Aaron Cel: Marzę o mistrzostwie z Polskim Cukrem

Koszykówka, Aaron Marzę mistrzostwie Polskim Cukrem - zdjęcie, fotografia
Portal ototorun.pl 18/03/2019 00:48

- Klub jest naprawdę nadzwyczajny. Miasto jest idealnie położone. Na stałe jestem zameldowany w Gdańsku, dlatego dzięki autostradzie szybko mogę dotrzeć nad morze. Blisko jest też do Warszawy. Wszystko to powoduje, że Toruń jest świetnym miejscem do życia - mówi w wywiadzie dla "Oto Toruń" zawodnik Twardych Pierników Aaron Cel.

Oto Toruń: W zeszłym roku twoje urodziny wypadały w niedzielę (4 marca). Zamiast odwołanego meczu z Czarnymi Słupsk odbyło się spotkanie z kibicami. Fani mogli zaśpiewać ci sto lat i świętować razem z drużyną. Jak było w tym roku?

Aaron Cel: W tym roku wypadły w poniedziałek, a więc było spokojniej. Spędziłem czas z żoną w domu, przyjechali bliscy. Wszystko odbyło się na luzie, bez wielkiej zabawy. Może to dobrze, bo w zeszłym roku byłem dość zmęczony po wspólnym świętowaniu.

Rozumiem, że teraz jesteś wypoczęty i zrelaksowany?

Tak, wypocząłem. Potrzebowałem tego. Mamy teraz ważny i trudny okres w lidze, dlatego wszyscy musimy być w formie i dbać o siebie. Ostatnio byłem też trochę przeziębiony, a więc ten odpoczynek trafił się w idealnym momencie. Mogłem wykurować się i przygotować do kolejnego meczu.

Powiedz zatem jakie były Twoje życzenia? Dotyczyły życia osobistego czy sportowego?

W życiu osobistym zawsze najważniejsze jest zdrowie. Jeśli chodzi o koszykówkę, mogę śmiało powiedzieć, że rzeczą, o której marzę jest zdobycie Mistrzostwa Polski z Polskim Cukrem. Nigdy nie było tutaj tego złotego medalu. Mamy już Puchar Polski, Superpuchar, brąz i srebro z poprzednich lat. Brakuje tylko najbardziej oczekiwanego triumfu w lidze.

To znaczy, że dobrze czujesz się w Toruniu?

Bardzo dobrze! W związku z tym na początku sezonu przedłużyłem kontrakt z Polskim Cukrem o trzy lata. Klub jest naprawdę nadzwyczajny. Miasto jest idealnie położone. Na stałe jestem zameldowany w Gdańsku, dlatego dzięki autostradzie szybko mogę dotrzeć nad morze. Blisko jest też do Warszawy. Wszystko to powoduje, że Toruń jest świetnym miejscem do życia. Również ludzie są bardzo przyjaźnie nastawieni i dlatego postanowiliśmy, wspólnie z żoną, że zostaniemy tu na dłużej.

Podoba ci się w Toruniu, ale mówisz, że lubisz także zwiedzać różne miejsca. Masz znajomych w całej Polsce?

Rzeczywiście, mam dużo znajomych, ale w trakcie sezonu brakuje czasu na dłuższe wyjazdy. Mamy bardzo mało dni wolnych. Z reguły jest to jeden dzień, po meczu, ale wiadomo, że w tak krótkim czasie daleko pojechać nie można. Zdecydowanie łatwiej podróżować po zakończeniu sezonu. Wtedy można jechać do znajomych, odwiedzić czy poznać nowe miejsca.

Gdzie najchętniej spędzasz wolny czas, kiedy zostajesz w Toruniu?

W trakcie sezonu jest naprawdę mało tych dni wolnych, ale nie narzekam. Bardzo podoba mi się w Toruniu. Z reguły spacerujemy z żoną po bulwarze, wzdłuż Wisły. Tak naprawdę jest pełno fajnych miejsc.

Zdradzisz swoje ulubione?

