9°C słabe opady deszczu

Arkadiusz Brodziński: Czas na ciekawą alternatywę dla funkcjonowania Torunia!

Arkadiusz Brodziński to przede wszystkim bezpartyjny działacz i społecznik. Kibice z naszego miasta kojarzą go jako agenta koszykarskiego, a mieszkańcy, którzy interesują się życiem społecznym jako jednego z największych przeciwników Michała Zaleskiego w Toruniu. Jak powinno wyglądać nasze miasto i na czym polega tytułowa "alternatywa dla funkcjonowania Torunia"? Zapraszamy do lektury.

Oto Toruń: Trudno jest być bezpartyjnym aktywistą? Przecież tu chodzi o pewną filozofię życiową.

Arkadiusz Brodziński: Ta moja działalność zaczęła się od sprawy Domu Harcerza z 2014 roku. Stanąłem z ludźmi, którzy mieli zostać skrzywdzeni przez kogoś interesy. Do dzisiaj nie wiemy dokładnie kogo. Temat przycichł. Była mowa o „pączkowaniu” i innych strategiach politycznych.

Natomiast wracając do mojej aktywności, korzystam ze swoich praw obywatelskich. Moje wypowiedzi to rzecz dodatkowa, która jest dla mnie ważna, ale oczywiście nie warunkuje mojego funkcjonowania. Dlatego nie jestem politykiem. W żadnych wyborach nie startowałem. 

A wystartuje Pan?

Nie mam takiego planu.

Gdyby okazało się, że jest taka szansa. 

Gdybym mógł przyczynić do zrealizowania pewnych rzeczy w mieście, to pewnie tak. Natomiast na dzisiaj nie mam takich planów. 

Za nami niemalże 16 lat sprawowania urzędu przez Michała Zaleskiego? To było 16 lat na plus czy na minus?

Myślę, że aktualnie mamy dobry moment na pytanie - co przez 16 lat udało się prezydentowi zrobić? Ja oczywiście krytykuję wiele rzeczy, ale widzę też te, które zostały zrobione pozytywnie np. pozyskiwanie środków z Unii Europejskiej. 

Natomiast nie zgadzam się z atmosferą, która panuje w tym mieście, czyli de facto polityką prezydenta, który pokazuje, że jest nieomylny i wszystko, co robi jest dobre dla mieszkańców. Mam tu na myśli nieproporcjonalne inwestycje dla potrzeb tego miasta. Czy Toruń potrzebuje tej gigantomanii? 

Przyglądam się uważnie hali, bo jest ona związana z moim zawodem (Brodziński jest agentem koszykarskim przyp. red.). To obiekt, który jest zdecydowanie nieproporcjonalny. Miasto postawiło halę, na której nic się nie dzieje i generuje wielkie koszty. Ponadto oglądanie meczów koszykarskich w Arenie Toruń pozostawia wiele do życzenia. Spotkania koszykarek odbywają się w „Spożywczaku”, bo tam dziewczyny czują się lepiej. Mecze siatkarskie również nie potrzebują takiego obiektu.

Wydaje się, że budowanie obiektów za pieniądze unijne to strategia prezydenta i według mieszkańców wcale nie jest ona taka zła.

W takim razie powinniśmy się zastanowić, czy nie wybudować w Toruniu lotniska? 

Były takie plany, ale one wydają się nieracjonalne.

W Bydgoszczy również wybudowano olbrzymią halę, która nie spełnia wszystkich oczekiwań. Jednak w pewnym momencie ktoś doszedł do odpowiednich wniosków i dobudowano obok mniejszy obiekt, który wypełnia potrzeby. Natomiast na głównym obiekcie odbywają się imprezy targowe.

Wracając do Torunia, proszę popatrzeć na ruchy kadrowe w hali. Tam jest problem. Ostatnio w hali pojawił się nowy dyrektor, a został odstawiony człowiek, którego, według moich informacji, prezydent darzył ogromnym zaufaniem.

Co oprócz nietrafionych inwestycji?

Myślę, że aktualnie jest coraz więcej osób, które widzą, że miasto nie idzie w dobrym kierunku. Ponadto uważam, że prezydent bardzo mocno skupia się na tym, aby ludzie wierzyli, że jego polityka jest dobra dla miasta.

Natomiast nikt nie jest w stanie określić, jakie koszty w przyszłości będą generować inwestycje prezydenta. Czy miasto je udźwignie? Pamiętajmy, że Toruń jest jedną z najbardziej zadłużonych gmin w Polsce. Dlaczego ktoś nie dokona niezależnego audytu finansów? Robi to firma, która otrzymuje zlecenie z Urzędu Miasta. Natomiast jeśli jest tak bezpiecznie, a przynajmniej tak władza to przedstawia, to można zadać pytanie - dlaczego w taki sam sposób nie zadłużają się inne miasta? To tu jest tak dobrze, a w innych miastach źle? 

Troszeczkę prowokowaliśmy Pana z tym kandydowaniem. Bo jest Pan charyzmatycznym człowiekiem, a w dodatku ma Pan argumenty. Ma Pan żal do opozycji w Radzie Miasta, że jest tak mało aktywna?

To jest problem. Gdyby ktoś przeprowadził sondę w Toruniu i spytał się o wymienienie jednego nazwiska radnego, to byłoby za trudne dla większości. Ta rada miasta jest, użyję tego słowa, karykaturą rady. Aktywność większości rajców jest skandalem. Oni przychodzą na radę i tylko „klepią” to co wcześniej ustalili na komisjach i spotkaniach nieformalnych.

