26°C bezchmurnie

Anna Kulbicka-Tondel: W mojej pracy nie ma monotonii

Rozmowy, Kulbicka Tondel mojej pracy monotonii - zdjęcie, fotografia

Anna Kulbicka-Tondel już od półtora roku jest rzecznikiem prasowym Michała Zaleskiego. Kiedy środowisko dziennikarskie dowiedziało się o nowym rzeczniku "z zewnątrz", to nie wróżyło jej długiej kariery. Jednak po 18 miesiącach od redaktorów może usłyszeć raczej gratulacje, a nie słowa krytyki. Jak to jest być "ustami" prezydenta Torunia? Zapraszamy do lektury.

Oto Toruń: Jak wyobrażałaś sobie pracę rzecznika prasowego prezydenta? Bardzo się różni to co teraz robisz od Twoich wcześniejszych wyobrażeń?  

Anna Kulbicka-Tondel: Wyobrażałam sobie tylko to, co każdy z nas widzi na zewnątrz. Wypowiedzi dla mediów, konferencje prasowe, komunikaty w imieniu prezydenta. Wiedziałam, że trzeba będzie stanąć przed kamerą i przedstawić stanowisko prezydenta w tej czy innej kwestii. To wiedziałam, bo pracowałam przez wiele lat po tej drugiej stronie jako dziennikarz i wielokrotnie z rzecznikami prasowymi miałam do czynienia. Wydawało mi się, że znam pracę rzecznika, zatem mogę spróbować. 

Spróbowałaś. Wzięłaś udział w konkursie i wygrałaś. To na pewno zmieniło Twoje życie. 

Tak, ale nie pokładałam wielkiej nadziei na to, że uda mi się wygrać. Udział w konkursie na stanowisko rzecznika to był trochę sposób na powrót do pracy po urlopie macierzyńskim. Byłam ciekawa, jak taki konkurs wygląda i jak to jest wziąć udział w rozmowach kwalifikacyjnych. Wcześniej nigdy nie szukałam pracy, do tej pory dostawałam zawodowe propozycje, więc to było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Tak się potoczyło, że dostałam tę pracę i też przekonałam się, że bycie rzecznikiem prasowym to nie jest tylko to, co widzimy na zewnątrz. 

A czego nie widzimy? Coś Cię zaskoczyło w pracy rzecznika?

Wiele rzeczy. Praca rzecznika to kreowanie polityki informacyjnej, praca całego zespołu prasowego nad treścią informacji i sposobem dotarcia z informacjami do określonych odbiorców – mieszkańców Torunia, ale nie tylko. To również monitoring mediów i sprostowania, wyjaśnienia. Trudne o tyle, że tych form przekazywania informacji o Toruniu przez media jest coraz więcej. Czasami nie sposób zareagować na to wszystko, co jest publikowane na temat Torunia chociażby w Internecie. Czymś zupełnie nowym dla mnie było to czego nie doświadczyłam podczas pracy w radiu czy w telewizji. Tam pracowałam nad czymś kilka dni czasami tygodni po czym zamykałam temat i robiłam następny. Tu trzeba działać na kilku frontach jednocześnie, przy wielu sprawach na raz. Jestem osobą uporządkowaną i staram się sprawy pozamykać i odhaczyć na swojej liście „do załatwienia”, a tu się tak nie da, bo wiele spraw ma swój ciąg dalszy i nieoczekiwanie przybywa kilka nowych, do których trzeba zdobyć materiał merytoryczny, żeby się do nich odnieść. Trudno jest załatwić wszystko i iść spokojnie do domu po pracy.

W telewizji było spokojniej? Aż się wierzyć nie chce. Przecież to praca, która właściwie się nie kończy.

Zawsze był taki moment np. w TVN24, kiedy miałam „czysta głowę”. Moment emisji materiału, wieczorem gdzieś około 20:30. Można było odpocząć. Dopiero następnego dnia wiedziałam, co będę robiła. Potem to się zmieniło i wydawcy przydzielali tematy od razu po emisji, chociaż strasznie się tego wystrzegałam, bo nawet kiedy nie chciałam się zastanawiać, jak zrealizować materiał to i tak o tym bezwiednie myślałam już wieczorem. Trudno się odciąć, uwolnić od takiej pracy nawet w domu.