Można powiedzieć, że lody u "Lenkiewicza" to miejsce, które często odwiedzam, gdy robi się cieplej. Natomiast mam wiele ulubionych restauracji. 

Masz swoją ulubioną pozycję w menu?

Mam, bez wątpienia jako przystawka tatar z łososia, a danie główne to grillowany łosoś. Jest naprawdę bardzo dobry. Muszę jednak podkreślić, że ze względu na to, czym się zajmuję, nie mogę sobie zbyt często pozwolić na takie wypady. Jednak polecam to miejsce.

Upodobania kulinarne masz jasno sprecyzowane. A w jakie sposób spędzasz wolny czas? Co sprawia, że jesteś zrelaksowany?

Lubię oglądać filmy z moją żoną. Czasami wychodzimy do kina, ale częściej jednak spędzamy czas w domu. Mamy Netflix, jeżeli powiem, że obejrzeliśmy prawie wszystkie seriale, które są dostępne na tej platformie, to myślę, że nie skłamię. W trakcie sezonu ten jeden wolny dzień lepiej spędzić na relaksie i odpoczynku, a nie szukaniu nowych wrażeń.

Masz jakiś serial bądź film, do którego lubisz wracać?

Trudno mi odpowiedzieć. Sporo dobrych filmów nakręcono, więc raczej oglądam to co jest dostępne. Film, który obejrzałem kilka razy to Wilk z Wall Strett. Mężczyznom może się podobać, chociaż wiadomo, że fabuła jest mocno oderwana od codziennego życia.

Wilka z Wall Strett też oglądałeś z żoną?

Pierwszy raz tak, powtórki niekoniecznie. A z seriali to oczywiście czekamy na kolejny, ostatni już sezon Gry o tron. Poza tym Narcos, Breaking Bad - to seriale, które bardzo dobrze się ogląda.

Myślałeś już o przyszłości? Masz jakieś plany na najbliższe lata?

Na razie skupiam się na grze w koszykówkę i to sprawia mi radość. Jednak wielkimi krokami, chyba nawet zbyt wielkimi zbliża się koniec kariery i trzeba znaleźć jakiś pomysł na siebie. Mam to szczęście, że zostałem wychowany między dwoma krajami, więc postaram się to wykorzystać. Chciałbym też zostać w sporcie, ale nie mam jeszcze konkretnych planów.

Chciałbyś zostać trenerem?

Trenerem niekoniecznie. Jak zdążyłem się przekonać, w życiu zawodników jest dużo zmian, nie ma pewności czy w danym mieście będzie można kontynuować karierę. Poznajesz nowych ludzi, a nagle okazuje się, że musisz szukać dla siebie miejsca gdzieś indziej. Podobnie mają trenerzy. Często brakuje długofalowej stabilizacji. Być może agent sportowy to ciekawa opcja.

Ty też występowałeś w kilku różnych drużynach. Żona towarzyszyła ci w tych przeprowadzkach?

Razem z żoną odwiedziliśmy już wiele miejsc i szczególnie dla niej nie było to łatwe. Jeździ ze mną tam, gdzie nikogo nie zna, nie ma możliwości spotkania się z bliskimi. Czasami jest tak, że mecze nie pozwalają na wzięcie udziału w jakiejś ważnej uroczystości rodzinnej. W czasie świąt także nie ma zbyt wiele czasu, aby poświęcić go rodzinie, to są te ciemniejsze strony kariery.

W jaki sposób zatem przekonałeś żonę, że warto prowadzić taki styl życia?

To bardzo mądra kobieta. Zdaje sobie sprawę, że żyję i zarabiam dzięki swojej pasji, a ona oczywiście chce żebym robił to co uwielbiam. Poświęca się, ale też doskonale wie, że nie będę grał wiecznie, a raczej jestem już bliżej końca kariery. Ja ze swojej strony staram się dbać o nią, najbardziej jak mogę.

Koszykówka jest więc dla ciebie ciężką i wymagającą pracą czy pasją, którą kochasz?