Ale oni robią to wspólnie na tych komisjach.

Nie sądzę.

Poważnie. To nie jest tak, że robi to tylko prezydent. Po co mają sobie robić problemy na radzie? Na komisjach je mają.

To zapytam inaczej - jaką inicjatywę jesteśmy w stanie wymienić radnych Czasu Gospodarzy? 

Na Radzie Miasta nie ma dyskusji, która powinna odbywać się w czasie sesji. Po drugie te ustalenia odbywają się wcześniej. Po trzecie mam wielki problem z tak zwaną koalicją, która funkcjonuje w tym mieście. Oczywiście to jest bardzo sprytnie zrobione, bo oficjalnie nie ma koalicji PiS i PO, ale wiemy, że te dwie partie rządzą w tym mieście, a Michał Zaleski spina ten układ. 

Na pewno nie wiem wszystkiego, bo wiedzą to ludzie, którzy funkcjonują w tym „układzie”. Popatrzmy na ewentualną niezależność radnych. Przecież większość z nich tkwi w układzie partyjnym. Nie ma w Radzie Miasta nikogo, kto jest osobą niezależną. Większość z radnych nie wypowie się w kontrze do pomysłów klubów koalicyjnych, bo wie, że ryzykuje pracę i dodatkowe profity.

Może powinien Pan dołączyć do Michała Zaleskiego i spowodować, że jego prezydentura będzie jeszcze lepsza?

Gdybym traktował swoją aktywność czysto politycznie, to dawno bym tak zrobił. Przecież ja współpracuję również z toruńskimi klubami, które są przez miasto wspierane. Dlatego uważam, że Michał Zaleski bardzo pomaga klubom z Torunia. To wyjątkowa rzecz w skali kraju.

Jest wielu przeciwników Zaleskiego. Może powinniście połączyć siły i wystartować? Na razie nikt nie ma pomysłu, który zagrozi prezydentowi.

Moją osobistą ambicją jest porozumienie wszystkich osób i ruchów społecznych, które nie są zwolennikami polityki Michała Zaleskiego. Formuła, którą przyjął Czas Mieszkańców na pewnym etapie się wypaliła. Tam jest również problem wiarygodności, bo wiadomo, że ich liderka Joanna Scheuring-Wielgus odeszła do Nowoczesnej. 

Mówią Panowie o wizji. Zastanawiam się, jaką wizję mają ludzie, którzy kończą studia na UMK? Jakie są ich szanse i kto im pomaga? Drugi przykład to bezpieczeństwo. Zapraszam w weekendowy wieczór na starówkę. Tam jest sodoma i gomora. Kto nad tym panuje? Nie mam pretensji do policji i straży miejskiej. Oni mają określone środki i zasoby ludzie. Natomiast w tej kwestii nic nie jest robione.

Wydaje się, że prawdziwa sodoma i gomora na starówce była kilkanaście lat temu. Nawet przedsiębiorcy z toruńskiej starówki mówią, że bezpieczeństwo znacznie się poprawiło. Jeżeli mówimy o zabezpieczeniu absolwentów, to też prezydent i radni myślą cały czas nad tym. 

Spojrzę na to inaczej. Można robić różne rzeczy, ale nikt nie jest rozliczany ze skuteczności tych urzędników. Trudno zarzucić prezydentowi lenistwo. Tylko jaka jest skuteczność? 

Pracowałem przez długie lata w zachodnich strukturach i byłem rozliczany ze zrealizowanego celu. Mogłem opowiadać różne rzeczy. Ktoś to mógł wziąć raz albo dwa razy pod uwagę, ale za trzecim razem jest zmiana.

Moim zdaniem bardzo ważne jest też otoczenie prezydenta Zaleskiego. Osoby, które zarządzają danymi komórkami i spółkami miejskimi powinny być niepowiązane politycznie. Gdyby tak było to wiele rzeczy w tym mieście funkcjonowałoby zupełnie inaczej. Dla mnie kompletną paranoją jest funkcjonowanie Dworca Głównego. Tym miejscem zajmują się amatorzy. Okazuje się, że tam przez kilka miesięcy nie działają ruchome schody. W normalnej firmie to nie do pomyślenia. 

W najbliższym czasie zwiąże się Pan z jakąś partią? 

Pragmatyzm to dla mnie słowo klucz. Jestem w stanie dogadać się z wieloma osobami, z którymi się nie zgadzam. Jedyną droga jest dogadanie się wszystkich ruchów niepartyjnych, ponieważ PO i PiS nie będą miały interesu, bo wiem, jak te partie funkcjonują. Chyba, że po wyborach. Wtedy pewnie dogadają się ze wszystkimi. Ponadto uważam, że nasze miasto wygląda tak a nie inaczej, bo funkcjonujemy w układzie PO-PIS-SLD-Czas Gospodarzy.

Wykonał Pan jakiś ruch w kierunku „dogadania się”?

Mogę powiedzieć jedynie, że odbywają się rozmowy i jestem jedną z osób, która mocno wspiera kwestie ewentualnego porozumienia. Wkrótce okaże się, czy takie porozumienie jest możliwe. Jeżeli będzie, to uważam, że może powstać ciekawa alternatywa dla funkcjonowania tego miasta.

W restauracji hotelu Filmar rozmawiali Filip Sobczak i Tomasz Kaczyński.


Arkadiusz Brodziński: Czas na ciekawą alternatywę dla funkcjonowania Torunia! komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się