Masz również przeszłość radiową. Dla jakiej stacji pracowałaś?

Zaczynałam staż w RMF FM w Krakowie. To był 2007 rok, potem przeszłam do sieci RMF MAXXXX. Czytałam serwisy informacyjne w tej sieci, a gdy utworzono oddział warszawski RMF MAXXXX zaproponowano mi żebym przeniosła się właśnie tam. Byłam wtedy na pierwszym roku studiów, słabo znałam Warszawę, a wylądowałam w samym centrum stolicy - bez znajomych, bez rodziny. Pochodzę z Radomia, ale całe dzieciństwo spędziłam w Zakopanem, gdzie mój tata pracował w Wojskowym Ośrodku Szkolenia Kondycyjnego pilotów i z tego powodu cała nasza rodzina przeniosła się właśnie tam. Tam też zostawiłam wielu znajomych, przyjaciół. W Warszawie bywałam bardzo rzadko, zwykle tylko przejazdem, dlatego jako dziennikarka poznawałam stolicę. Potem przeszłam do TVN Warszawa, gdzie jak już okrzepłam w nowej pracy, po roku zamknęli stację (śmiech). Część z nas otrzymała propozycje przejścia do TVN24. Tu początki znowu były trudne, bo od razu trafiłam do programu Tomka Sekielskiego, który robił gigantyczne materiały śledcze, długie reportaże wymagające ogromnej wiedzy i doświadczenia. Byłam, przyznaję, przerażona. Od razu dostałam od niego zadanie przeanalizowania publikacji na temat katastrofy smoleńskiej. Nie było ich wówczas tak wiele, bo to było rok po tej tragedii, ale przeanalizowanie tego wszystkiego, co już się ukazało na ten temat było wyzwaniem. Przyznaję, że śniło mi się to po nocach. W TVN24 przepracowałam 6 kolejnych lat. 

Po tych telewizyjnych i radiowych doświadczeniach wiesz wszystko o pracy dziennikarzy. To na pewno pomaga w pracy rzecznika prasowego, ale uwierz, że my wszyscy zastanawialiśmy się jeszcze na etapie poszukiwania kogoś na to stanowisko, jak poradzi sobie nowy rzecznik z Michałem Zaleskim. Gdy dowiedzieliśmy się, że to będzie ktoś z zewnątrz, nie wróżyliśmy mu długiej kariery. A tu proszę minęło już tyle czasu a Ty wciąż jesteś rzecznikiem. To już półtora roku!

Przyznaję, że po wygraniu konkursu nie usłyszałam nic dobrego o tej pracy. Miałam wrażenie, że wszyscy próbują mnie przestraszyć. Byłam nastawiona na to, że nie będzie łatwo, ale nic z tego co słyszałam wcześniej się nie potwierdziło. Mnie się bardzo dobrze z prezydentem pracuje. Nie mam problemu, żeby z nim porozmawiać i zapytać o cokolwiek. Jest wymagającym szefem, ale sam wiele wymaga od siebie. A to sprawia, że wciąż mam wrażenie, że mogę zrobić więcej i lepiej. Miałam już różnych szefów. Wcześniej w mediach nie raz było w tych relacjach bardzo nerwowo. W relacjach z prezydentem zupełnie nie mogę na to narzekać.    

A jest coś co bardzo lubisz w pracy rzecznika prasowego? 

Różnorodność. Obawiałam się monotonii, bo jednak jak się jest dziennikarzem stacji informacyjnej to na monotonię akurat nie możesz narzekać. Zostałam rzecznikiem i teraz mam jeszcze większą różnorodność i niepewność tego, co wydarzy się jutro czy nawet za kilka godzin. Zaletą jednak jest to, że w porównaniu z pracą reportera telewizyjnego już nie żyję na walizce. Jak przyjechałam do Torunia, do mojego męża, to byłam pod wrażeniem tego, że tu się wszyscy znają. Jak wychodziliśmy do miasta, co chwila mówił komuś „cześć”, witał się, zatrzymywał i rozmawiał ze znajomymi. Teraz on się śmieje, że coraz częściej ludzie mnie pozdrawiają na ulicy (śmiech). To też pokazuje, jak dużo ludzi w tym czasie spotkałam na swojej drodze. To też źródło ogromnej satysfakcji, chociaż trzeba przyznać także i stresu, bo jednak za pracą dziennikarza zawsze stoi wydawca, który oceniał pracę, czytał tekst lub pomagał w znajdowaniu tematów. To dawało duże wsparcie. Czuło się, że nawet w przypadku najbardziej kontrowersyjnych tematów, ktoś jest z tobą i nie ponosiłam sama konsekwencji. W pracy rzecznika już jest inaczej. Tu odpowiedzialność jest jeszcze większa.