Zdecydowanie hobby i pasja, ale bez ciężkiej pracy i chęci wygrywania nie można osiągać sukcesów i stawać się lepszym zawodnikiem. Zresztą podobnie jest w życiu. Moim zdaniem trenując sport, można się wiele nauczyć o samym sobie.

Hasło “no pain no gain” jest Ci chyba dobrze znane. Określa Twoją postawę?

Tak, mam ten tatuaż od 18. roku życia. Podoba mi się jego przesłanie, ale gdybym mógł cofnąć czas, na pewno zmieniłbym miejsce na ciele. Młodzi, jeżeli robicie dziary, zastanówcie się gdzie chcecie je mieć. Na facecie, który niedługo będzie miał 40 lat wygląda to niepoważnie. Jednak hasło jak najbardziej pasuje do mnie i do mojej kariery.

Zawsze grasz z numerem piątym na koszulce. To dlatego, że lubisz wychodzić w pierwszej piątce?

Nie, nawet nie pamiętam, z jaką historią jest związany ten numer. Chyba było tak, że podczas prezentacji chciałem wyjść na boisko przed jakimś innym zawodnikiem, a on miał wyższy numer, więc wziąłem niższą cyfrę. Piątka to niski numer, czasami dzięki temu wybiegałem na boisko jako pierwszy. Ogólnie sportowcy rzadko zmieniają numery, więc u mnie też tak zostało.

Jest może jakiś żart, który zawsze cię śmieszy, zabawna sytuacja z szatni, którą mógłbyś opowiedzieć?

Nie jestem dobry w opowiadaniu dowcipów, wolę raczej żarty sytuacyjne. W szatni oczywiście jest pełno śmiechu, ale wolę nie opowiadać tych historii. Najlepszym żartownisiem spośród Polaków jest Tomek Śnieg, a ogólnie to Rob Lowery. Wydaje mi się, że wszyscy zauważyli, że to taki pozytywnie zakręcony wariat. Atmosfera w szatni jest bardzo dobra.

Porozmawiajmy teraz o koszykówce. Pamiętasz, jak zaczęła się Twoja kariera? Była szansa, że zostaniesz kimś innym niż koszykarzem?

Urodziłem się we Francji i myślę, że tak jak każde dziecko w tym kraju, a może nawet w Europie zaczynałem od gry w piłkę nożną. Trwało to dość długo, prawdopodobnie do 12. roku życia.

Skąd zatem miłość do koszykówki?

Wszystko zaczęło się, gdy mamy wysłała mnie na wakacje do ciotki i wujka, którzy mieszkali w Chicago. Tam oczywiście koszykówka jest jednym z najpopularniejszych sportów, więc była obecna praktycznie na każdym kroku, na każdej ulicy. Po powrocie do Francji stwierdziłem, że muszę grać w koszykówkę. Okazało się, że miałem do tego spory talent. Szybko robiłem postępy, szybko dostrzegli mnie trenerzy.

Miałeś koszulkę Chicago Bulls?

Na pewno przywiozłem jakąś pamiątkę związaną z tym klubem. Możliwe nawet, że była to koszulka Michaela Jordana.

Pytam o to, ponieważ chciałbym wiedzieć, czy masz swojego idola, kogoś, kto był dla ciebie wzorem?

To francuski rozgrywający Tony Parker. Wyjątkowo dobry gracz, który zrobił karierę za oceanem. To klasowy zawodnik, który również poza boiskiem zachowywał się wzorowo. Ciężko pracował, nigdy nie widziałem wywiadu, w którym narzekał. To wzór dla wszystkich młodych koszykarzy. W Polsce oczywiście takim człowiekiem jest Marcin Gortat. Chociaż trudno mówić o tym, że to mój idol, gdyż jest tylko 3 lata starszy. Jednak bardzo szanuję go jako sportowca i człowieka. Jest wzorem dla dzieci, a jako zawodnik osiągnął swoją pozycję bardzo ciężką pracą i zaangażowaniem i warto to docenić.

Marcin Gortat jest też bardzo lubiany za oceanem. Jak myślisz dlaczego?

