6°C całkowite zachmurzenie

Adrian Miedziński: W przyszłym sezonie chcę zadowolić kibiców z Częstochowy i Torunia

Speedway Ekstraliga, Adrian Miedziński przyszłym sezonie chcę zadowolić kibiców Częstochowy Torunia - zdjęcie, fotografia

W piątek Adrian Miedziński ogłosił, że w sezonie 2018 nie będzie startował w barwach Get Well Toruń. Było wzruszenie, kwiaty i podziękowania. Ale były też słowa wytłumaczenia i deklaracje na przyszłość. Zapraszamy do lektury wywiadu z Adrianem Miedzińskim.

Wpłynęły na Pana decyzję informacje, że klub rozmawia z Hampelem albo Woźniakiem? To w ogóle miało jakieś znaczenie?

Nie. Uważam, że połowę informacje z prasy można wyrzucić do śmieci. Wiedziałem, jaka jest sytuacja w klubie i jakie cele stawia sobie Jacek Frątczak. Pewne rzeczy przeanalizowałem i podjąłem taką decyzję.

Na pewno rozmawiał Pan z rodziną i sponsorami. To była Wasza wspólna decyzja o odejściu?

Cieszę się, że mam sponsorów, którzy są ze mną od początku kariery. Część ludzi jest po to, aby reklamować swój produkt, a część dla człowieka. W większości mam tę drugą opcję i bardzo się z tego cieszę. Rodzina? Wszyscy są z Torunia albo związani z Toruniem. Tata na pewno nie był zwolennikiem zmiany klubu. Chciał mieć mnie pod ręką, ale nie było żadnej ingerencji z jego strony. Dlatego moja decyzja była najważniejsza. Każdy mógł mi doradzać, a tak naprawdę nikt nie powie - zrób tak, bo będzie lepiej. Nikt tego nie wie. Ostateczna decyzja należała do mnie.

Dlaczego akurat Częstochowa? Były w ogóle jakieś inne propozycje?

Były też inne możliwości, ale nie rozważałem ich. Moim celem nie było bieganie po Polsce i podbijanie warunków. Uważam, że to nie fair. Staram się zachować w porządku. W Częstochowie jest fajna atmosfera. Odbyliśmy kilka spotkań i jestem bardzo zadowolony. Widać, że wszystko dobrze funkcjonuje.

W takim razie, jakie są Pana oczekiwania w nowym klubie?

Chciałbym być solidnym punktem drużyny i zniwelować błędy, które popełniałem do tej pory. Muszę popracować mentalnie, bo to będzie dla mnie zmiana środowiska. Robię to, aby wpłynęło to na mnie pozytywnie. Na pewno każda zmiana otoczenia powoduje dodatkową mobilizację. Chyba tak jest z każdym zawodem. Jeśli robisz coś 20 lat w jednym miejscu i nagle decydujesz się je zmienić, to jest trochę świeżości.

 

Kibice Torunia i Częstochowy nie są przyjaciółmi. 

Myślę, że większość Polski nie jest pozytywnie nastawiona do klubu z Torunia. 

Co chciałby Pan teraz powiedzieć kibicom z Jasnej Góry?

Nie mogę nic powiedzieć. Będę się starał zadowolić ich swoją jazdą. Chcę także, żeby kibice z Torunia byli usatysfakcjonowani moją jazdą, bo myślę, że to nie jest tak, że kibicowali mi tyle lat, to nagle o mnie zapomną. Chciałbym dostarczać wszystkim moim sympatykom wiele radości, a reszta sama się ułoży. 

20 lat za Panem. Jaki moment wspomina Pan szczególnie?

Dużo jest takich momentów. Na pewno stary stadion. Jeżeli tam przejeżdżam, to mam w głowie myśl, że tam był tor, start i mój box. Zdobyłem tam też Mistrzostwo Polski. Naprawdę tych momentów było bardzo dużo. Pamiętam, też zwycięstwo w Speedway Grand Prix w Toruniu. Wspominam też momenty, kiedy nie miałem licencji żużlowej. 

A kiedy było gorzej?

Na pewno w 2006 i 2017. To były dwa najcięższe sezony w mojej karierze. W 2006 walczyliśmy w barażach i sytuacja była inna niż teraz, bo po prostu nie było pieniędzy. Teraz nie można powiedzieć na klub złego słowa. 11 lat temu nawet po wygraniu barażów przyszłość klubu wisiała na włosku. 

A 2013 i słynna ucieczka z Zielonej Góry?