Będąc rzecznikiem i mając nieco więcej czasu dla rodziny możesz też realizować dalej swoje pasje? Wszyscy wiedzą, że prowadziłaś bloga kulinarnego. Lubisz gotować.

Na pewno, kiedy tylko mam czas, oddaję się tej pasji. Przyrządzam różne potrawy i za każdym razem staram się zrobić coś nowego dla męża i dla córki. A jeśli chcę coś wrzucić na bloga, to musi to być coś czego wcześniej nie prezentowałam. Mam wciąż słabość do magazynów kulinarnych, które namiętnie kolekcjonuję, chociaż nie mam czasu wszystkich przeglądać, ale czasem zdarza mi się złapać jakiś numer i poeksperymentować. Bloga jednak zaniedbuję i reaktywuję, jak tylko znajdę chwilę.

Ale to pewnie nie jedyna pasja? 

Kiedyś rekreacyjnie wybiegałam sobie z domu na… 20 kilometrów. To się oczywiście zmieniło, gdy pojawiła się na świecie moja córka, ale teraz udaje mi się pomału do tego wracać. W życiu zmieniają się priorytety. Gdy wracam z pracy bawię się klockami, robię przedstawienia, maluję i chowam się za zasłoną – już nie poświęcę tego czasu na sport, dlatego powrót jest tak ciężki. Jeśli chcę pobiegać robię to albo bladym świtem (po 6 rano) albo późnym wieczorem – zimą obie pory są niesprzyjające (śmiech).

Co jeszcze lubisz robić w wolnym czasie. Co podoba Ci się najbardziej w Toruniu?  

Wcześniej przyjeżdżałam do Torunia do męża. Patrzyłam na Toruń jak turystka. Gdy wybieraliśmy sobie miejsce do życia to oboje uznaliśmy, że to musi być Toruń. To miasto, w którym się zakochałam.

Lepsze niż Zakopane?  

Tak, chociaż oba miasta mają turystyczny charakter. Toruń jest piękny w porównaniu z Zakopanem, w którym oczywiście góry są wspaniałe, ale ład miejski pozostawia wiele do życzenia. Z kolei spacer po naszej starówce czy po bulwarze wciąż sprawia mi ogromną przyjemność. Stałam się też wielbicielką żużla. Oglądam go od dwóch lat i towarzyszą mi coraz większe emocje. Na początku tylko towarzyszyłam mężowi w wyprawach na Motoarenę i zawsze naśmiewałam się z niego, że zabiera ze sobą długopis na stadion. Teraz już się z tego nie naśmiewam.

Sama zabierasz długopis (śmiech).

Dokładnie tak!  

Jak do tej pory miałam okazję przeżywać przede wszystkim emocje związane z walką o utrzymanie toruńskiej drużyny. Tak się złożyło, że mój pierwszy sezon jako aktywnego kibica żużlowego nie był dla naszej drużyny sezonem wymarzonym. Jestem pewna, że nadchodzący rok przyniesie nam dużo więcej radości i będę miała okazję przekonać się jaki dreszcz emocji towarzyszy meczom o medale. Chyba jak wszyscy toruńscy kibice wierzę w dobry sezon Pawła Przedpełskiego, dalszy postęp juniorów, odrodzenie Chrisa Holdera i efektowne powroty do toruńskiej drużyny Jasona Doyla, Nielsa Kristiana Iversena i Rune Holty. Po raz pierwszy towarzyszy mi w tym roku to doskonale znane wszystkim fanom żużla przekonanie, że okres między sezonami jest nieznośnie długi…

A plany na nowy rok?      

Są, są, ale niech to będzie moją tajemnicą, a dla innych niespodzianką. 

Rozmawiał Tomasz Kaczyński.

(fot. Łukasz Patalon)

Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Polub nas na Facebooku
 


Anna Kulbicka-Tondel: W mojej pracy nie ma monotonii komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ototorun.pl