Lubią go, ponieważ jest normalny. Można powiedzieć, że nie odbiło mu. Spodobało się też jego przywiązanie do Polski. Często chwali, reklamuje nasz kraj, stara się go przedstawić w jak najlepszym świetle, próbuje też zjednoczyć rodaków.

Pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z nim?

To było na zgrupowaniu reprezentacji, po raz pierwszy dostałem powołanie siedem lat temu. Podczas pierwszych treningów podpatrywałem, jak zachowuje się w czasie gry, jak rozwiązuje pewne sytuacje na boisku, słuchałem rad, które daje innym. Nie można być jednak za bardzo pod wrażeniem, bo trzeba z nim współpracować na boisku. Musiałem pokazać, że przyjechałem na zgrupowanie kadry nie tylko po to, aby przyglądać się i podziwiać.

Mówisz, że imponuje ci postawa Marcina Gortata, ale sam też często bierzesz udział w różnego typu akcjach marketingowych. Jesteś bardzo medialnym zawodnikiem. Lubisz angażować się w różne akcje społeczne i promocyjne?

Tak, lubię to. Jeżeli mamy okazję pomóc albo sprawić, że na czyjejś twarzy pojawi się uśmiech, to zawsze warto. Nie jesteśmy wyjątkowymi gwiazdami, ale dla ludzi, którzy nam kibicują, szczególnie dla młodzieży “coś znaczymy” i wiemy, że są osoby, które uważają nas za wzory do naśladowania. W związku z tym chcemy oddać w jakiś sposób wsparcie, które otrzymujemy od nich w czasie meczów. To też przyjemna sytuacja, kiedy można się spotkać z kibicami, porozmawiać, wymienić opiniami. W czasie gry nie ma takiej możliwości, dlatego warto wyjść do ludzi. A poza tym po prostu lubię pomagać.

Była jakaś akcja, która szczególnie zapadła Ci w pamięci?

Niedawno byliśmy w przedszkolu, rozmawialiśmy z dziećmi. One zawsze potrafią zadać takie bezpośrednie, szczere pytanie, którego dorośli mogliby się wstydzić. Na przykład ostatnio padło pytanie o zarobki.

I co odpowiedziałeś?

Że kiedy gram dobrze, zarabiam dużo, a gdy źle - mało.

Chyba niewielu sportowców zgodziłoby się na taki kontrakt?

Ci, którzy zgodziliby się na taką umowę na pewno należą do mniejszości.

Zostałeś wybrany Sportową Osobowością Medialną Torunia w 2018 roku. Rok wcześniej ten tytuł zgarnął Tomasz Śnieg, w 2016 zdobył go Krzysztof Sulima. Dlaczego torunianie tak lubią koszykarzy Polskiego Cukru?

Nie wiem, nie mam pojęcia, ale to naprawdę świetna sprawa. Cieszymy się, jako zawodnicy, że możemy tutaj grać. Powtórzę się, ale klub jest pod wieloma względami naprawdę niesamowity jak na polskie warunki. A z czego wynika, że jesteśmy tak lubiani - może to kwestia wyników, a może tego, że jesteśmy uśmiechniętymi i wesołymi ludźmi.

Co takiego decyduje o tej wyjątkowości klubu, którą podkreślasz?

W Polsce różnie bywa z organizacją i zarządzaniem. Natomiast w Toruniu wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Mamy świetne warunki - piękna hala oraz świetna infrastruktura. Moim zdaniem klub powinien zapewnić zawodnikom jak najlepsze warunki, żeby mogli dać z siebie wszystko na treningach i skupić się na grze w czasie meczów. W niektórych klubach są problemy z płatnościami, czasami po prostu oszukuje się zawodników. Tutaj nie musimy się o to martwić. Możemy wyjść na parkiet i walczyć dla dobra miasta i klubu. Trzeba też podkreślić, że w Polsce trudno jest zdobyć sponsorów. Porównując sytuację np. do Francji, są tutaj dużo mniejsze dotacje z miast, nie łatwo uzyskać finansowe wsparcie. Mówię o problemach, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, jakie są realia.