To historia. Nie wiem, czy jest sens do tego wracać. Każdy zawodnik, który jedzie na zawody chce w nich wystartować. To nie jest tak, że my tam mieliśmy nie jechać. Dopiero później się okazało, że jest taka decyzja. 

Myśli Pan, że Częstochowa ma większe szansę na Play-Off niż Get Well?

Nie patrzę w ten sposób. Get Well będzie miał bardzo dobry skład. Uważam też, że mocne będzie Leszno, a o pozostałe dwa miejsce będzie walka. Każdy sportowiec chce jeździć, jak najwięcej. Mój główny cel to radość z jazdy. Po iluś latach przyszło u mnie zmęczenie materiału, więc przyszła pora na małe odświeżenie.

Get Well będzie miał dobrą drużynę. Skąd Pan to wie?

Już jest okres transferowy (śmiech). Nie jestem upoważniony, żeby mówić o składzie, ale wiem, jaki będzie.

W przyszłym roku stanie Pan przed dużym wyzwaniem, bo będzie Pan musiał wystąpić w innym kevlarze. 

Na pewno to będą dwa najtrudniejsze spotkania. Popracuję z moim psychologiem, bo będę musiał, mówiąc żartobliwie, odłączyć komputer na te mecze. Na pewno nie będą to łatwe spotkania. Mam sentyment i miłość do tego miasta. Na pewno będę chciał niestety jechać, jak najlepiej, ale nie dla Torunia. 

W Częstochowie będzie Pan musiał być jednym z liderów. Czuje Pan tę presję?

Ona towarzyszy każdemu sportowcowi. Jeden zawodnik radzi sobie dobrze z presją, a drugi gorzej. Każdy ma inne wizje i doświadczenia. Poziom zawodników, którzy startują w Ekstralidze jest wyrównany. Tutaj decydują detale sprzętowe i głowa. 

Żałuje Pan, że nie odszedł z Torunia już przed sezonem 2017?

Nie chcę już wracać do historii. Tych analiz i możliwości było dużo. Zawsze wygrywało przywiązanie do Torunia. Z roku na rok było wiele rzeczy trudniej zrobić. Udało mi się do czerwca zrobić wszystko perfekcyjnie. Wiadomo, że były większe i mniejsze wtopy, ale do czerwca było dobrze, ale w czerwcu pękłem. Potem kontuzja, która może nie była moją winą, ale na pewno się do tego przyczyniłem. Tych błędów muszę się wystrzegać. To mój główny cel, a reszta powinna się dobrze ułożyć.

A co z Pana powrotem do Torunia po sezonie 2018?

Na pewno jest to możliwe. Zobaczymy. Teraz nie chcę o tym rozmawiać. Na razie muszę się skoncentrować na moim zdrowiu. Już jestem prawie wyleczony. Później rozpocznę przygotowania do nowego sezonu, a jak skończy się następny sezon, to porozmawiamy o przyszłości.

Jakiś trening jeszcze w tym roku?

Myślę o tym. Zobaczymy, jaka będzie pogoda. Na upartego mógłbym nawet teraz wsiąść na motocykl. Jestem 10 tydzień po operacji barku, więc mogę zacząć go obciążać, ale nie mam gdzie się spieszyć. W sezonie zawsze się spieszyłem, bo chciałem, jak najszybciej wrócić na tor. Jednak teraz tej presji nie ma i wolę zrobić wszystko dobrze. Z barkiem bardzo dobrze się układa. Z łokciem też jest coraz lepiej, ale to łokieć mi bardziej doskwiera niż bark. To kwestia czasu. Zacząłem już ćwiczenia z obciążeniem.

Zwolennikami Pana transferu byli podobno nie tylko włodarze klubu z Częstochowy, ale również zawodnicy. Z kim Panu najbliżej z drużyny z Jasnej Góry?

Znam się ze wszystkimi, bo żużel to jedna wielka grupa znajomych. Jednak miałem okazję startować tylko z Matejem Żagarem. Z każdym mam większy lub mniejszy kontakt. Wiem, że zawodnicy wypowiadali się pozytywnie na mój temat. To dla mnie dobra informacja. Najważniejsze, żeby stworzyć kolektyw. 

Chcesz być na bieżąco z informacjami z Torunia i okolic? Polub nas na Facebooku


Adrian Miedziński: W przyszłym sezonie chcę zadowolić kibiców z Częstochowy i Torunia komentarze opinie

  • MichalJ - niezalogowany 2017-11-04 11:22:31

    Powodzenia Adrian i dziekuję za te lata radochy, którą sprawiałeś swoją jazdą dla Aniołów...

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ototorun.pl