalny i nie uciekam przed normalnymi spotkaniami i udziałem w niekonwencjonalnych pomysłach. Jeśli takowe się trafią w roku 2018, pewnie osiemdziesiąt procent ludzi powie, że to pomysły wyborcze. Jednak ci, którzy mnie dobrze znają, powiedzą, że robię to, co czasami lubię, więc tak to proszę potraktować. Film mi się podoba, wyszła też książka o naszej chełmżyńskiej ziemi, więc czemu nie spróbować.

Rozmawiał Tomasz Kaczyński.


Jacek Czarnecki: Ludziom zależy na najprostszych sprawach komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ototorun.pl