Czy w ogóle w Toruniu są jakieś trudności, coś byś zmienił, poprawił?

Nie, wszystko dobrze się rozwija. Tak jak powiedziałem, chcemy zdobyć złoty medal i w przyszłości grać w europejskich pucharach. Przed sezonem rozegraliśmy wyrównane spotkania z silnymi rywalami z innych krajów, więc wiemy, że możemy walczyć na arenie międzynarodowej. Awans do finału dałby nam możliwość zaprezentowania się na europejskich parkietach i na to liczymy.

Aktualny skład i sytuacja klubu pozwalają na osiągnięcie tych sukcesów?

Oczywiście, mamy świetny skład i wspaniałych kibiców. Chociaż wiadomo, że liga jest wyrównana i kilka klubów ma podobne zamiary jak my.

Jest drużyna, której wolałbyś uniknąć w Play-Off?

Nie mamy czego się bać. Pokazaliśmy już w tym sezonie, że możemy wygrać ze wszystkimi najgroźniejszymi rywalami, ale jak to w Play-Off, trzeba się skoncentrować i zmobilizować maksymalnie, gdyż będą to bardzo trudne mecze, w których zadecydują niuanse.

W zespole Polskiego Cukru było kilka kontuzji. Wciąż nie może grać Przemysław Karnowski i Aleksander Perka, ale niedawno wrócił do gry kapitan Łukasz Wiśniewski. Brakowało wam jego trójek z rogu?

Co do Przemka, to wiemy, że w pełni sił jest nie do zatrzymania. Teraz ma problemy z kontuzjami, ale liczymy, że pomoże nam w przyszłości. Łukasz Wiśniewski oprócz tego, że wie jak zdobywać punkty, potrafi również być liderem. To kapitan, najstarszy zawodnik w zespole, ma wiele do powiedzenia i najczęściej są to mądre rzeczy. Oczywiście jest też wielkim wojownikiem. Właśnie dzięki tej waleczności i nieustępliwości osiągnął sukcesy w sporcie. Zdecydowanie lepiej mieć go w swojej drużynie, niż grać przeciwko niemu.

Trafiłeś do Polski w 2011 roku, grałeś w Turowie Zgorzelec. Polska nie była jednak dla Ciebie kompletnie obcym miejscem.

We Francji grałem w reprezentacjach U16, U18, U20. Później rozwijałem karierę w PRO B, gdyż w ekstraklasie trudno wywalczyć minuty na boisku. Tam, oprócz jednego sezonu, podczas którego miałem kontuzję, szło mi bardzo dobrze. W końcu dostałem propozycję gry w ekstraklasie francuskiej i polskiej. Faktycznie Polska nie była mi obca. Co roku przyjeżdżałem tutaj z mamą, spędzałem zazwyczaj ponad miesiąc wakacji, także miałem możliwość poznać miejsca i kulturę. Turów Zgorzelec występował w europejskich pucharach i ich oferta była ciekawa. Po rozmowie z mamą uznałem, że warto spróbować. Ogólnie bardzo mi się spodobało. Dwa lata grałem w Zgorzelcu, później dwa lata w Zielonej Górze gdzie zdobyliśmy Mistrzostwo Polski. Zdążyłem się zaaklimatyzować.

Umiesz znaleźć się pod koszem, ale potrafisz też trafić z obwodu. W jakiej roli czujesz się najlepiej na boisku?

Staram się być wszechstronnym zawodnikiem. Często mi mówiono, że zawodnicy grający na pozycji 4 (silny skrzydłowy, zawodnik podkoszowy przyp. red) jest drugim rozgrywający. W związku z tym próbuję szukać miejsca na obwodzie, oczywiście oddawać rzuty z czystych pozycji, ale też dogrywać do partnerów, ułatwiać grę innym zawodnikom, “dzielić się piłką”. Mamy silną i wyrównaną drużynę, z dużym potencjałem ofensywnym, dlatego grając zespołowo, jesteśmy jeszcze silniejsi. Poza tym lubię być liderem wspierać innych zawodników, pomagać w czasie gry. Jestem doświadczonym graczem, więc dobrze radzę sobie ze stresem.

A jak się motywujesz przed meczami? Jaką lubisz muzykę, co robisz, żeby zagrać dobre spotkanie?

Na pewno łatwiej mi przychodzi skoncentrować się na grze niż kiedyś. Miałem w przeszłości jakieś przesądy i rytuały, ale okazywało się, że jednego dnia one działy i notowałem dobre występy, a innego, robiąc dokładnie to samo, nie prezentowałem się na boisku tak jakbym chciał. Z wiekiem się uspokoiłem. Lubiłem nakręcać się muzyką - najpierw był to rap, później house, dziś nie przywiązuję do tego uwagi. Wszystko jest w głowie.

Miałeś swoje ulubione utwory?

Słuchałem polskiego i amerykańskiego rapu, ale tytułów sobie nie przypomnę. House - najczęściej puszczam jakieś kompilacje z festiwali muzycznych - Sunrise Festiwal bądź Tomorrow Land.

Nie masz żadnych przedmeczowych rytuałów?

Zawsze zwracam uwagę to, żeby zjeść przed meczem dobry posiłek. Musi w nim być mięso z kurczaka, więcej staram się nie kombinować. Zbyt dużo rzutów już spudłowałem, żeby rozpamiętywać każde zagranie. Trzeba być pozytywnym, wierzyć w siebie, ciężko pracować na treningach i starać się grać jak najlepiej. Nie ma innego sposobu na to by stawać się lepszym zawodnikiem.

Jak sportowo i organizacyjnie zmieniła się PLK? Jest lepiej?

Zmieniło się wiele. Pod względem sportowym kiedyś było tak, że od początku sezonu było wiadomo, kto będzie mistrzem Polski. Była era Śląska Wrocław, później Trefl Sopot i Asseco Gdynia, następnie Stelmet Zielona Góra. Teraz rozgrywki są bardziej wyrównane. Jest 5-6 drużyn, które mogą walczyć o złoto. To na pewno duży plus. Organizacyjnie to przede wszystkim piękne obiekty, na których są rozgrywane mecze - Toruń, Zielona Góra, Szczecin, Lublin, Gdynia. Każdy woli grać w ładnych halach, a nie - jak to nazywaliśmy “kurnikach” w Zgorzelcu czy Tarnobrzegu.

Mówisz, że wzrósł poziom ligi. Czy wpłynęło to na postawę reprezentacji? Może pomogło to wywalczyć awans na MŚ w Chinach?

Uważam, że tak. Kiedyś reprezentację budowano na zawodnikach występujących w jednym zespole. Teraz kadrowicze grający w PLK grają w różnych drużynach, co sprzyja rywalizacji. Także gracze na co dzień trenujący poza Polską (A. Waczyński, M. Ponitka, A.J. Slaughter, M. Lampe przyp. red.) reprezentują silne zagraniczne ekipy, a to przekłada się na ich występy w kadrze.

52 lata temu USA zajęło 4. miejsce, a Polska 5. Dziś wziąłbyś taki wynik w ciemno?

Jasne, 5. miejsce to świetne osiągnięcie. Powtórzyć taki wyczyn to raczej mało prawdopodobne, ale dlaczego nie mamy marzyć o jak najlepszym występie?

W siłowni Champion Gym&Fitness&SPA rozmawiał Arkadiusz Kobyliński.

Reklama

Aaron Cel: Marzę o mistrzostwie z Polskim Cukrem komentarze opinie

  • gość 2019-03-18 21:28:14

    widaccc ze to mega normalny gociu

  • gość 2019-03-19 11:20:40

    Powodzenia!

  • Mariusz - niezalogowany 2019-03-20 17:46:03

    Nie przez przypadek Aaron to osobowość medialna ! :)

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ototorun.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Oto Media Filip Sobczak z siedzibą w Toruń 87-100, Szosa Chełmińska 26/602

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"